W trzech rolach
Wokół spektaklu Przebudzenie zaprezentowanego 21 listopada 2009 roku na scenie Szkoły Podstawowej nr 2 w Kórniku.
Reżyseria: Wojciech Kopciński
Scenariusz: Anna Łazuka-Witek na podstawie opowiadania Włodzimierza Wysockiego "Życie bez snu" w tłumaczeniu Wojciecha Paszkowicza
Tym razem MAKi wyrosły po obu stronach sceny: Mikołaj jako aktor grający Chorego, Kasia jako asystentka reżysera i Asia jako silnie odczuwający widz. Obrośli w role, które im zasiano.
Scena czyni cuda
W poszukiwaniu Chorego ze spektaklu Przebudzenie przeszliśmy z Mikołajem bardzo długą drogę.
Przygotowywanie roli to jakby przywoływanie Postaci z nieistnienia i niepoznania. Najtrudniej jest zacząć. Znaleźć punkt wyjścia. Potrzebny jest impuls, jedna myśl, wystarczy nawet drobne skojarzenie. Czasem trzeba czekać długo. Tworzenie roli wymaga ogromnej czujności i cierpliwości. To nie jest kwestia kilku prób, wyuczenia tekstu, bezmyślnego powtarzania partytury ruchów. Tajemnica tkwi w dyskretnym obserwowaniu Postaci. Niekiedy wystarczy drobny grymas aktora, jedno słowo wypowiedziane jakby nie sobą, raz przymierzona przypadkiem czapka. i nagle powstaje Ktoś nowy, dotąd nieznany. Zaczyna on nieśmiało patrzeć oczyma aktora, poszukuje dla siebie gestów, starannie wypróbowuje przestrzeń. Ten Ktoś, jest jeszcze bardzo nieoswojony, ale najważniejsze, że dał o sobie znać!
Pierwsze wypowiedziane słowa kwestii brzmią jeszcze obco i niepewnie. Scenariusz jest dla aktora na razie trampoliną, z której musi się wybić, żeby z wysokości zobaczyć cień, rys Bohatera.
Później dopiero zaczynamy dokładnie analizować tekst scenariusza. Stwarzamy nowe konteksty, odnajdujemy motywy różnych działań. Tłumaczymy sobie nawzajem rozmaite zachowania Bohatera. Pomnażamy sytuacje i możliwe warianty rozwiązań. Wszystko po to, by odnaleźć prawdziwego CZŁOWIEKA, który jest osadzony w coraz bardziej konkretnym tu i teraz.
Aktor poznaje swojego Bohatera na tyle, na ile można poznać drugiego człowieka. I wtedy dzieje się coś niezwykłego. Zaczyna bowiem uwierać ograniczoność i skończoność Postaci, jaką stwarza scenariusz. Pojawia się pokusa wyjścia poza ustaloną rolę. Jeśli tylko aktor godzi się na podróż w nieznane, możliwa staje się eksploracja najodleglejszych i najbardziej fascynujących obszarów - zakamarków świadomości i duszy. Wiąże się to z ryzykiem. Czasem droga ta prowadzi donikąd, do tej samej pustki, z której przyszła Postać. Czasem jednak rozbudza wyobraźnie, będąc niezastąpionym źródłem inspiracji i wrażeń.
Aktor ciągle użycza siebie. To tak, jakby miał w sobie nadmiar istnienia, który może dzielić i ofiarować. Dzieli i ofiaruje, nadając postaci piętno własnej osobowości. Najdoskonalszy moment zjednoczenia następuje wtedy, gdy aktor czuje się odpowiedzialny za swojego Bohatera.
W poszukiwaniu Chorego ze spektaklu Przebudzenie przeszliśmy z Mikołajem bardzo długą drogę.
Czekaliśmy, oswajaliśmy, stwarzaliśmy, zaczynaliśmy rozumieć, zaprzyjaźnialiśmy się...Wyjątkowość aktorska Mikołaja polega na tym, że potrafi zmaterializować myśli, nadać im kształt, a nawet pokazać je w wielu wariantach, wykorzystując mnogość środków scenicznego wyrazu.
Tworzenie roli to proces alchemiczny. Reżyser tworzy recepturę dobiera składniki, ustala proporcje. Prawdziwa magia domaga się jednak aktora. On bowiem ma moc, która pozwala tchnąć życie. Scena to miejsce, gdzie dokonuje się ciągły cud powstawania.
W poszukiwaniu Chorego ze spektaklu Przebudzenie przeszliśmy z Mikołajem bardzo długą drogę i doszliśmy tam, gdzie dokonał się cud.
(Katarzyna Nowaczyk)
Przebłyski
Spektakl to ruch umowny, zaczyna się i kończy w tym samym miejscu.
Na dworzec autobusowy przyjechała grubo za wcześnie. Pierwsze bukiety wykwitły po półgodzinie razem z rozentuzjazmowanymi ludźmi. Pojadą wszyscy razem. Stała nieruchomo, trema podnosiła uparcie włoski na rękach. Dłoń ukryta pod płaszczem nerwowo bawiła się drobnymi składającymi się na równowartość biletu. Coś uderzyło w ścianę mgły zewnętrznego peronu. Niedobrze. Nie może padać, cała się rozmyje. Dramat zacząłby się o wiele szybciej, niż powinien. Musi jakoś wyglądać, w końcu zaproszono ją na ten spektakl. A więc, gdzie ten ostatni guzik?
Ruszyło się. Droga oświetlona chochołami latarni, mgła i ziąb oblepiały autobus jadący na oślep. Przemknęło jej przez głowę, że nie zdąży. Na co właściwie ten kierowca zatknięty za kołem? 20 minut. Znaleźć sklep, skręcić w lewo, potem w prawo. Albo dwa razy w lewo? Nie mogła sobie przypomnieć. Kiedy autobus zatrzymał się przy rynku postanowiła po prostu iść za procesją kwiatów i szczebiotu, oby nie przedwcześnie pochwalnego.
Noc zgęstniała za szybą, gdy nagle objęło ją niepokojące ciepło korytarzy i kobiety, dużo kobiet; podenerwowana matka tego aktora, z pół tuzina członków rodziny drugiego reżysera, ktoś wygłaszał mowę powitalną. Na koniec przyszła pani w bieli, której głos przeprowadził wszystkich na te inną stronę.
- Do kolejki! Nie ma czasu ani nadziei dla takich jak wy! Zastrzyków na głowę jeszcze nie wymyślono!
Wreszcie w miejscu z widokiem na salę zgasło światło.
(Joanna Żabnicka)
Być, a nie grać
Oddech. Słyszę rytm serca. Puls w skroniach, ciche "puk.puk.puk" gdzieś w głowie. Wokół ciemność. Ludzie szurają butami, krzesłami. Siadają. Kaszlą. Szepczą. Nie widzę ich, a jednak czuję. Każde spojrzenie, każdą uniesioną brew, każdy drgający kącik ust. Czuję jak patrzą na moje plecy, ręce, ich wzrok spływa, niczym jedwabna chusta, po moim ciele.
W głowie pojawiają się obrazy i znikają, wiruje tak dobrze znany tekst, który stał się już częścią mnie. Częścią własnego obłędu, tak oswojonego, który za chwilę ma wydobyć się na zewnątrz i porwać.
Padają pierwsze słowa.
W głowie pustka, a jednak tekst płynie własnym strumieniem, własnym życiem. Otwieram usta szaleńca, chwytam dłońmi obłąkanego, oddycham zgniłym powietrzem szpitalnych sal. Jaskrawe światło spowija moją postać, wlewa się do środka przez otwarte oczy i. daje mi niesamowitą energię.
Mam władzę.
Każde wypowiedziane słowo, każdy gest staje się moim narzędziem, orężem w nieświadomej walce z tandetą, efekciarstwem. Nie myślę już o schizofrenii. Jestem chory.
Publiczność jest żywym organizmem. Reaguje na wszystko. Nic nie umknie jej uwadze. Bywa bezlitosna, ale i wrażliwa, przede wszystkim jednak daje moc. Między mną, a widzem wytwarza się niesamowita więź. Sam spektakl, to czysty dialog między aktorem, a publicznością. Choć ich nie widzę, wiem, że tam są. gdzieś tam, za granicą wytyczoną przez światło reflektorów, gdzieś w czarnej otchłani przed sceną. Dziękuję w duchu, że są, że czuwają...
Przez ponad półtorej godziny jestem kimś innym. Świat wokół zmienia się, jest jakby bardziej jaskrawy, nasączony szczegółami, a każdy element otaczającej rzeczywistości przenosi mnie w magiczny świat, do którego zapraszam widza.
Burza braw.
Głęboki oddech. Ciężko rozstać się ze sceną, na której muszę pozostawić mojego przyjaciela - moją postać. Mimo to robię pierwszy krok w stronę kulis, potem drugi, trzeci. Po czwartym staję się już szczęśliwym facetem, który wie, że dał z siebie wszystko.
(Mikołaj Basińśki)
Przebłyski c.d.
Na sali panuje dezorientacja. Prawa ręka niby pachnie kredą, paznokcie na swój sposób bolą od uderzania w struny, głos chrypi. Nikt nie śmie się wiercić, zbyt głośno oddychać. Tutaj jeszcze chwilę się milczy.
Fala braw uderza w twarz, wraca świadomość. Powoli przychodzą do siebie: znajomi, przyjaciele, rodzina - wszyscy znów są na swoich miejscach.
Chwilę patrzyła na uniesione ręce, jak na moje. Napięcie opadło, udało się! Rola publiczności dobiegła końca. Podniosłam się i poszłam pogratulować współtwórcy i odtwórcy, trochę jeszcze intuicyjnie - w przyszłym tygodniu przyjdzie właściwy czas, żeby porozmawiać, wymienić uwagi, żeby się nachwalić i ustalić termin napisania tekstu, który właśnie się kończy.
A w głowie wciąż się widzi, wracam na dworzec autobusowy twarzą w inną stronę.
(Joanna Żabnicka)
MAK
14.12.2009r.
RODAKpress