| Magdalena Żuraw, ur. 02 kwietnia 1983 r w Warszawie, absolwentka filozofii Uniwersytetu Kardynała Sefana Wyszyńskiego. Kobieta, która nie znosi feminizmu. Przeciwniczka lewactwa i poprawności politycznej. A do tego filozof i publicystka. |
Na kogo wskażą, na tego głosuj...
W poczekalni pewnej warszawskiej kliniki spotkałam kobietę w średnim wieku, która przyjechała do naszego wspólnego lekarza aż z małopolski. Powódź, z jaką Polska zmagała się całymi tygodniami, nie ominęła również jej miejscowości. - Wody sąsiedzi mieli po sam dach - opowiadała - Trzypiętrowe domy zniknęły pod taflą. Słowem: absolutna tragedia. Stracili wszystko.
Jej dom miał dużo szczęścia. Jako jeden z nielicznych wybudowany jest na wzniesieniu. Woda przedarła się tylko do piwnic, nie czyniąc większych szkód. Siedziałam z tą kobietą i słuchałam, jak ożywają w niej świeże jeszcze i przerażające wspomnienia. - Najgorsze jest to, że tak naprawdę nikt już nie myśli o powodzianach, nikt im nie pomaga, jakby nie istnieli - mówiła.I tym sposobem doszłyśmy w naszej rozmowie do roli mediów. Była woda - była sensacja. A kiedy woda opadła. - "Błękitny" w każdym razie nie lata nad terenami popowodziowymi. Wiadomo, tragedie jednostek nie są tak spektakularne. Dla mojej rozmówczyni ten fakt był absolutnym skandalem. Mi tylko przypomniał w jakiej rzeczywistości żyjemy. W rzeczywistości kreowanej przez emisje prawd, w które społeczeństwo ma wierzyć.
Ani to nowość, ani odkrycie. Ale tamta przypadkowa rozmowa miała miejsce dzień po tym, jak na sali rozpraw w Sądzie Okręgowym w Warszawie pojawił się Bronisław Komorowski. Kandydat na urząd Prezydenta RP. Marszałek Sejmu. Marionetkowy Komorowski, który przez całe przesłuchanie oglądał się na poklask zgromadzonej przy nim gwardii w osobach Sławomira Nowaka i Ewy Kopacz. Który odpowiedzi na zadawane pytania czytał z kartki, który kolejny raz popełnił błąd, mówiąc, że Prawo i Sprawiedliwość należy do frakcji Parlamentu Europejskiego - Unia na Rzecz Europy Narodów.
Przez cały czas trwania przesłuchania Komorowskiego siedziałam, słuchałam a moje przerażenie rosło. Kandydat, który lada dzień ma, niestety, realną szansę zostania prezydentem, nie dość, że nie potrafi się wypowiadać, na niczym się tak naprawdę dobrze nie zna, popełnia same gafy, to w dodatku nie wzbudza najmniejszego szacunku. Jest żałośnie śmieszny. Patrzyłam jak spogląda od czasu do czasu na przybocznych, jak wdzięczy się do sędziny, jak stara się pokazać wyższość, poczucie humoru zadającemu pytania adwokatowi Bogusławowi Kosmusowi tekstami w stylu: "tylko krowa nie zmienia poglądów", czy "przekona się pan, jak na mnie zagłosuje". Komorowski nie odniósł się merytorycznie do żadnego pytania adwokata, sąd nie zwrócił przesłuchiwanemu uwagi na zachowanie. Istna szopka.
A w mediach cisza. Nikt nie pisnął słówkiem ani o gafie, ani o minister Kopacz, która - jako wyznacznik wszelkiej wiedzy o publicznej służbie zdrowia - kiwała głową na każde stwierdzenie Komorowskiego, co wyglądało naprawdę pociesznie: autorytet, który wskazuje sędzinom, jak mają odczytywać słowa Bronisława. Nikt nie zająknął się nawet o zachowaniu Kopacz i Nowaka, zupełnie nielicującego z powagą instytucji, w jakiej się znaleźli.
Żyjemy w rzeczywistości kreowanej przez emisje prawd, w które społeczeństwo ma wierzyć. Bronisław Komorowski w mediach wygląda o stokroć rzetelniej niż w rzeczywistości. W oczy kuje smutna prawda, że w demokracji wyborów nie wygra lepszy kandydat a kandydat z większą ilością pieniędzy na spoty i ciekawszymi znajomościami.
Media (te, które mają w tym własny interes) robią z Komorowskiego kogoś, kim nigdy nie będzie - inteligentnego, wyważonego, błyskotliwego męża stanu. Smutne to i niebezpieczne. Bo druga tura się niebawem skończy, szybko o niej zapomnimy, a na prezydenta będziemy skazani przez kolejnych pięć lat. Ile zdąży napsuć Komorowski przez ten czas, aż strach myśleć. Strach też myśleć ile pozostanie z suwerenności naszego kraju, na jak długo wpadniemy w szpony rosyjskiego aparatu władzy.
Ale o tym media, które uczynią z Bronisława prezydenta, wspominać nie będą.
Magdalena Żuraw
Artykuł ukazał się na stronie portalu Debata.pl
28.06.2010r.
RODAKpress