Mirosław
Rymar z Australii.
Gawęda
o porywaniu się z motyką na słońce.
20. 06. 2003r.
Jak wiemy od Sienkiewicza: ojciec przykazał Małemu Rycerzowi, by wytrwale
doskonalił swe umiejętności szermiercze, gdyż tylko wówczas miast śmiać
się z nikłej postury Pana Michała, bać się go będą. Co też Wołodyjowski
uczynił stając się znakomitym rycerzem siejącym grozę wśród wrogów Rzeczpolspolitej.Jak
byśmy dzisiaj powiedzieli, był niewątpliwie profesjonalistą w swoim
rzemiośle. Chociaż dzisiaj wzbudzanie lęku u innych więcej ujmy przynosi,
niż splendoru.
Niemniej
takie przymioty naszych ojców
duchowych jak wrażliwe serce , nie złomny charakter, czy nieprzeciętny
umysł stanowią wartości ponadczasowe i jako takie powinny stawać się
punktami odniesienia naszych poczynań. Tacy ludzie wytyczają szlaki,
przecierają ścieżki pokoleniom następców. Choć często giną w tłumie
swoich czasów, to czytamy o nich w literaturze, żyją w narodowej kulturze.
Jest
zatem skąd czerpać. Wzorców mamy wiele, a więc "...róbmy swoje...",
do czego przez lata zachęcał Wojciech Młynarski. Najznakomitszych spośród
nich znamy, są rzeźbiarzami naszych dusz. Oni są i zawsze będą robić
swoje żyjąc tuż obok nas, ogromnej masy ludzi, którym wygodnie jest
zaszyć się w domowych pieleszach, w ciepłych, swojskich kapciach. Choć
bywa, że czasem cuchnących zaniechaniem i obojętnością. W
tym miejscu czas na pytanie, które doprowadziło mnie do ponownego podjęcia
wyzwania - zdawać by się mogło odłożonego ad emigracyjne akta przed
laty. Ilu polskich emigrantów żyje w poczuciu izolacji, mniej lub bardziej
świadomego pozostawania na uboczu spraw polskich w krajach osiedlenia?
i dlaczego? Przypadek sprawił, że po latach spokojnego ( czy rzeczywiście
tak spokojnego?) życia w Australii podjęliśmy się redagowania okólnika
Stowarzyszenia Polskich Kombatantów , "Wokół Nas", ale to
ciągle był dopiero przedsionek do powrotu między tych co czynią wszystko,
by kapcie w domowych pieleszach stawały się mniej wygodne.
Chileczkę. Co znaczy przypadek? Słowo wytrych, utrudniające otwarcie
na zrozumienie wydarzeń. Kluczem było życie wsród emigrantów, życie
poza Polską, a zarazem wśród Polaków przecież.
Lata
obserwacji naszego emigracyjnego środowiska i jego organizacji, wiele
stron zapisanych dały impuls do poszukiwania odpowiedzi na powyższe
pytanie.
Nie
ma niestety bezspornych danych na temat liczebności polskiej emigracji,
ale jakie by cyfry nie podstawić zawsze wyjdzie, że tych, których można
policzyć, czyli członków różnych organizacji polonijnych jest zaledwie
parę procent.
Reszta to ogromna rzesza ludzi pozostająca poza nurtem działań zorganizowanej
polonii. W nich tkwi ogromny potencjał tak grupowy, jak i utalentowanych
jednostek, których wiedza, doświadczenie i umiejętności mogą tworzyć
zupełnie nowe wartości w życiu polskich społeczności emigracyjnych.
Trzeba do nich dotrzeć za wszelką cenę, by nie dopuścić do mnożenia
"zapomnianych pokoleń", jak ma to miejsce w przypadku osób
urodzonych na emigracji. Nie tworzyć bariery z poziomu znajomości języka
polskiego, a wręcz docenić ich wykształcenie zdobyte w krajach osiedlenia
się ich rodziców, bezcenne doświadczenie i często duże możliwości.
Niech by wreszcie profesjonaliści
tak ci wykształceni w Polsce, jak i na emigracji - wsparli wysiłki
polonijnych działaczy.
Skuteczność
polonijnych środków przekazu i komunikacji jest zbyt mała i o bardzo
ograniczonym zasięgu. Stąd trudno liczyć na nawiązanie kontaktu, czy
wręcz rozpoczęcie jakiejś debaty z udziałem szerokich rzesz polskiej
emigracji przy ich pomocy. Przy organizacji różnych polonijnych przedsięwzięć
jakże często korzysta się z metody przekazywania informacji kanałami
towarzyskimi, bo są skuteczne i zapewniają stosunkowo duży zasięg.
Dlaczego więc nie tworzyć Lokalnych Centrów Spisu Polskiej Emigracji,
skupionych np. wokół polonijnych organizacji i tą właśnie metodą budować
bazy danych adresowych, które służyłyby lepszej komunikacji i przepływowi
informacji w naszych środowiskach. Do tego właśnie wzywa Ruch Rodaków,
ktory między innymi pragnie przyczynić się do budowy społeczństwa informacyjnego,
gdyż jako takie będzie miało szanse wejść na poziom rozwijania swych
działań o zasięgu ogólnoświatowym. Zmora odległości i czasu w dobie
internetu nie istnieje. Koszty są znikome, gdy w parę minut wysłać można
dziesiątki listów. Niemniej trzeba mieć adresy e-mail i funkconalne
witryny w internecie, które trzeba zgromadzić przeprowadzając spis i
organizując banki danych. Spis posłuży również do polaryzacji postaw
wielu ludzi względem polskości, cokolwiek to dla nich znaczy.
Z
bardzo wielu względów - w tym niechęci do pracy społecznej, wywiezionej
z PRL-u - ludzie pozostają bierni i by zaistniała jakakolwiek nadzieja
na zintegrowanie polskiej emigracji trzeba wyjść do ludzi, a nie czekać,
aż oni przyjdą sami. Na szczęscie "ruszając rodaków" odnajdujemy
się z coraz większą ilością osób, które postrzegają podobnie do nas
problemy nurtujące polonię i nie pozostają bierne. Należy dodać jeszcze
zwiększające się zainteresowanie Ruchem Rodaków wielu osób z całego
świata. Jeżeli jeszcze organizacje polonijne zrozumieją naszą inicjatywę,
wynikające z niej korzyści dla nich, to owa tytułowa motyka nabierze
mocy porwania się na słońce polskiej niemożności.
Nie
po drodze nam z tymi co kombinują "... co by tu jeszcze spieprzyć
Panowie...".