O RUCHU RODAKÓW
PRZYSTĄP DO RUCHU RODAKÓW
RODAKpress - head
HOME - button
Spotkanie z "Jankowskim"- TADEUSZ WITKOWSKI

 

 

 

 

 

 

 

 


Spotkanie z "Jankowskim"

Spodziewałem się, że mój artykuł o współpracy ks. Czajkowskiego ze służbami specjalnymi PRL wywoła burzę, nie sądziłem jednak, że okaże się ona największym kataklizmem lustracyjnym sezonu. Po cichu liczyłem, że bohater tekstu zademonstruje więcej odwagi i zdobędzie się na słowa prawdy. Stało się inaczej.

Rozumiem, iż komuś, kto ponad dwadzieścia lat musiał przestrzegać instrukcji nakazujących zachowanie tajemnic zawodowych, nie łatwo jest wejść w rolę penitenta i "autodemaskatora".

W wywiadzie dla "Życia Warszawy" (w tym samym numerze, w którym pojawił się mój tekst) ks. Czajkowski zaprzeczył ujawnionym faktom i zarazem przekazał informację która potwierdza, iż to on jest postacią występującą w czterech tomach dokumentów pod pseudonimem "Jankowski". Nawiązując do epizodu związanego ze staraniami o paszport powiedział: "Nigdy nie zabiegałem o paszport w inny sposób, niż pisząc oficjalne podanie do władz. Wiedziałem zresztą, że paszport otrzymam. Mój proboszcz ze Świdwina, prałat Eugeniusz Kłoskowski, załatwił mi to u swego szkolnego kolegi Bolesława Podedwornego, ówczesnego wiceprzewodniczącego Rady Państwa." Otóż fragment dokumentu noszącego tytuł "Ocena spotkania z TW ps. >Jankowski< z dn. 13. X. 60 r.", który przytoczyłem w moim artykule zaznaczając kropkami miejsca skrótu brzmi tak:

">Jankowskiemu< bardzo zależy na wyjeździe na studia do Rzymu. Ma on obiecane poparcie w tej sprawie ze strony pana Podedwornego, do którego ma się zwrócić w tej sprawie ks. Kłoskowski jako do swego dobrego znajomego.

W sprawie wyjazdu złożył wszystkie papiery wymagane przez B.P. Zagr. Prosił by z naszej strony przyjść mu z pomocą".

Od faktów nie da się uciec. Można co najwyżej weryfikować szczegóły wydarzeń sprzed lat. Ksiądz Czajkowski miał możliwość wcześniejszego zapoznania się z moim artykułem. Gdyby po jego przeczytaniu zaproponował mi spotkanie i spróbował przekonać mnie, że sprawy wyglądały inaczej, jestem przekonany, że redakcja "Życia Warszawy" wstrzymałaby się z publikacją do czasu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości. Obrał jednak inną strategię.

Antylustracyjna nagonka

Media zareagowały przewidywalnie. Ponieważ publiczne wystąpienie Prof. Jana Żaryna z Instytutu Pamięci Narodowej potwierdziło wiarygodność dokumentów mówiących o tym, że ks. Czajkowski rzeczywiście był współpracownikiem służb specjalnych (z tego co wiem, odnalazł się już mikrofilm zawierający odtajnione materiały z okresu współpracy księdza profesora z wywiadem PRL), niektóre media, znane skądinąd z propagowania antylustracyjnych poglądów, najwyraźniej postanowiły zająć się autorem i dyrekcją Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN. Reporterzy zaczęli prześcigać się w zadawaniu podchwytliwych pytań a luminarze dziennikarstwa przekształcać je w pytania retoryczne: skąd. dlaczego. jakim prawem. ktoś niemalże prosto z ulicy, nie historyk, ale jakiś mieszkający w Stanach Zjednoczonych polonista, który kiedyś podważał wyniki śledztwa IPN w sprawie mordu w Jedwabnem a dziś publikuje w skrajnie prawicowym "Głosie", uzyskał dostęp do archiwów? Jakim prawem ktoś taki stawia się w roli sędziego? To niemożliwe żeby nie stały za tym dzisiejsze służby specjalne. Po dziennikarzach głos zaczęli zabierać przedstawiciele Kościoła i politycy (nawet wicepremier Lepper zapamiętał moje nazwisko!).

Odpowiadałem dotąd cierpliwie, więc powtórzę raz jeszcze: to, co zrobiłem, nie jest owocem spisku IPN ani moją "zemstą za Jedwabne" (jak sugerował jeden z oburzonych). Wyników śledztwa IPN w sprawie mordu w Jedwabnem nigdy nie kwestionowałem. Opublikowałem natomiast krytyczny artykuł o książce Jana Tomasza Grossa i podpisałem zbiorowy list w sprawie ekshumacji zamordowanych Żydów (nawiasem mówiąc mam na swym koncie dwa artykuły o stosunkach polsko-żydowskich wydrukowane w "Więzi", której ks. Czajkowski był asystentem kościelnym). Podałem do publicznej wiadomości fakt współpracy ks. Czajkowskiego z SB tylko i wyłącznie dlatego, że jest postacią kreowaną przez media na autorytet moralny, a biografie takich osób powinny być powszechnie znane.

Manipulacja i dyskredytacja

Akta uzyskałem w sposób całkiem legalny. Mniej więcej rok temu (a więc jeszcze w czasach prezesury Leona Kieresa) podczas pobytu w Polsce złożyłem w IPN-ie wniosek o udostępnienie różnych akt w związku z projektem badawczym noszącym tytuł "Centrum i peryferie: przepływ i funkcjonowanie informacji niejawnej w systemie represyjnym". Nie był to ani projekt historyka (bo nim nie jestem), ani filozofa w polskim rozumieniu tego słowa (amerykański tytuł doktora filozofii odpowiada mniej więcej polskiemu doktorowi nauk humanistycznych), ani polonisty. Wystąpiłem z nim jako ktoś, kto studiował między innymi technologię i teorię informacji i potrafi porządkować badany materiał z takiej perspektywy właśnie. W końcu prawo dostępu do archiwów przysługuje, jak rozumiem, nie tylko historykom, lecz także przedstawicielom innych dyscyplin. W korespondencji z IPN-em wyjaśniłem wszystkie wątpliwości, a materiały dotyczące ks. Czajkowskiego znalazły się na moim biurku jako jedne z pierwszych, gdyż ich sygnatura była jedną z pierwszych na ułożonej alfabetycznie liście około stu sygnatur, którą przedłożyłem. Nie ukrywam, że na wybór tematu miała również wpływ lektura moich własnych teczek wyprodukowanych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Stołeczny Urząd Spraw Wewnętrznych oraz Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Ostrołęce, jest to jednak osobna historia.

Odniosłem wrażenie, iż reakcje oburzenia (których nie było w końcu tak wiele) wynikały głównie z nieznajomości faktów. O złej woli mogę powiedzieć tylko w odniesieniu do sposobu, w jaki przedstawiła sprawę telewizja Polsat. Po tym, jak udzieliłem wywiadu dziennikarce tej stacji, ktoś zadzwonił, że, nastąpiła jakaś awaria fonii i jestem proszony o powtórzenie tego samego przez telefon. Co najmniej dwukrotnie tłumaczyłem, że nie uważam się za historyka, a mimo to skontaktowano się telefonicznie z Ann Arbor, chyba tylko po to, by usłyszeć, zarejestrować i przekazać telewidzom dokładnie to samo. Celem manipulacji tego typu jest zazwyczaj zdyskredytowanie kogoś, podważenie jego wiarygodności, utwierdzenie telewidzów w przekonaniu, iż sprawdzana osoba to ktoś z gatunku drobnych oszustów. Zaiste, metoda godna służb, które zwerbowały księdza Czajkowskiego (i jak tu nie pomyśleć o rodowodzie stacji?)! W osłupienie wprowadziła mnie jak na razie tylko wypowiedź senatora Niesiołowskiego, który ujawnienie faktu, że ktoś donosi, nazwał podłością (jak w takim razie sklasyfikowałby pan senator donoszenie na bliźnich?)

Sprawę księdza profesora trzeba z całą pewnością do końca wyświetlić, mam jednak nadzieję, że media zawieszą związane z tym tematem dyskusje przynajmniej na czas pielgrzymki Ojca Świętego. Jestem pewien, że po doświadczeniach duchowych związanych z czekającą nas wizytą moi rodacy nie pomylą wiary w Boga z wiarą w nieskazitelność sutanny.

Tadeusz Witkowski
"Życie Warszawy", 22 maja 2006

27.01.2007r.
RODAKpress

 

 
RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS