RODAKpress - head
HOME - button
MAK- POLSKA


W trzech rolach
* V Międzynarodowy...


Mistrz sztuki rozśmieszania, aktor amator, sceniczny szaleniec-optymista, poszukiwacz wrażeń niezapomnianych i romantycznych, odkrywca pozytywów oczywistych, żywy kompas w miejscach nowych (i starych, lecz pokrytych kurzem niepamięci). - Mikołaj Basiński
Aforyzmolubna, z prawej ręki pisząca, rezydentka kawiarniana każdej okazji, szukająca dziury w całym i całości w dziurach - tropicielka szczegółów i wielbicielka żółtego sera znajdzie szczyptę poezji w dramacie. - Joanna Żabnicka
Kulturalnie rozentuzjazmowana, peregrynantka teatralna ciągle poszukująca, artystycznie niespokojna, jako widz zatracająca się bez pamięci, w przestrzeni rzeczywistej zagubiona (nigdy przewodnikiem grupy). - Katarzyna Nowaczyk


Teatralna Wiosna Młodych

Zacznijmy od stwierdzenia, że Poznań tętni życiem festiwalowym. Każdego roku organizatorzy dostarczają kolejnych wrażeń kulturalnych, na które czeka coraz więcej młodych ludzi. Zarówno ci, którzy pragną nakarmić swego niespokojnego ducha, siadając w sali kinowej bądź na widowni teatralnej, jak i ci, którzy występują na scenach i w scenach.

W Poznaniu oprócz kalendarzowej mamy także Wiosnę Młodych. Jest to festiwal organizowany przez Centrum Kultury ZAMEK z myślą o młodych i najmłodszych artystach. Mają oni szansę zaprezentować twórcze zmagania z teatralną formą, a także pokazać swoje muzyczne talenty. Jest to kolejny przykład na to, że w dobie YouTube'a potrzebne są jeszcze doznania "na żywo" i kultura w czystej postaci.

(Mikołaj Basiński)


Dobrze jest czasem zmienić optykę, ale przy tym konieczna jest także zmiana nastawienia. Wystarczy tylko wyzbyć się na chwilę surowego, krytycznego spojrzenia. Porzucić myśli o profesjonalizmie i zawodowstwie. I nie tworzyć żadnych wyszukanych skojarzeń! Po prostu być i przeżyć coś miłego. Ot co!

(Katarzyna Nowaczyk)

Chciałbym zaznaczyć, że  oceniam  z perspektywy  człowieka, który na scenie amatorskiej bywał, a co więcej pragnie tam wrócić jak najprędzej. Nie uważam się za specjalistę, za krytyka, co to on już wszystko wie i nikt go ze "stołka" nie ruszy. Po prostu dzielę się tylko swoimi spostrzeżeniami.

Na twarzach małych aktorów - skupienie, w ich ruchach - urocza niezdarność, a w oczach - iskierka radości i dumy podczas ukłonów. Zdarza się, że w głowie malucha pojawia się myśl o tym, jak zejść poprawnie ze sceny, jak odpowiednio trzymać ręce, jak przekonująco podrapać się za uchem, a wszystko to w trakcie gry! Dzieci nie kryją swoich uczuć i niepewności nawet w czasie występu solo i to sprawia, że ich bycie na scenie jest tak naturalne i niepowtarzalne.

W innych okolicznościach (mierzonych inną miarą) takie zachowania byłyby niedopuszczalne, tutaj natomiast spotkały się ze zrozumieniem.

Dzieciaki! Jesteście świetne i takie pozostańcie!

O wiele trudniej jest mówić mi o artystach starszych. Dostrzegłem pewne techniczne niedociągnięcia, a na scenicznych deskach kredą zaznaczone miejsce, w którym aktor miał paść na kolana. ale czy to ważne? Czy to istotne, by ręce nie drżały, a nogi nie odmawiały posłuszeństwa? Tu tak naprawdę liczy się kontakt z publicznością (często z rówieśnikami), tu liczy się pasja i zaangażowanie, tu liczy się to, że jesteśmy i pokazujemy, że się nie boimy i nie wstydzimy, że próbujemy.

(Mikołaj Basiński)


W teatrze młodzieżowym na warsztat wzięto tekst Sary Kane - niezwykle trudny w sensie emocjonalnym i wymagający ogromnej dojrzałości scenicznej, a i pewnie także życiowej. Dwie dziewczyny w formie kilkunastominutowych etiud prezentowały swoje bohaterki - kochające, lecz niekochane. W odruchu bezwarunkowym tęskniące za miłością. Jedna zagubiona, ale pełna wiary i ufności. Druga drapieżna, zdecydowana i bardzo zraniona. Role trudne i zdradliwe. Może jednak na tym etapie zbyt obciążające?

Na uznanie zasługuje pomysłowe wykorzystanie rekwizytów. Na scenie pojawia się sznur, czarny materiał i walizka, ale z łatwością można odczytać nadbudowane znaczenia tych przedmiotów. To był ciekawy zabieg plastyczny, gra z formą i przestrzenią.

(Katarzyna Nowaczyk)

To naprawdę żadna sztuka wejść w rolę, kiedy ma się już jasno określony własny status. A co, jeśli trudno zapamiętać nazwisko patrona szkoły i gdy jeszcze dość dosłownie rozumie się zwrot "tylko krowa nie zmienia poglądów"?

W sukurs przychodzą wtedy niektórzy poeci i pisarze. To prawdziwe wyzwanie - niech któryś z dorosłych spróbuje napisać coś dla dzieci nie traktując tego jako przykrego obowiązku mniejszej wagi. Lewis Caroll podjął się tego zadania i, moim zdaniem, trochę się rozpędził. Alicja w Krainie Czarów jest niemal traktatem filozoficznym, przypowieścią o upływie czasu, o pamięci, (Sigmund Freud dodałby do tego najpewniej kwestię marzenia sennego). Karnawał dziwactw, wobec którego staje bohaterka jest negacją tego, co dziewczynka wyniosła z domu. Jak z tym utworem mają zmierzyć się grubo niepełnoletni, którym zapewne ciężko nawet zarejestrować i zrozumieć każde z natłoku przedstawionych wydarzeń? Baśniowa wariacja na temat W poszukiwaniu straconego czasu dla młodszych jest po prostu trudna, ciężka do przełknięcia również dla większości dorosłych. Świadczą o tym chociażby kolejne interpretacje tej historii, jak opowiadanie Andrzeja Sapkowskiego Złote popołudnie , czy najnowszy film Tima Burtona. Jak widać, opowieści dzielą się na raz przeczytane i wciąż odczytywane.

Takie wnioski nasunęły mi się po obejrzeniu przedstawienia Odwrócony czas, czyli obłąkana herbatka na podstawie obu części przygód Alicji L. Carolla w wykonaniu Grupy V o'clock ze Szkoły Podstawowej nr 11 w Poznaniu. Ponad aprobatą dla takich przedsięwzięć zastanawiam się - czy młodociani rozumieli już o czym opowiadali, kim były postaci, w które się wcielili? Bawili się na pewno świetnie: nie codziennie można trzymać w ustach tekturową fajkę lub gonić koci ogon i na końcu jeszcze dostać brawa! Jednak czy dostrzegli zastosowane w przedstawieniu zabiegi, jak początkowa zmiana stron lustra przez bohaterkę i jej odbicie (notabene dziewczynki były całkiem do siebie niepodobne) czy końcowe zobrazowanie czasu jako wiele egzemplarzy Alicji krążących do rytmu wokół Królowej? Odniosłam wrażenie, że część obsady zaczęła czuć pismo nie tylko nosem, ale całą osobą.

W tym momencie można zarzucić mi drobiazgowość - aż się ciśnie na usta: "przecież to jeszcze dzieci". Zgoda; chodzi mi jedynie o to, iż od samego początku należy uzmysławiać, że w krąg teatru - a zwłaszcza literatury - od pewnego wieku nie wchodzi się bezkarnie, że niesie to ze sobą trwałe doświadczenie i odpowiedzialność. To jest najlepszy moment: młodzi aktorzy przecież wciąż jeszcze mają przewagę nad dorosłymi, że aplauz i pochwały są pewne.

(Joanna Żabnicka)

Na sam koniec Fantazja szkolna w wykonaniu Grupy Teatralnej z Przeźmierowa. I tu repertuarowa dziesiątka. Dzieciaki czuły co grały, rozumiały to, bawiły się swoimi rolami.

Cały spektakl był nośny, zagrany dziarsko, ze swadą, frywolnie i dynamicznie. Bez zbędnego szamotania się z treściami trudnymi, niedostępnymi, zwyczajnie dzieciom obcymi. Wyśmiane zostały klisze i zastane formy. Bez patosu. Dzięki oszczędności słów udało się stworzyć czytelne, symboliczne sceny. Skróty myślowe wydobywane były z łatwością dzięki ciekawym zabiegom inscenizacyjnym. Było dynamicznie i śmiesznie. A młodzi artyści zdołali otrzeć się o zgrabną puentę.

I jeszcze tylko mała refleksja na koniec. Jak to się dzieje, że obiektywnie są dzieci faktycznie grające, i te których sceniczne poczynania wzruszają jedynie dumnych rodziców, kochające babcie i nadopiekuńcze ciotki. Kwestia talentu? Po części - z pewnością. Myślę jednak, że na etapie  teatralnej inicjacji wiele zależy od dorosłych: albo zdołają oni rozbudzić w dzieciach radość twórczego działania, albo przyczynią się do zduszenia niewinnej jeszcze wrażliwości.

Dzieci są "usztywniane" przez dorosłych. W ich naturalnym byciu na scenie zazwyczaj nie ma przekłamań. Zgrzyt pojawia się wtedy, gdy opiekunowie usilnie chcą dzieciom przyprawić gębę. Wciskają je w role trudne, a co gorsza, pokazują zazwyczaj jedyny słuszny wariant "zagrania", który należy na scenie powtórzyć: bo tak, i już! Jednym z grzechów głównych jest dobór tekstów. Poza tym czasem zdaje się, że to dorośli chcą zrealizować swoje skrywane ambicje za pośrednictwem dzieci.

I wtedy sztampa, niestety, jest nieunikniona.

My jednak - nie będąc matkami, ojcami, ciotkami, wujkami, ani nawet dalekim kuzynostwem grających na scenie dzieci - przeżyliśmy z nimi coś miłego i na ich mały teatralny sposób wzruszającego. No i pięknie!

(Katarzyna Nowaczyk)


MAK

07.04.2010r.
RODAKpress


RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS