O RUCHU RODAKÓW
PRZYSTAP DO RUCHU RODAKÓW
RODAKpress - head
HOME - button

Wychowankowie policji politycznej Kiszczaka - Piotr Antosz

 

 

 

 

 

 


Wychowankowie policji politycznej Kiszczaka

Po dwudziestu latach przemian polskim służbom specjalnym wciąż bliżej do policji politycznej niż do efektywnych narzędzi polityki bezpieczeństwa państwa jakimi być powinny. Nie miejsce tu i nie czas na szczegółowe rozważenie przyczyny tego stanu rzeczy. Dla nas ważniejsze jest to, że dłużej nie sposób już tolerować takiej sytuacji. Należy wreszcie skończyć z fikcją ewolucyjnych przemian, w efekcie których perła w koronie naszego systemu bezpieczeństwa jakim powinno być Centrum Antyterrorystyczne nie radzi sobie nawet z analizą informacji gazetowych, że o rzeczowej informacji i ocenie zagrożeń nie wspomnę. Dziś nie ma już powodu zadawać pytania czy, tylko kiedy i w jaki sposób zbudować w Polsce na nowo efektywne instytucje strzegące bezpieczeństwa państwa i dostarczające rządzącym rzetelnej wiedzy stanowiącej punkt wyjścia dla trafnych decyzji.

Przy okazji kolejnej dintojry w służbach, która towarzyszyła tradycyjnie już zmianom na szczytach władzy, powróciła dyskusja wokół prowadzonych w minionych latach zmian i ich konsekwencji. Celem tej dyskusji była nie tyle rzetelna refleksja nad tą sferą życia publicznego co raczej przesłona propagandowa dla bezprawia, którego świadkiem i uczestnikiem był personel służb specjalnych w pierwszych miesiącach po objęciu steru rządu przez Donalda Tuska.

I tak to wraz ze zmiennym wiatrem historii do głosu doszli ponownie obrońcy bazowania na ludziach sprawdzonych motywujący, że ewolucyjny model przemian pozwala łączyć młodość z doświadczeniem, co w efekcie daje najlepsze z możliwych do osiągnięcia wyniki w kształtowaniu kadr. Jeden z byłych funkcjonariuszy i dyrektorów UOP Piotr Niemczyk z rozbrajającą szczerością przyznał, że słuszność modelu ewolucyjnego w Polsce po 1989 roku najlepiej potwierdza fakt, iż obecnie na czele służb w całości stoją ludzie będący wychowankami policji politycznej generała Czesława Kiszczaka.

Efekt zaniechań
Otóż właśnie to! Teoria ewolucyjnego rozwoju agencji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa miałaby sens o ile ewolucja następowałaby z poziomu przystających do wymogów państwa demokratycznego instytucji strzegących jego tajemnic i zdobywających cudze tajemnice. Nawet przy bardzo życzliwym nastawieniu nie sposób uznać, by wymóg powyższy spełniała policja polityczna w PRL, tudzież jej wojskowy odpowiednik pilnujący polskie wojsko przez lat 50, by przypadkiem nie zrobiło krzywdy sowieckiemu okupantowi znienawidzonemu przez większość żołnierzy. Wywiadów cywilnego i wojskowego w ogóle uwzględniać w tych rozważaniach nie musimy, gdyż jego aktywa były skierowane przeciwko interesom Polski po roku 1989.

Tak się złożyło, że niemal jednocześnie do szczerego wyznania Niemczyka wspomniana juz perła w koronie polskich służb, czyli Centrum Antyterrorystyczne wypluło z siebie przepisaną za rosyjską propagandą agitkę wymierzoną w prezydenta Polski, wedle której ostrzał prezydenckiej kolumny na granicy z Osetią Południową był efektem gruzińskiej prowokacji. Takie zachowanie ekspertów od terroryzmu ze wszystkich służb w Polsce jest jak najbardziej zrozumiałe jeśli poruszamy się w logice policji politycznej (czy może trafniej: w popłuczynach po policji politycznej), dla której udział w rozgrywce między rządem a ośrodkiem prezydenckim był ważniejszy od rzetelnej oceny incydentu, który mógł zagrażać życiu głowy państwa.

I wszystko byłoby cacy, gdyby nie fakt, że Rzeczpospolita to już ponoć nie PRL. A ochrona bezpieczeństwa głowy państwa to jeden z najważniejszych obowiązków służb, niezależnie od tego komu i dlaczego chcą się ich szefowie w danym momencie przypodobać. Obowiązek z którym wszystkie te służby wzięte do kupy nie radzą sobie nawet na poziomie analizy źródeł otwartych, podczas gdy brak tej umiejętności dyskwalifikuje dziennikarza opracowującego newsy w agencji informacyjnej. A cóż dopiero eksperta od terroryzmu !

Informacja w świecie zinformatyzowanym
Współczesne służby mają nieograniczone możliwości gromadzenia informacji ze źródeł jawnych. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w stałym wzroście rozmiarów centrów analitycznych, których podstawowym materiałem roboczym jest odpowiednio wyselekcjonowana informacja ze źródeł powszechnie dostępnych takich jak radio, telewizja, wydawnictwa prasowe i książkowe, internet, skrypty uczelniane, treści wykładów i konferencji naukowych, analizy ośrodków badawczych itp., itd.

Nie ma dziś wychodzącego na światło dzienne wydarzenia, którego świadkami nie byliby dziennikarze, czy przepytywani przez tych dziennikarzy i chętnie dzielący się swoimi spostrzeżeniami świadkowie. Także przepływ informacji kanałami telewizyjnymi, radiowymi czy za pośrednictwem powszechnie dostępnych ludziom narzędzi komunikacji ? jest z reguły nieporównanie szybszy niż standardowe kanały komunikacji służb, co wynika chociażby z konieczności mniej lub bardziej sformalizowanego ewidencjonowania transmisji.

Mamy wreszcie obecnie do czynienia z nieporównanie większą ilością podmiotów generujących ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa wiadomości (vide: internetowe blogi seryjnych morderców, czy informacje giełdowe spółek finansowych). Także ilość dostępnej tą drogą informacji nie da się porównać z niczym co miało miejsce w przeszłości. Toteż umiejętne wykorzystanie źródeł otwartych staje się centralnym zagadnieniem współczesnych służb chcących tworzyć wartościowe i użyteczne oceny wywiadowcze.

Od informacji do informacji wywiadowczej
Dobrze zorganizowane i efektywnie korzystające ze źródeł otwartych instytucje biją na głowę wywiadowczą konkurencję, o ile nie potrafi ona integrować źródeł otwartych z informacją klasyfikowaną. Dobrym tego przykładem z rodzimego podwórka była nominacja na stanowisko sekretarza stanu w kancelarii premiera, odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa i służby specjalne Jacka Cichockiego, byłego pracownika i dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich ? centrum analitycznego specjalizującego się w białym wywiadzie.I choć krytykowana przez część ludzi związanych ze światkiem służb, była to nominacja merytorycznie w pełni uzasadniona z punktu widzenia najważniejszej informacyjnej roli służb. Analizy OSW wciąż bowiem są o wiele użyteczniejszym narzędziem kształtowania opinii przez kręgi decyzyjne niż sztampowe wykony naszych asów wywiadu i kontrwywiadu.

A przecież analiza wywiadowcza nie kończy się na poprawnej selekcji i syntezie informacji jawnych. Jak słusznie zauważył amerykański teoretyk polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, profesor Joseph Nye źródła otwarte są częścią układanki, bez której nie można stworzyć żadnej wiarygodnej oceny wywiadowczej, ale też nie zastąpią nigdy takiej oceny, której autor czerpie z różnych źródeł: otwartych, agenturalnych i technicznych - zintegrowanych w jedną, wyczerpującą całość.

W tym nowym środowisku informacyjnym zmienia się zatem rola i zadania pionu analitycznego. O ile dotychczas podstawowym zadaniem analityków była klasyfikacja i logiczna weryfikacja prawdziwości informacji zbieranych ze źródeł osobowych i środków rozpoznania technicznego (dotyczy to służb zachodnich, a nie postkomunistycznych, w których analizę zostawiano najczęściej w rękach oficerów operacyjnych, co praktycznie eliminowało problem weryfikacji pozyskiwanej wiedzy), to obecnie podstawowym zadaniem analityków powinna być integracja wiedzy z wszystkich źródeł, z miażdżącą przewagą źródeł otwartych.

Po co nam agent
Mamy zatem system naczyń połączonych. Bez efektywnego wykorzystania źródeł jawnych, nie da się zbudować efektywnej polityki bezpieczeństwa. To wiedza jawna nadaje właściwy kontekst i głębię informacją jakie możemy czerpać ze źródeł klasyfikowanych.

Z drugiej strony bez wiedzy pozyskanej ze źródła osobowego, czy środków technicznych, możemy domyślać się celu cudzych działań, ale nigdy go na czas nie poznamy.

Dlatego obok tworzenia potężnych instytucji analitycznych potrzebujemy też sprawnego aparatu zdobywającego. W pierwszej kolejności ? wysokiej klasy źródeł osobowych.

Trzeba tworzyć dużo bardziej wyspecjalizowaną, a przez to szczególnie wyselekcjonowaną sieć informatorów niż miało to miejsce dotychczas. Ukierunkowanie skąpych sił jakimi się dysponuje musi być starannie przemyślane i oparte w dużej mierze na refleksji jednostek analitycznych w powiązaniu z celami strategicznymi państwa (których wyznaczanie jest wyłączną domeną organów politycznych).

W nowym modelu nie ma najmniejszego sensu korzystanie z masowej, w znacznej mierze przypadkowej agentury prowadzonej wciąż według wzorów policji politycznej (z obowiązkową rejestracją). W ogóle agentura w klasycznym tego słowa znaczeniu, pozbawiona szczególnych walorów informacyjnych traci sens, bowiem lepszą i pewniejszą informację możemy o danym zdarzeniu pozyskać wysyłając tam dziennikarza z kamerą (a jeszcze prościej włączając odpowiedni kanał telewizyjny) niż wyłuskując informację od subiektywnie patrzącego na świat źródła osobowego.

Agenturę dotychczasową musi zastąpić zewnętrzny oficer wywiadu bądź kontrwywiadu (z rozmysłem unikam tu pojęcia oficera pod przykryciem, bowiem w odziedziczonym i funkcjonującym po dziś dzień systemie jest to wyłącznie synekura dla ludzi wrośniętych towarzysko w kastę dawnej policji politycznej). Potrzebny jest nam człowiek raczej pozyskany (jak dotychczasowe źródło osobowe) niż oddelegowany (wzorem sowieckiego nielegała), ale odpowiednio przeszkolony i umieszczony w hierarchii służby, jako jej pełnoprawny funkcjonariusz. Mający pewność, że to służba jest jego rzeczywistym domem i głównym gwarantem bezpieczeństwa.

Przykład idzie z góry
To z kolei wymaga głębokiego przemodelowania struktur dowódczych i kierowniczych w służbach. Widzimy czym skutkuje dzisiejszy model zdegenerowanej policji politycznej. Gorszące sceny politycznej rozgrywki, której ofiarami padają oficerowie nie darzeni zaufaniem przez obecne szefostwo, samobójstwa poddanych instytucjonalnemu terrorowi funkcjonariuszy, czy awanse usłużnych miernot ? wszytko to jest możliwe dlatego, że służba jest areną nieustannych gier zakulisowych, prowadzonych przez ludzi z szemraną przeszłością, dla których problem bezpieczeństwa państwa to zjawisko poboczne.

Swoją drogą ? jak demoralizujący dla młodych oficerów musi być przykład ich szefa, jawnie kpiącego sobie z lojalności wobec państwa i stawiającego ponad to lojalność wobec finansowego magnata ? trudno to dziś nawet oszacować.

Jeśli ludzie którym stawia się najwyższe w państwie demokratycznym wymagania nie mogą mieć zaufania wobec własnej służby, a jedynym dla nich sposobem budowania względnie stabilnej pozycji jest naginanie się do wymagań walczących o wpływy w służbach sitw ? to zapomnijmy o takich przymiotach jak: skuteczność, efektywność, profesjonalizm.

Materiał propagandowy Centrum Antyterrorystycznego czy prowokacje na zamówienie w stylu ?sprawy Farmusa? lub widowiskowego uwięzienia prezesa Orlenu to szczyt możliwości służb kształtowanych według dotychczasowego modelu.

Czego służbom nie wolno, a co powinny
Wspomniani powyżej zewnętrzni oficerowie wywiadu i kontrwywiadu muszą dysponować dostępem do informacji strategicznych, o których wiedza nie wycieka nigdy poza wąski krąg decyzyjny. Muszą też być pozyskiwani w miejscach ważnych z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa państwa a nie dlatego, że się akurat udało .

W kraju ludzi takich można wciągać na etaty jedynie tam, gdzie istnieje uzasadnione podejrzenie naruszania interesu państwa i jest to miejsce poza jego strukturami. Z jednej strony eliminuje to typową łatwiznę (w większości przypadków też i fikcję) jaką jest pozyskiwanie źródeł w administracji dzięki wykorzystaniu zależności między funkcjonariuszem służby a innym funkcjonariuszem publicznym (który przy okazji dorabia do skromnej pensji). Służbom w państwie demokratycznym nie wolno pozwolić na inwigilowanie struktur państwowych.

Rodzi się wówczas pokusa do przejmowania zadań organów administracyjnych na drodze zakulisowej intrygi lub co gorsza, przejmowania roli struktur politycznych państwa (a więc zwierzchnika służb) przez same służby. A tu już tylko krok do państwa policyjnego.

Ponadto zajęte inwigilacją własnych struktur państwowych służby nie mają już ani siły, ani chęci do podejmowania znacznie trudniejszych wyzwań. Tych decydujących o realności systemu bezpieczeństwa.

Wobec struktur państwowych służby, a konkretnie kontrwywiad, ma zadanie ochrony ich przed zagrożeniem płynącym z zewnątrz. Poczynając od opracowywania i wdrażania polityk bezpieczeństwa instytucji rządowo-administracyjnych, a na łapaniu infiltrujących je szpiegów kończąc. I tylko o tyle, o ile zostaną zidentyfikowani w administracji ludzie będących źródłami szpiega można, za wiedzą zwierzchników, uruchomić sprawdzenie operacyjne konkretnych osób podejrzanych o udzielanie informacji obcemu wywiadowi lub innemu wrogiemu podmiotowi (jak wywiadownia gospodarcza).

W ramach normalnej współpracy oficer kontrwywiadu (inaczej niż oficer wywiadu) powinien być dostępny dla innych pracowników administracji publicznej potrzebujących jego pomocy. Tajność należy zarezerwować jedynie dla oficerów środowiskowych i personelu zwalczającego bezpośrednio szpiegów.

Lepiej mieć wąską grupę rzeczywiście tajnych oficerów operacyjnych niż setki tajnych z przymrużeniem oka, którzy z tytułu tej pseudo-tajności nie mogą w otwarty sposób korzystać z przewagi jaką daje im ich umiejscowienie w strukturach państwa.

Gdzie szukać wzorów
Do prowadzenia postulowanej tu sieci cennych oficerów-informatorów potrzebny jest odpowiednio wyselekcjonowany i przygotowany personel. Jeśli chcemy mieć prawdziwe informacje, które nie będą przedrukiem porannej gazety lub konfabulacją, musimy postawić przed oficerem prowadzącym personel obiektowy najwyższe wymagania merytoryczne i osobowościowe. W przeciwnym razie stworzymy sobie alternatywną rzeczywistość w żaden sposób nie wspierającą realnej polityki bezpieczeństwa.

Zmiany modelu pracy operacyjnej jak też wykorzystanie potencjału jaki tkwi w pracy analitycznej powinniśmy wzorować przede wszystkim na rozwiązaniach naszych obecnych sojuszników, a nie wrogich polskości struktur jakimi były UB, SB czy WSW. Nie zwalnia to nas ze stałego poszukiwania własnych, oryginalnych rozwiązań. Po warunkiem wszakże, że nowatorstwo prowadzić będzie do większej skuteczności.

Tak czy inaczej, bez rewolucji ? w tym miejscu raz jeszcze to podkreślę, nie ewolucji a rewolucji przynajmniej personalnej, ale także informacyjnej i mentalnej, nasze służby pozostaną ledwie kosztownym erzacem.

Piotr Antosz

23.03.2009r.
Głos

 
RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS