Do układu nie pasuję - Mariusz Kamieniecki

 


W tym wypadku czuję ulgę

Do układu nie pasuję

Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, doradcą premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rada Miasta Gdańska odrzuciła dziś wniosek klubu Prawa i Sprawiedliwości o nadanie Panu tytułu honorowego obywatela miasta Gdańska. Jest Pan zaskoczony takim obrotem sprawy?
– Absolutnie nie jestem. Przecież taka decyzja gdańskich radnych Platformy była zapowiadana. Dziękuję radnym opozycyjnego klubu Prawa i Sprawiedliwości, że zgłosili moją kandydaturę, ale arytmetyka i układ sił w obecnej Radzie Miasta Gdańska są nieubłagane, Platforma ma większość i z góry było do przewidzenia, że sprawa obierze taki a nie inny obrót.

Przewodniczący klubu radnych Platformy Piotr Borawski podkreślił, że honorowym obywatelem nie może być „osoba posługująca się stale kłamstwem, obelgami, pomówieniami, szukająca spisków”. Czym się Pan naraził „miastu Platformy”?
– Osobiście nie znam radnego Piotra Borawskiego, ale jak rozumiem, nie ma on zaufania do orzeczenia Instytutu Pamięci Narodowej i innych instytucji badawczych, że Lech Wałęsa, bo przecież on jest w tle tej całej sprawy, był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. I to jest cała moja „przewina”, którą się określa mianem pomówienia czy spiskowania. Tyle że prawda jest jedna i jest to w dokumentach, że Lech Wałęsa to TW „Bolek” i żadne próby zakłamywania faktów historycznych tego nie zmienią. Natomiast posądzanie mnie o kłamstwa w tym zakresie jest czystym absurdem. Przy dzisiejszym głosowaniu Platforma wprowadziła dyscyplinę i stąd wynik nie mógł być inny.

Co ciekawe, radni Platformy nie dopuścili nawet do debaty nad Pana kandydaturą…
– Gdańscy samorządowcy Platformy zarzucili wnioskodawcom, czyli radnym Prawa i Sprawiedliwości, że prą rzekomo do awantury w radzie miasta, stąd złożyli wniosek o przegłosowanie projektu uchwały w sprawie przyznania mi tytułu honorowego obywatela miasta Gdańska bez uprzedniej debaty. Tak oto wygląda w pełnej krasie demokracja w wykonaniu gdańskiej Platformy. Tak nawiasem mówiąc, obecna większość Rady Miasta Gdańska, gdzie przewagę ma Platforma, została wybrana jeszcze w czasach dominacji „układu”, którego symbolem był Amber Gold. I „ojcowie” miasta, którzy – co widziała cała Polska – ciągnęli samolot OLT Ekspres po płycie gdańskiego lotniska, dzisiaj zdecydowali o tym, że mnie się honorowe obywatelstwo miasta Gdańska nie należy.

Widać też, że pewne środowiska nie zapominają krytyki…
– W tym sensie jest to – można powiedzieć – osobista zemsta. Mam nadzieję, że teraz ten układ osłabł. Tym bardziej że 10 października mam kolejną rozprawę w Sądzie Okręgowym w Gdańsku z powództwa Lecha Wałęsy i wierzę, że nie będzie już tak, jak to bywało w przeszłości, kiedy skazywano mnie bez sądu, bez postępowania dowodowego itd. Mam nadzieję, że Rada Miasta Gdańska jest już ostatnim bastionem tego układu, który jest na wymarciu. Ale czas pokaże, jak to będzie wyglądało.

Lech Wałęsa jest honorowym obywatelem miasta Gdańska, ale wszystko wskazuje na to, że kolejny z rodu Wałęsów – Jarosław będzie się ubiegał o fotel prezydenta Gdańska. Gdańsk – miasto Wałęsów?
– Nie można wykluczyć, że obecny prezydent Paweł Adamowicz będzie kandydatem do Parlamentu Europejskiego, a na fotelu włodarza Gdańska zastąpi go nie kto inny jak Jarosław Wałęsa – obecny europarlamentarzysta Platformy. Ja do tego całego gdańskiego układu nie pasuję. Zresztą absolutnie nie życzyłbym sobie, żeby ci ludzie uznali mnie za swojego, czyli nadającego się do tego układu. Dlatego to odrzucenie mojej kandydatury w sprawie honorowego obywatelstwa miasta przez większość rajców gdańskich traktuję jako wyróżnienie i powód do dumy, a nie jako porakę. Jest takie powiedzenie, które mówi „pokaż mi swoich wrogów, a pokażę ci, kim jesteś”. Myślę, że cała Polska, śledząc posiedzenia i prace sejmowej komisji śledczej do spraw wyjaśnienia afery Amber Gold, widzi, kim są ci, którzy uznali mnie za niegodnego zaszczytu bycia ich towarzyszem.

A zatem nie czuje Pan żadnego żalu…
– W tym wypadku nie tyle, że nie czuję żalu, co powiedziałbym, że czuję ulgę. Jestem zaszczycony. Czułbym się zażenowany, gdyby ludzie układu poparli moją kandydaturę.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

04.10.2017r.
Nasz Dziennik

 
RUCH RODAKÓW: O Ruchu - Dołącz do nas - Aktualności RR - Nasze drogi - Czytelnia RR
RODAKpress: W skrócie - RODAKvision - Rodakwave - Galeria - Animacje - Linki - Kontakt
COPYRIGHT: RODAKnet