O RUCHU RODAKÓW
PRZYSTĄP DO RUCHU RODAKÓW
RODAKpress - head
HOME - button
Ks. Czajkowski odzyskuje pamięć - TADEUSZ WITKOWSKI

 

 

 

 

 

 

 

 


Ks. Czajkowski odzyskuje pamięć

Ułomność pamięci jako taka nie może podlegać ocenom moralnym, gdy jednak w grę wchodzi dokładne ustalenie faktów w przypadku kogoś uwikłanego przez lata w działalność agenturalną, zawsze w takiej czy innej postaci musi powrócić pytanie o wiarygodność jego wyznań. W dwa miesiące po ukazaniu się w Życiu Warszawy mojego artykułu na temat powiązań ks. Michała Czajkowskiego z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa i wywiadu, w którym bohater eseju zaprzeczył ujawnionym przeze mnie faktom (17 maja b.r.), "Więź" opublikowała raport potwierdzający moje ustalenia. W dołączonym oświadczeniu, ksiądz profesor przyznał się wówczas do współpracy z resortem. Po upływie kolejnych trzech miesięcy redakcja pisma ponownie użyczyła mu swoich łamów; tym razem w celu uściślenia i uzupełnienia raportu o pewne szczegóły, które sobie w międzyczasie przypomniał.

Czytając list ks. Czajkowskiego ("Biskupi mnie nie podejrzewali") wydrukowany w październikowym numerze "Więzi" trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to jeszcze jedna próba zaciemnienia przeszłości. Skoro nie można zaprzeczyć faktom takim jak dostarczanie funkcjonariuszom SB własnoręcznie napisanych doniesień, bo istnieją na to dowody w postaci zachowanych dokumentów, kwestionuje się ich wartość poznawczą. Można to zrobić w bardzo prosty sposób, na przykład, oświadczając, że informacje przekazywane służbom nie były w pełni prawdziwe, gdyż tajny współpracownik celowo wprowadzał oficera prowadzącego w błąd po to, by przekonać władze resortu, iż mają do czynienia z kimś zdekonspirowanym, a więc nieprzydatnym i w ten sposób uwolnić się spod ich nadzoru.

Poza podejrzeniem

Informacje gromadzone przez Służbę Bezpieczeństwa były z reguły sprawdzane i konfrontowane z informacjami pochodzącymi z innych źródeł. Na tej podstawie oceniano również wiarygodność ks. Czajkowskiego. Tajny współpracownik ps. "Jankowski" uchodził w oczach resortu za informatora prawdomównego i rzetelnie wykonującego powierzane mu zadania. Skoro jednak sam sobie po latach zaprzecza, komuś studiującemu dziś jego teczkę mogą nasunąć się różne wątpliwości, szczególnie, gdy idzie o sprawę ustosunkowania się władz kościelnych do faktu jego współpracy z SB. Autorzy raportu "Więzi" słusznie zwrócili uwagą na fakt, iż ks. prymas Wyszyński i abp Kominek musieli wiedzieć o współpracy ks. Czajkowskiego z wywiadem przynajmniej od chwili, gdy z jego biurka w Rzymie zginęły pewne kompromitujące go dokumenty. Można by w tej sytuacji postawić pytanie, dlaczego jego biskup nie pomógł mu wywikłać się z opresji i jedyne, co zrobił, to "zesłał" go na parafię do Zgorzelca. Cały problem w tym, że żadna z osób, które mogłyby autorytatywnie wyjaśnić wątpliwości, nie żyje, a w kilka miesięcy po szoku spowodowanym ujawnieniem sprawy ks. Czajkowski zaczyna sobie przypominać, że całą historię z dekonspiracją wymyślił po to, by dano mu spokój.

"Przeniesienie na probostwo w Zgorzelcu - pisze w swoim liście do redakcji - nie miało nic wspólnego z rzekomymi podejrzeniami ze strony mojego biskupa. Gdyby mnie podejrzewał i powiedział mi o tym - uwolniłbym się wcześniej, już wtedy, od tych kontaktów z jego pomocą. Zostaliśmy wówczas usunięci z seminarium i Wrocławia w trójkę - również ks. Józef Pazdur (obecnie biskup) i śp. ks. Zdzisław Seremak. Powszechne było wówczas przekonanie - nasze i nie tylko nasze - że usunięcie nas z Wrocławia było inspirowane przez Służbę Bezpieczeństwa (tj. jej ukryte wpływy). Wszyscy trzej im bardzo przeszkadzaliśmy, mieliśmy bowiem zbyt duży wpływ na kleryków - Seremak dodatkowo na inteligencję, a ja również na duszpasterstwo akademickie i (poprzez wspólnotę św. Marcina) na tworzącą się opozycję".

II tom teczki pracy t.w. ps. "Jankowski" zawiera dokumenty świadczące, że za swoje przeniesienie na parafię do Zgorzelca ks. Czajkowski winił ks. Jana Krucinę, podówczas osobę bardzo wpływową w Kurii Wrocławskiej, bliską arcybiskupowi Kominkowi i reprezentującą konserwatywny nurt w Kościele. Nazwisko ks. Kruciny nie figuruje jednak w IPN-owskich bazach danych (do zbioru zastrzeżonego nie mam dostępu). Gdyby było inaczej i jeśliby wynurzenie ks. Czajkowskiego potraktować całkiem "serio", ktoś mógłby dojść do wniosku, że w peerelowskim aparacie bezpieczeństwa przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ścierały się dwa nurty pro- i antysoborowy. W rzeczywistości szło o całkowite zniszczenie Kościoła i to, w jakiej się grało drużynie, z punktu widzenia celów strategicznych władz PRL nie miało większego znaczenia. Ks. Czajkowski miał oczywiście wpływ "na tworzącą się opozycję" polityczną, ale informował o niej przedstawicieli resortu. Poza tym, nawet gdyby przyjąć, iż tw. "Jankowski" wymyślił rozmowę z abp Kominkiem, podczas której metropolita wrocławski formułuje zarzut dotyczący jego współpracy z wywiadem, nie wynika z tego, że istotnie nikt ks. Czajkowskiego o nią nie podejrzewał.

Po właściwej stronie

Utożsamianie własnej działalności z tym, co reprezentowali księża Pazdur i Seremak, jest delikatnie mówiąc niestosowne, gdyż może z kolei rzucać cień podejrzenia na obu kapłanów. Obaj studiowali wcześniej z ks. Czajkowskim w Rzymie i jak wielu księży mieszkających w Instytucie Polskim i w Papieskim Kolegium Polskim byli "opracowywani pod kątem pozyskania", z obu jednak stosunkowo szybko zrezygnowano. Z dokumentu przechowywanego pod sygnaturą IPN BU 01168/233 wynika, iż powodem rezygnacji było w przypadku ks. Pazdura ujawnienie przed abp Kominkiem treści rozmów przeprowadzonych z SB. Przypadek księdza Seremaka jest jeszcze bardziej klarowny. W ogóle nie zgodził się na prowadzenie rozmów poufnych i na dodatek funkcjonariusze Departamentu I MSW zaczęli podejrzewać go, że "wykonuje specjalne zadania arcbp Kominka i Wyszyńskiego polegające m.in. na ujawnianiu i rozpracowywaniu [.] tajnych współpracowników w środowisku księży przebywających na terenie Włoch" (IPN BU 01262/194).

Represje wobec niepokornych współpracowników były oczywiście czymś normalnym, choć na początku lat siedemdziesiątych SB stosowała głównie metodę kija i marchewki unikając terroru. Brak teczki personalnej ks. Czajkowskiego nie pozwala autorytatywnie stwierdzić, jak sprawy te wyglądały w jego przypadku. Teczka pracy i akta paszportowe zdecydowanie jednak zaprzeczają jego twierdzeniu o prześladowaniach ze strony resortu, chyba że przyjmiemy, iż bezpieka spowodowała najpierw jego zesłanie z na parafię w Zgorzelcu po to, by następnie przenieść go do Warszawy i w ten sposób zyskać jego wdzięczność. Wszak w ostatnim raporcie z II tomu teczki "Jankowskiego" sporządzonym 28 maja 1976 roku przez naczelnika Wydz. IV Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu majora Mariana Bedki wyszczególnione zostało tylko jedno przedsięwzięcie: "Wspólnie z Dep. IV spowodować zmianę miejsca pracy tw. i jej charakteru, co spowoduje wzrost jego możliwości".

W oczach kogoś, kto zapoznał się z dokumentami, najbardziej wyzywająco wyglądać musi jednak ten oto akapit:

"Powtórzę jeszcze raz - o czym mówiłem redaktorom "Więzi" - że miałem poczucie bycia 'po właściwej stronie'. Umacniały mnie w tym także represje ze strony władz, jakie mnie spotykały. Kilkakrotnie odmówiono mi paszportu. Najboleśniej to przeżyłem, kiedy z okazji naszego jubileuszu kapłańskiego wybieraliśmy się do Ziemi Świętej, i koledzy kursowi cieszyli się, że tę pielgrzymkę poprowadzę właśnie ja - jako ich kolega, a zarazem biblista, który dwa lata studiował w tejże Ziemi Świętej. Wszyscy otrzymali paszporty poza mną."

Teczka akt paszportowych ks. Michała Czajkowskiego (IPN BU 728, Nr akt EAGP 7959) zawiera kilkanaście wniosków o wydanie paszportu i towarzyszących im dokumentów z lat 1973-89 (1973 to rok przeniesienia do Zgorzelca). Wszystkie załatwione zostały pozytywnie, niektóre w trybie pilnym, inne z adnotacją, że Służba Bezpieczeństwa nie wnosi zastrzeżeń. Najdziwniejsze w świetle powyższego cytatu, jest wszakże to, iż na wszystkich formularzach wypełnianych własnoręcznie przez wnioskodawcę w rubryce zawierającej pytanie "Czy otrzymał odmowę na wyjazd za granicę? - kiedy - do jakiego kraju?" widnieje słowo "nie".

W jednej sprawie muszę się zgodzić z księdzem profesorem: pamięć nie wydaje się jego najwierniejszym sojusznikiem.

* Tekst przygotowany w ramach projektu badawczego, nad którym autor pracuje w archiwach IPN.

W załączeniu dwa z dyskutowanych dokumentów:

[Marzec-kwiecień 1967]*

Coś nowego musiało zajść w Rzymie, inaczej nie można wytłumaczyć zrezygnowania przez Kominka z Czajkowskiego jako sekretarza. Broda, soborowa liturgia itp. to był tylko pretekst, jak Kominek sam mu powiedział. Nie powiedział dokładnie, co zaszło, ale powiedział mu ogólnikowo:

Czajkowski: Jeśli więc nie za brodę, liturgię i język ostry odchodzę, to za co?

Arcybiskup: Ksiądz Doktor dobrze wie. Za pisanie raportów o księżach polskich z Ameryki i Rzymu. Za to pewnie dali księdzu paszport do USA. Nic nie jest za darmo. Ksiądz wie najlepiej.

Czajk.: jeśli za tamto, to dlaczego Ks. Arcybiskup wziął mnie w styczniu na sekretarza? Przecież Ks. Arcybiskup od początku wiedział o tamtej sprawie. Ja też mam prawo do dobrej opinii w diecezji.

Arcybiskup: wiedziałem, ale nie wszystko. Nie wiedziałem, że jest aż tak źle. Nie mogę Księdzu Doktorowi wszystkiego powiedzieć, ale naprawdę dopiero teraz dowiedziałem się całej prawdy o tamtych sprawach z UB. Miałem nadzieję, że to tylko dziennikarskie grzechy, coś z Krasickim, ale to zdaje się dużo gorzej było.

Co więc mogło zajść? Prawdopodobnie rozeszła się wieść, że Czajkowski awansował, że jest zaufanym Kominka, i dlatego jakieś koła (Winowska? Filipiak? O. Flawian?...) polskie za granicą przypuściły atak do Kominka przeciw Czajkowskiemu. Albo też Prymas sam. Bo Seremakowi kiedyś powiedział Kominek, że Prymas ciągle [Czajkowskiemu - TaW] nie ufa. Może po prostu przez odsunięcie Czajkowskiego chciał Kominek usłuchać Prymasa albo też uprzedzić jego ewent. zarzuty (napisał list do Czajk. w kilka godzin przed podróżą do Prymasa, może bał się Prymasa, chciał mieć czyste konto). Albo też - jak powiedział Kominek sam - wolał odsunąć Czajk., aby władze bezpieczeństwa o tym wiedziały i dały spokój Czajkowskiemu. Najprostsze jednak wytłumaczenie jest takie: dopiero teraz (w Rzymie? w Wiedniu? od Winowskiej? od Filipiaka? od Kruciny?) dostał Kominek kompromitujące Czajkowskiego papiery - raporty, które skradziono mu w Rzymie z biurka. Bo dzisiaj pokazał Seremakowi coś 15 sztuk takich raportów (np. sprawa Mirewicza itp.). Seremak poprosił, żeby to zniszczyć. Arcybiskup po krótkiej dyskusji dał się przekonać, oddał te raporty Czajkowskiego Seremakowi do zniszczenia - dodał, że sprawa jest w ten sposób zakończona, ale Czajkowskiemu nie można ufać za bardzo.

====================

Dopisek po paru tygodniach:

co jest, w Wielką Środę, Czwartek i Piątek czekałem w Gran d zie, trzy obiady zjadłem na mój koszt, dzisiaj, 24 kwietnia, czwarty [obiad - TaW], a Pana nie ma.

W międzyczasie nic nowego nie zaszło. Kominek powiedział Deodacie, że ks. bp Latusek prosił, aby go nigdzie więcej poza seminarium nie zatrudniać, bo prowadzi wykłady za dwóch profesorów (Stary i Nowy Testament). Nikomu więc, poza Seremakiem nie mówi o właściwej przyczynie odejścia Czajkowskiego (współpraca). Zresztą prawdą jest, że Czajkowski ma stanowczo za dużo pracy w sem.[inarium] i ledwo zipie. On sam, Czajkowski, jako powód "rozejścia się" z Kominkiem podaje różnice zapatrywań na reformy soborowe. Zresztą mało o tym mowy, bo Czajk. nigdy nie miał oficjalnej nominacji na sekretarza, z Kominkiem nie jeździł, teraz nadal mieszka u Arcybiskupa.

Arcybiskup szuka z powrotem łaski Czajkowskiego: kiedyś zaprosił na kawę, teraz chce mu podarować kilka ornatów do kościoła św. Marcina, w tymże kościele dał mu prawo do wszelkich eksperymentów lit.[urgicznych] i sob.[orowych] Widać, że go zawsze lubi, tylko boi się, aby w Rzymie i Warszawie nie gadano, że człowieka podejrzanego wtajemnicza w sprawy kościelne.

* Dokument (bez nagłówka z datą) zachował się tylko w formie oryginalnej (maszynopis sporządzony na przeciętym wpół arkuszu papieru listowego Biskupa Ordynariusza Wrocławskiego). Z fragmentu dopisanego 24 kwietnia i z notatki oficera prowadzącego wynika, że pierwsza część raportu powstała na przełomie marca i kwietnia, a całość dostarczył autor osobiście 25 kwietnia 1967 roku. Notatkę otwierają następujące zdania: " W dniu 25.IV.br. dwókrotnie [dwukrotnie] odbyłem na terenie Wrocławia spotkanie z t.w. 'Jankowski'. Spotkanie odbyłem w hotelu 'Monopol' i 'Grand'. Konieczność dwóch spotkań wynikła z faktu przekazania mi przez t.w. "Jankowski" materiałów do wglądu i do zwrotu."

* Drugi dokument (w formacie jpg) tylko w "ŻW".

Tadeusz Witkowski

26.11.2006r.
RODAKpress

 

 
RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS