RODAKpress - head
HOME - button
Polska polityka zagraniczna - Ignacy Nowopolski

 

 

 

 

 

 

 

 


Polska polityka zagraniczna

Obserwatorzy krajowej sceny zwracają uwagę na istnienie dwu "centrów politycznych". Jeden to pro-amerykański ośrodek Pałacu Prezydenckiego i drugi, pro-niemiecki (unijny) skupiony wokół kancelarii premiera. Nie ulega wątpliwości, że w kraju funkcjonują dwa rywalizujące ze sobą "ośrodki władzy". Wydaje się jednak, że nie można dyskutować w tym kontekście problemów polskiej polityki zagranicznej, bez narażania się na śmieszność.

Faktem jest, że obecna Polska jest państwem mniej suwerennym niż PRL. Władcy komunistyczni mogli, na szczeblu centralnym, decydować o niektórych aspektach funkcjonowania państwa, takich jak niestrategiczne inwestycje, czy wielkość emisji zanieczyszczeń ( exemplum gazów cieplarnianych), a lokalna administracja władna była w ustalaniu kwot połowowych bałtyckiego śledzia, czy budowy obwodnic w prowincjonalnych miasteczkach. Krajowi komuniści nie mogli jednak stanowić polityki zagranicznej PRLu. Tak więc, nie można poważnie rozważać znaczenia exemplum "Planu Rapackiego " , czy innych "polskich inicjatyw politycznych" z tego okresu.

Również dziś, decyzje polityczne zapadają poza Warszawą. Co prawda krajowi "politycy" odgrywają przed kamerami telewizyjnymi komedię pod tytułem "negocjacje unijne" kończące się zawsze "kompromisem". Ale "szczyty unijne" są co najwyżej odpowiednikiem średniowiecznych personalnych hołdów składanych suwerenom przez lenników, a "kompromis" w unijnej nowomowie oznacza bezwarunkowe podporządkowanie się kolonialnemu dyktatowi Brukseli i Berlina.

Polska nie jest zresztą wyjątkiem w tej regule, stanowiącej bezwzględne i aroganckie traktowanie przez Unię nowych państw członkowskich. Wyjątkowo bezczelny prezydent Francji, posunął się nawet do tego by zaproponować przedłużenie "prezydencji francuskiej" o pół roku, w celu "ominięcia" Republiki Czeskiej desygnowanej do tej funkcji. Wszyscy "poważni" politycy europejscy wylewają kubły pomyj na głowę eurosceptycznego prezydenta tej republiki, zapominając o, tak hołubionej w Unii, cnocie "tolerancji". Według tygodnika The Economist, nie uzyskawszy aprobaty na swój pomysł, Sarkozy zdecydował się na organizowanie osobnych szczytów krajów strefy euro i Wielkiej Brytanii, w okresie czeskiej prezydencji, w celu utrzymania kontroli władzy we właściwych rękach.

Krajowe "elity polityczne" to nic więcej niż trupa kuglarzy, odgrywająca przed społeczeństwem farsę pod tytułem "Niszczenie Ojczyzny". Ci sami osobnicy, jak w kalejdoskopie zmieniają tylko konfiguracje polityczne w kolejnych odsłonach tego haniebnego spektaklu. Trudno więc oczekiwać od nich myślenia i działania w kategoriach interesu Narodowego. Pan Prezydent, uganiający się po wschodnich rubieżach kontynentu i usiłujący uprawiać politykę imperialną na miarę Jagiellonów, zapomniał chyba, że w swym niesuwerennym kraju, jego "władza" nie umożliwia mu nawet zabezpieczenia sobie miejsca w rządowym samolocie, bez zgody zarządzającego krajem gauleitera. Jeżeli działa w dobrej wierze, to naraża się co najmniej na śmieszność, no a jeżeli nie...

Obok "elit" wszelkiej maści, opływających jak pączki w maśle w dobrobycie uzyskanym bezpośrednio, lub pośrednio z procederu frymarczenia Polską Racją Stanu, funkcjonuje jeszcze rozbudowana ponad wszelką miarę, administracja. Szczególną patologią wyróżnia się w tej grupie "wymiar sprawiedliwości". Spauperyzowana reszta społeczeństwa, zajęta walką o biologiczne przetrwanie, przyjmuje za dobrą monetę wszystkie kłamstwa oferowane jej przez "elity" za pomocą agenturalnych mediów głównego nurtu.

Czy w takiej sytuacji warto w ogóle mówić o "polskiej polityce zagranicznej"? Wydaje się, że tak, ale w zupełnie innym kontekście, dotyczącym możliwości odzyskania niepodległości.

W obecnej sytuacji, szanse na odbudowę Niepodległej Polski i Narodu są znikome. Sytuacja jest bowiem znacznie trudniejsza niż w okresie rozbiorów. W tamtych czasach, pomimo rozdarcia administracyjnego pomiędzy trzech zaborców, istniał patriotyczny Naród. Polskojęzyczne społeczeństwo dnia dzisiejszego, trudno nawet scharakteryzować terminem Naród, przynajmniej w klasycznym tego słowa znaczeniu. Głęboko skrywane poczucie niższości w stosunku do "europejczyków" w ogólności, a Niemców w szczególności, ułatwi tym ostatnim szybką asymilację społeczeństwa na wschód od Odry. Obok ekonomicznych, działają bowiem pobudki kulturowe, dające asymilującym się szybko w Unii przybyszom z Polski, poczucie "awansu cywilizacyjnego". Wprowadzenie w życie "Traktatu Lizbońskiego" sprowadzi Polskę z poziomu kolonialnego, do statusu niemieckiego landu, przez co znacznie przyspieszy ten proces.

Istnieje jednak również inny scenariusz. Pogłębiający się kryzys gospodarczy będzie na tyle dotkliwym, że może spowodować poważne niepokoje na terenie Unii i w konsekwencji jej rozpad. Zwłaszcza strefa euro, wbrew temu co wmawiają opinii publicznej globaliści, jest dysfunkcjonalna. Wiedzą o tym dobrze "elity" europejskie, a zwłaszcza Niemcy. Brytyjski ekonomista Rodney Atkinson pisze w Salisbury Review, że przedstawiciel Bundesbanku, ostrzeżony o możliwych poważnych problemach spowodowanych wprowadzeniem wspólnej waluty euro, odparł: "To dobrze, będziemy mogli użyć powstały kryzys do zdobycia większej władzy, której w innym wypadku nie udałoby się nam uzyskać". Kochający porządek "wielki naród niemiecki", z łatwością zjednocży się wokół nowego wodza, pragnącego zaprowadzić "niemiecki ład" na terenie Unii. Wielka depresja lat 30-tych utorowała drogę do władzy Hitlerowi, a historia lubi się powtarzać. Prekursorskie tendencje tego typu można już zaobserwować w Austrii, gdzie krypto-nazistowskie partie kontrolują obecnie jedną trzecią miejsc w parlamencie.

Zarówno niemieckie, jak i globalistycne zapędy do władzy nad światem, mogą oczywiście spalić na panewce i w takiej sytuacji zaistniałaby, przynajmniej teoretyczna, szansa odnowy państwowej i narodowej. Na wypadek takiej ewentualności, powinno zacząć się budować niezależne samorządowe struktury terenowe, skupiające ludzi potrafiących działać i myśleć w kategoriach narodowych. Istnieją jeszcze w Polsce ośrodki mające techniczne możliwości skatalizowania takiego oddolnego ruchu.

W momencie rozpadu UE, członkowie takich samorządów powinni zacząć przejmować władzę z rąk skorumpowanej administracji lokalnej i centralnej, na podobnej zasadzie jak ta zastosowana wobec Niemców w 1918 roku. Obecne "elity" powinny być w tym momencie całkowicie odsunięte od władzy, gdyż przy pierwszej sposobności powróciłyby one na utracone pozycje i kontynuowały swą destruktywną działalność. Nie można byłoby w takiej sytuacji dopuścić do kolejnej "grubej kreski", bowiem "elity" te wywodzą się w prostej linii z PRL-go aparatu administracyjnego, lub jego tajnych współpracowników, przez co zdradę narodu mają we krwi od pokoleń i nie potrafiłyby one inaczej funkcjonować. Aktem prawnym powinno by się, w takim momencie, zabronić uczestnictwa w życiu publicznym członkom wszystkich kadencji parlamentu IIIRP (o PRLu nie wspominam, bo to oczywiste). Na palcach jednej ręki można bowiem policzyć takich "oszołomów" jak minister Antoni Macierewicz czy poseł Gabriel Janowski, którzy w tym okresie działali konsekwentnie w interesie Państwa i Społeczeństwa.

Na rozpoczęcie takiej akcji i stworzenie alternatywnego programu rozwoju Państwa we wszystkich aspektach jego funkcjonowania, czasu zostało już niewiele.

Ignacy Nowopolski

12.01.2009r.
RODAKpress

 
RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS