Jak być Optymistą
Naiwnych nie brakuje na tym świecie, co nieco dziwi, albowiem - jak sądził Kartezjusz - zdrowy rozsądek jest rzekomo rzeczą najrówniej dzieloną przez ludzi. I byc może tak jest, lecz niestety nie stanowi to mimo wszystko reguły. Zbyt wiele umysłów wyłamuje się jakby z tego kartezjańskiego prawidła. Myślę tu szczególnie o entuzjastach wznoszących toasty za okrągły stół, licznych nawet na Antypodach - o dziwo - bo chcieli wreszcie spacerować "odcięci". A w kraju wśród weselących się byli również jegomoście z herbami. Taki ci to był amok w tamtym czasie, że do naiwnych zaliczali się nawet ludzie uważani wówczas za światłych, a nawet inteligentnych. Ba, a w dodatku część krakowskiej arystokracji miała szalenie pikantne koligacje w Warszawie. Tak pikantne, że lepiej je przemilczeć, by nie wywołać sensacji. Inni herbowi za to, nawet bez takowych koligacji, ulegli amokowi głosząc swoje poparcie dla tzw. "hiszpańskiej drogi" w perspektywie idących przemian w Polsce. Lansowano ją w "Znaku", w końcu Henryk Woźniakowski bywał za Pirenejami, a nawet tłumaczył Unamuna. Ale czy wzdychanie do owej "hiszpańskiej drogi" było naprawdę osobistym odkryciem Henia, późniejszego rzecznika premiera Mazowieckiego?
Być może, ale równie dobrze mogło zostać wywołane przez poglądy prof. Kieniewicza...
W każdym razie wielu intelektualistów uznało wtedy, że hiszpański wzór ma być nam modelem przemian. A na czym to polegało?
Kiedy kończyła się epoka frankizmu, a schorowany dyktator desygnował księcia Juana Carlosa de Borbon na króla, wnuka ostatniego monarchy Hiszpani Alfonsa XIII, tak naprawdę już nie rządzili frankiści, ani tym bardziej falangiści dawno odsunięci w cień przez generała. Od roku 1957 można mówić o dużej liberalizacji ustroju, a następowała ona nie tylko pod naciskiem strajków czy studenckich demonstracji, ale też wskutek mądrej polityko generała Franco (w r. 1958 zniósł przywileje Falangi) oraz wpływów prawicy katolickiej. A od 1969 Hiszpanią kierował rząd opanowany przez Opus Dei, który dysponował własnymi kadrami świetnie wykształconych menadżerów i technokratów. W ciągu kilku lat Opus Dei doprowadziło do cudu gospodarczego, o dyktaturze Franca mówiono już żartem, że jest to "dicta-blanda" (miękka dyktatura). Tych sukcesów Opus Dei zapewne do dzisiaj nie mogą strawić ludzie typu Dana Browna... W roku 1975 zmarł generał Franco, nekwestionowany zbawca Hoszpanii - wybawił ją przecież z bolszewickiej opresji, a także z rąk komunistycznych fanatyków, któzy masowymi represjami podtrzymywali reżim republikański. W pobliżu Madrytu w wąwozie Pracuellos de Jarama komuniści rozstrzeliwali Hiszpanów nie podzielających idei marksizmu. Zginęło tam ponad 20 tysięcy osób, a czerwony terror dotknął głównie inteligencję, także pisarzy. Ale nieustannie światowa lewica fałszuje historię, wytykając frankistom śmierć Lorki! Bez szacunku choćby dla proporcji...
Na tym tle interwencja generała Franco była obroną konieczną. Wspierały ją też słowa Unamuna: "Trzeba uratować w Hiszpanii zachodnią cywilizację chrześcijańską, zagrożoną przez bolszewizm". Po spełnieniu swej misji, Franco nieustannie, choć powoli liberalizował swoje rządy. A po jego zgonie Hiszpania została monarchią z pełnokrwistą demokracją, przy czym przejście do pełni demokracji dokonało się bez rozliczeń wobec Falangi i byłego aparatu policji dyktatury. I ten znamienny detal miał być wzorem dla przemiany PRL w III RP. Jakie to pokojowe, była to wręcz demonstracja miłosierdzia! W tej intelektualnej machinacji zapomniano jakby o drobnym szczególe, a tym mianowicie, że frankizm oraz jego aparat represyjny był rodzimego chowu, składał się z Hiszpanów-patriotów, oddanych swojej ojczyźnie. Natomiast PZPR, owa "przewodnia siłą narodu", była po prostu sowiecką agenturą, podobnie jal podległy jej Urząd Bezpieczeństwa. Pozostawienie w spokoju tej platformy wpływów rosyjskich było niewybaczalnym błędem projektantów III RP. Skutki tej krótkowzroczności płacimy do dzisiaj, a nie wiadomo czy nie spowoduje ona jeszcze gorszych konsekwencji. Zbyt wiele sektorów bowiem zabagniono, oddano na użytek agenturom zamiast poddać je kontroli państwa. I teraz trudno odebrać obce wpływy w tych enklawach.
Niedawno uchwalenie ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, a zwłaszcza poparcie tejże ustawy przez Platformę Obywatelską, skłania do optymizmu. Pamiętajmy jednak, że jaskółka nie czyni wiosny. A jak dotąd opozycyjna furia PO sprawiał wrażenie "anty-rządu" wobec PiS-u czy też - jak zauważył Łysiak - "determistycznego chaosu" w wykonaniu PO, który przepuszczony przez usłużne media insynuował, że sprawcą chaosu jest niby PiS! Dlatego tak ważna jest rola niezależnych od post-komuny mediów, dzisiaj spełnia ją Radio Maryja oraz TV "Trwam" oraz takie tytuły prasowe jak "Gazeta Polska" czy "Nasza Polska". Trudno jednak nosić różowe okulary, gdy czytamy słowa Bernarda Margueritte, starego speca od spraw polskich: "Żaden kraj nie może funkcjonować, kiedy 80% bankó i 80% mediów jest w posiadaniu obcego kapitału. Taki kraj jest niepodległy tylko z nazwy!". Tak, proszę państwa, te słowa odnoszą sie do III RP...
I jak tu być optymistą?
Marek Baterowicz
25. 06. 2006r.
RODAKpress