RODAKpress - head
HOME - button
Globalistów ucieczka do przodu - Ignacy Nowopolski

 

 

 

 

 

 

 

 


Globalistów ucieczka do przodu

Polska oglądana przez pryzmat krajowych mediów elektronicznych, jawi się niezorientowanemu widzowi, jako dostatni i normalny kraj, borykający się jedynie z drugorzędnymi problemami. Grona "wybitnych ekspertów", komentatorów i "dojrzałych" polityków, zajmują się najistotniejszymi z krajowych problemów, takimi jak zagadnienie rozdziału kompetencji między ośrodkami władzy, czy powstanie nowego ugrupowania politycznego.. Ugrupowanie to, założone nota bene przez starych wyjadaczy sejmowych i partyjnych, już "zrewolucjonizowało" scenę polityczną, opowiadając się za zmianą konstytucji i wprowadzeniem systemu prezydenckiego.

Obok wspomnianych problemów, konsumenci medialnej strawy, zajęci są goszczącymi na ekranach świętami.

Delektując się tą normalnością promieniującą z ekranu telewizyjnego, natknąłem się niedawno na swego rodzaju dysonans medialny. Telewizja wyemitowała bowiem, pomiędzy programami, reklamę jakiejś instytucji charytatywnej, której slogan brzmiał "Pomóżmy polskim dzieciom przetrwać zimę". Jak to? Dzieciom dużego i liczącego się kraju w środku Europy, należącego od kilku lat do "ekskluzywnego klubu bogatych", jakim jest Unia Europejska, musi się pomagać w PRZETRWANIU zimy, jak w Korei Północnej? Być może reklama ta przyplątała się przypadkowo z okresu stanu wojennego, aprobowanego obecnie przez prawie połowę światłego i rozumnego społeczeństwa?

Przypuszczam, że z natury inteligentni przedstawiciele Jasnogrodu, mogliby wyczuć w mych słowach ironię. Wiem też, że wytłumaczyli by obecne problemy polskich dzieci, szerzącym się kryzysem gospodarczym.

Kryzys ten, sprowadził na głowy globalistycznych przywódców Imperium Euroatlantyckiego (UE/US) wiele krytyki. Z iście szatańską przebiegłością postanowili oni jednak odwrócić przysłowiowego kota ogonem, twierdząc, że katastrofa spadająca obecnie na Ludzkość, nie jest wynikiem błędnej ideologii, ale niedostatecznej globalizacji. Aby niewidzialna ręka rynku mogła zademonstrować swą zbawienną moc, należy jeszcze zglobalizować władzę, czyli (używając prostego języka) stworzyć światowy rząd. Rząd ten sprawowałby pieczę nad funkcjonowaniem wolnego rynku, walczył z globalnym terroryzmem, a także regulował inne istotne aspekty życia społecznego, takie jak exemplum , ochrona środowiska.

To ostatnie zagadnienie, wybiło się niedawno na czołówki, za sprawą "kompromisu" jaki Polska osiągnęła w sprawie redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Według oficjalnych danych, głównym emitorem wspomnianych gazów są Stany Zjednoczone, mające 40% udział w ich globalnej ilości. Toteż smaczku temu "kompromisowi" dodaje informacja , że zaledwie w tydzień po przyjęciu przez UE programu redukcji tych emisji, amerykańska agencja ochrony środowiska (EPA) zmniejszyła wymagania dotyczące ich kontroli w nowo powstających siłowniach na terenie USA. Tak więc, w ramach globalistycznej solidarności, Polska będzie miała niewątpliwy zaszczyt wesprzeć swych "amerykańskich przyjaciół" w szlachetnym dziele ponoszenia kosztów ochrony środowiska naturalnego.

Obok USA, głównym emitorem gazów cieplarnianych są Chiny, które z reguły nie dokumentują, lub wręcz ukrywają te i inne szkodliwe dla globalnego środowiska, emisje. Dodając do tego obrazu równie "nieekologiczne" wielkie gospodarki, takich krajów jak Rosja, Indie, czy Brazylia, możemy bezpiecznie szacować, że reszta świata odpowiedzialna jest za nie więcej niż 10% emisji. Biorąc pod uwagę obecne stosunkowo wysokie europejskie standardy ochrony ochrony środowiska, staje się oczywistym, że kosztowny unijny program redukcji emisji, nie jest spowodowany troską o ekologię, ale innymi pobudkami.

Tak jak wszystkie limity i ograniczenia unijne, redukcja emisji dwutlenku węgla (gazu cieplarnianego), ma umożliwić większą władzę nad, rządzonymi przez brukselską międzynarodówkę, społeczeństwami. Handel kredytami tych emisji, pozwoli również międzynarodowym bankierom, na dodatkowe krociowe zyski. Według niedawnych doniesień medialnych, amerykański gigant finansowy Citicorp używa pieniędzy pochodzących z "pakietu ratunkowego" na zakup wspomnianych kredytów, a nie jak zakładano, na finansowanie upadającej gospodarki USA.

Inny element zniewalania społeczeństw przez globalistów stanowi wspólna waluta, która umożliwiłaby totalną kontrolę "gospodarczego krwiobiegu", jakim jest system finansowy. W Unii, rolę tą odgrywa euro, które forsowane jest pomimo całej jego dysfunkcjonalności. Polskojęzyczny "ekonomista" Marcin Piątkowski, na łamach Financial Times pisze: "Dwa spośród pięciu kryteriów - odnoszące się do inflacji i członkostwa w ERM2, najnowszej formie europejskiego mechanizmu wymiany walut - są szczególnie wadliwe. Gdyby kryterium inflacyjne zostało zreformowane a ERM2 zlikwidowane, Republika Czeska i Polska mogłyby wstąpić do strefy euro w ciągu roku lub dwóch." Pan Piątkowski ma rację, wszelkie unijne "kryteria" służą jedynie tworzeniu merytorycznych pozorów wszelakich decyzji, maskując ich rzeczywistą ideologiczną rolę. W sytuacji gdy globalistom pali się grunt pod nogami, nie czas na grę pozorów, a na "akcję". Pomimo służebności tzw. Rady Polityki Pieniężnej (RPP) w stosunku do światowych centrów finansowych, istnieje teoretyczna możliwość wyboru takich jej członków, którzy mogliby zacząć realizować politykę fiskalną służącą interesom kraju, a nie wspomnianych ośrodków. Wtłoczenie Polski do strefy euro zabezpieczyłoby przed taką ewentualnością. Stąd też tak gorące zaangażowanie zarówno "ekonomistów", jak i rządzącej proniemieckiej kliki PO, a nawet "patriotów" z PiSu. Jak zwykle w ważnych sprawach, krajowe łżeelity jednoczą się "ponad (udawanymi) podziałami", wskazując Narodowi "jedynie słuszną drogę".

Ucieczka do przodu globalistów, ewidentna jest nie tylko na krajowym poziomie, ale również w skali ogólnoświatowej. Wspomniany już uprzednio Financial Times opublikował niedawno artykuł Gideona Rachmana pod wymownym tytułem " And now for a world government" , w którym pisze on między innymi: "Nigdy nie wierzyłem w tajny spisek ONZ przejęcia Stanów Zjednoczonych, nigdy też nie widziałem czarnych helikopterów nad stanem Montana, ale, po raz pierwszy w mym życiu, myślę, że stworzenie jakiejś formy światowego rządu jest godne pochwały". Można mieć zastrzeżenia do rzeczywistej wiedzy pana Rachmana, ale talentu pokrętnego propagandzisty trudno mu odmówić. W jednym zdaniu potrafił "zachwalać" ideę rządu światowego z pozycji "trzeźwego" nawróconego na globalizm niedowiarka i przedstawić przeciwników globalizacji jako deliryków widzących w swych chorych halucynacjach jakieś czarne helikoptery nad Montaną. Dalej pan Rachman pisze: "Byłaby to organizacja o charakterze państwa, wsparta na systemie prawnym. Unia Europejska stworzyła już taki rząd dla 27 krajów, który mógłby być modelem tego przedsięwzięcia. Ma ona już własny trybunał, walutę euro, tysiące stron przepisów prawnych i własne siły zbrojne."

Wartą uwagi jest wzmianka o elemencie militarnym. Członkowie organizacji zwanej MGI ( Managing Global Insecurity project), opublikowali opracowanie, w którym doradzają stworzenie stanowiska Wysokiego Komisarza ONZ do spraw walki z terroryzmem, wypracowanie wiążącego wszystkich członków, "prawa klimatycznego", oraz 50-tysięcznej armii "korpusu pokojowego".

Unia Europejska, mająca więcej praktycznego doświadczenia w procesie globalizacji, stara się jak na razie stosować "delikatniejszą" terminologię do określania kolejnych faz zniewalania Ludzkości. Stan faktyczny w Unii jest określany mianem "wspólnej suwerenności i zarządzania", ale doradca prezydenta Sarkoziego, Jacques Attali, uznaje ten termin za eufemizm, uważając dodatkowo, że rząd światowy powinien powstać jak najszybciej, a jego brak jest przyczyną światowego kryzysu finansowego.

Na drodze do świetlanej globalistycznej przyszłości stoją jednak przeszkody. Rachman tak je charakteryzuje: " Nawet w UE, sercu opartego na prawie rządu międzynarodowego, idea ta jest niepopularna. W momencie głosowanie inicjatyw dotyczących zacieśniania więzów unijnych, spotyka ją wiele niepowodzeń. Ogólnie rzecz biorąc, największy postęp zanotowano wtedy gdy decyzje podejmowane były w gronie technokratów i polityków, bez bezpośredniego odniesienia do elektoratu. Władza międzynarodowa wydaje się być efektywna tylko wtedy gdy jest niedemokratyczna." Trudno o bardziej szczerą wypowiedź. Tak, religia demokracji nadaje się dobrze do usprawiedliwienia agresji na niepokornych, ale dla rządu światowego stanowi tylko przeszkodę.

Jak na razie Unia radzi sobie z tym problemem za pomocą głosowania "do skutku". W 2009 roku, Irlandia będzie mieć ponowną okazję do powiedzenia TAK Traktatowi Lizbońskiemu. W zamian otrzyma dla siebie jedno stanowisko komisarza unijnego. Jak na tak mały kraj, łapówka jest pokaźna. Wyborcy nie zdają sobie jednak sprawy, że "narodowi" komisarze unijni, tak reprezentują swe nacje, jak gubernator GG Hans Frank reprezentował interesy Polski i Polaków. Wyjątek stanowią jedynie ci, którzy reprezentują franko-germański unijny kręgosłup. Na obecnym etapie bowiem, Unia jest niedostatecznie przygotowana do samodzielnego egzekwowania swej władzy na terytorium "europy". Nasuwa to pytanie, czy germański ekspansjonizm zadowoli się swą wiodącą pozycją w ramach unijnych, czy też korzystając ze światowego kryzysu i ewentualnego rozpadu struktur "europy", sięgnie po nieograniczoną dominację na kontynencie.

Już w momencie wprowadzania euro, ekonomiści ostrzegali polityków, że wspólna waluta może nie przetrwać ewentualnego kryzysu (Telegraph-5.10.08). Eurokraci zakwalifikowali taką alternatywę do kategorii "zbawiennych kryzysów". Romano Prodi stwierdził, że umożliwiłoby to Brukseli przełamać tabu i przyspieszyć integrację, tworząc pełnoprawny rząd. "Ojcowie założyciele" mają dziś swój "zbawienny kryzys", ale może się okazać, że to Berlin a nie Bruksela upiecze swe kasztany w ogniu. Niemcy posiadają największą gospodarkę w Unii, która w przeciwieństwie do pozostałych, w znacznym stopniu posiada jeszcze realny (wytwórczy) charakter. Kraj ten może też oprzeć swój system bankowy na największych w Europie rezerwach złota. Brytyjski ekonomista Rodney Atkinson pisze w Salisbury Review, że przedstawiciel Bundesbanku, ostrzeżony o możliwych poważnych problemach spowodowanych wprowadzeniem wspólnej waluty euro, odparł: "To dobrze, będziemy mogli użyć powstały kryzys do zdobycia większej władzy, której w innym wypadku nie udałoby się nam uzyskać".

Wydaje się wysoce prawdopodobnym, że zaczynający się dopiero kryzys, umożliwi Niemcom scementowanie ich władzy nad Europą i ostateczne rozwiązanie "kwestii polskiej" w ekspresowym tempie .

Czy jednak globalistom uda się "uszczęśliwić" Ludzkość "światowym rajem"?

Pisarka Rose Wilder Lane opowiedziała kiedyś historię swej podróży do Rosji Sowieckiej, w czasie której natknęła się na jednego sceptyka, starego chłopa, który tak scharakteryzował "Władzę Sowiecką": "Rosja jest zbyt wielka. Tam w Moskwie są tylko ludzie, a człowiek ma tylko jedną głowę. Nawet sto głów razem wziętych nie czyni jednej wielkiej głowy. Nie, tylko Bóg może znać Rosję. To im się nie uda."

Tylko Pan Bóg zna wystarczająco nasz świat i globalistyczny eksperyment skazany jest na porażkę. Ale podobnie jak w przypadku socjalizmu, zanim ona nastąpi, miliony ofiar będą musiały się bardzo wycierpieć.

Ignacy Nowopolski

02.01.2009r.
RODAKpress

 
RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS