Pałac Kultury i Nauki - Wieża Podległości -Tomasz Rakowski

 


Pałac Kultury i Nauki
Wieża Podległości

W latach 1894 - 1912 w niemalże centralnym miejscu Warszawy Rosjanie zbudowali monumentalny Sobór św. Aleksandra Newskiego, który miał stanowić symbol rosyjskiego panowania na ziemiach polskich, będących ówcześnie pod zaborami. Sobór był jedną z najwyższych budowli w Warszawie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości budynek ten został rozebrany w latach 1924-1926. Nie obyło się bez protestów, w których padały argumenty o wartości kulturalnej obiektu, jego wrośnięciu w krajobraz oraz o braku tolerancji i szowiniźmie.

W latach 1952 - 1955 w niemalże centralnym miejscu Warszawy Rosjanie zbudowali monumentalny Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, który miał stanowić symbol "rosyjskiej przyjaźni" wymierzonej w Polskę, będącą wówczas państwem podległym Związkowi Sowieckiemu. Pałac Kultury i Nauki był i jest najwyższym budynkiem w kraju. Po formalnym odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku i po opuszczeniu jej terenów przez okupacyjne wojska sowieckie 17 września 1993 roku, budynek nie został rozebrany, a dla wielu warszawiaków i Polaków stanowi symbol miasta.

W dyskusji o ewentualnej rozbiórce PKiN, która na nowo rozgorzała po wypowiedziach wicepremierów Glińskiego i Morawieckiego najbardziej zdumiewa i zasmuca mnie gwałtowna reakcja i argumentacja wielu moich Rodaków, którzy w ogóle nie dopuszczają tej koncepcji jako uzasadnionej, wręcz sakralizując symbol sowieckiego zniewolenia. Bo przecież tak na budynek PKiN, wzniesiony w latach głębokiego stalinizmu trzeba patrzeć. Dlaczego sowieccy towarzysze sprezentowali nam w centrum stolicy, a więc symbolicznie - w centrum naszego kraju ten ogromny gmach? Po co to zrobili? W imię "przyjaźni, współpracy i pomocy wzajemnej"? Czy mogliśmy tego prezentu nie przyjąć? Czy to było nam potrzebne? Dlaczego w tym samym okresie wstrzymano budowę metra? Co było ważniejsze dla mieszkańców? To są proste pytania. I odpowiedzi na nie wciąż pozostają aktualne, tak jak wciąż aktualna jest sylwetka Pałacu górująca nad krajobrazem Warszawy. Bo przecież musiał istnieć ważny powód, dla którego wydano potężne pieniądze i zaangażowane tysiące robotników, także ze Związku Sowieckiego. Od wieków było tak, że zwycięzca zatykał na masztach pokonanego swoje flagi, zrzucał z cokołów jego bohaterów, zastępując ich swoimi, niszczył bądź zmieniał przeznaczenie ważnych kulturowo ośrodków, a także budował własne. Dokładnie tym samym był bielutki (oryginalnie budynek był jasny) Pałac Stalina w centrum Polski. Dominującą nie tylko na horyzoncie, ale przede wszystkim kiełkującą w polskiej duszy emanacją sowieckiej potęgi i zniewolenia marionetkowej Polski. Wraz z dziesiątkami tysięcy Sowietów zwiezionych do naszego powojennego kraju z całymi rodzinami, których życiowym zadaniem stało się "pełnienie obowiązków Polaka" zabrano się za przebudowę kultury, architektury i sztuki, lepiąc na polskich zgliszczach nowego Polaka sowieckiego.

Dlaczego kilka lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nasi przodkowie zdecydowali się rozebrać ówczesny symbol rosyjskiego zniewolenia, wspomniany na początku Sobór? Dlaczego czuli, że to jest właściwe, mimo że rozbiórka również wiązała się z ogromnymi kosztami, które częściowo były finansowane obligacjami, tak by każdy Polak mógł w tym uczestniczyć? Polska zniknęła z map na 123 lata. Polacy byli prześladowani, zsyłani, zabijani. Trwał proces niszczenia polskości, walczono z polskim językiem, kulturą, obyczajami. Sobór był symbolem tej męki. Symbolem dominacji rosyjskiej. Więc jego rozebranie było zrzuceniem kajdan, zerwaniem z latami niewoli, rusyfikacji, upodlenia. Otrząśnięciem się. Oczyszczeniem. To był akt woli ludzi wolnych. Na tym polega niepodległość. Na podejmowaniu decyzji, na samodzielnym stanowieniu o sobie, swoim państwie, swojej polityce. Bo przecież symbole mają znaczenie. Gdyby tak nie było, Rosja nie protestowałaby dziś przeciwko usuwaniu z przestrzeni publicznej pomników żołnierzy Armii Czerwonej. A czyim pomnikiem jest Pałac Kultury i Nauki?

Przeszkadza mi to, że w sercu naszej ojczyzny stoi budynek, który został wzniesiony z intencją bycia symbolem dominacji. Zdaję sobie sprawę, że Pałac wrósł w krajobraz stolicy i niestety stał się jej znakiem rozpoznawczym. Czy to jednak zmienia choćby o jotę jego historię i wartość symbolu, który ze sobą niesie? Czy imię Józefa Stalina, pomysłodawcy i wieloletniego patrona Pałacu, podobno nieskute z fasady, a tylko zasłonięte przed okiem współczesnych nie mówi nam znacznie więcej o kondycji naszej wolnej myśli, niż mędrkowanie o użyteczności, kosztach i krajobrazie? Na jakim poziomie toczy się ta dyskusja? Dlaczego my, po zmianie PRL w III RP nie zburzyliśmy symbolu sowieckiego okupanta? Kiedy spróbujemy zestawić Polskę z lat 1918-1939 z Polską po 1989 roku to widać, że coś jest bardzo nie tak. Skoro w umysłach moich Rodaków koncepcja rozebrania Pałacu Kultury i Nauki jawi się jako coś irracjonalnego i z gruntu głupiego oznacza to, że nie czujemy czegoś, co czuli nasi przodkowie w 20-leciu międzywojennym. Ale czy można się dziwić, skoro potomkowie importowanych z sowieckiej Rosji podstawionych "Polaków", a także tych, którzy zgięli karki w służbie nowemu panu do dziś są ważnymi węzłami w sieci wpływów elitarnych obszarów państwa? Oni też są wrośnięci w Polskę. Tak jak Pałac Kultury i Nauki jest wrośnięty w Warszawę. Ich też nie warto rozliczać, grzebać w życiorysach, obwiniać za minione czasy. A Pałac - przecież ma nowe funkcje. Ludzie go zwiedzają, pracują w nim, znają go. I nie ma co wracać do przeszłości. Wrośnięci.

Stowarzyszenie im. Króla Władysława Łokietka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, odnosząc się w 2007 roku do decyzji o wpisaniu PKiN na listę zabytków w swoim oświadczeniu napisało: "Pomnik architektury kolonialnej ZSRR w centrum stolicy Polski będzie już na zawsze świadczył o tym, że diaboliczny plan Stalina i Mołotowa, aby poprzez symbolikę architektoniczną Pałacu zsowietyzować mentalność Polaków urodzonych pod radziecką okupacją powiódł się."

Przed II wojną jeden z polskich architektów przedstawił ówczesnemu prezydentowi Ignacemu Mościckiemu i prezydentowi Warszawy Stefanowi Starzyńskiemu projekt wieżowca o wysokości 200 m, który miał stanąć w stolicy, w miejscu dzisiejszego Ronda Waszyngtona.

Budynek nazywał się Wieża Niepodległości.

Tomasz Rakowski

08.01.2018r.
www.salon24.pl

 
RUCH RODAKÓW: O Ruchu - Dołącz do nas - Aktualności RR - Nasze drogi - Czytelnia RR
RODAKpress: W skrócie - RODAKvision - Rodakwave - Galeria - Animacje - Linki - Kontakt
COPYRIGHT: RODAKnet