Powrót do strony cyklu
APN
28 kwietnia 2007
Paweł Swiatenkow
O Estonii z miłością

Rosyjskie powstanie w Estonii wywołuje we mnie przeciwstawne uczucia. Z jednej strony, to co się dzieje, jest piękne. Po raz pierwszy w długim okresie historii Rosjanie wystąpili nie w roli "cierpiętników", oczekujących od "dobrego cara", czytaj, rządu Estonii czy prezydenta Rosji łaski, a w roli aktywnego podmiotu. Podmiotu historii, nie boję się tego słowa. Bo jeśli przyłożyć do sytuacji miary UE, to rosyjskie powstanie w Estonii - największe zamieszki na terytorium Unii Europejskiej od czasu słynnych arabskich pogromów na przedmieściach Paryża, które postawiły na nogi z początku Francję, a później całą Europę. Rozumie się, Arabowie we Francji znajdują się w bardziej korzystnej sytuacji, niż Rosjanie w Estonii, choćby dlatego, że ci ostatni często nie mają estońskiego obywatelstwa. I tym nie mniej, powstanie, stawiające pod znakiem zapytania legitymację estońskiego reżimu politycznego - wydarzenie, na które europejskim władzom przyjdzie zareagować. W szczególności, prawdopodobnie, Europejczycy będą zmuszeni pójść na ustępstwa w zakresie praw człowieka, to znaczy przyznać w końcu Rosjanom prawo do bycia ludźmi na terytorium Europy (dotąd byli tego prawa faktycznie pozbawieni, pozostając najbardziej dyskryminowanym narodem Unii Europejskiej - wielu Rosjan, żyjących na terenie Estonii i Łotwy jest pozbawionych lokalnego obywatelstwa, a, na to wychodzi, i obywatelstwa UE, zadowalając się tak zwanymi paszportami "ufoludków" (na nich po angielsku pisze się "alien", to znaczy "obcy", to samo określenie stosuje się w odniesieniu do obcych przybyszów z innych planet w hollywoodzkich filmach).
Prawda, istnieje standardowe w danej sytuacji niebezpieczeństwo. Rosjanie (jako narodowość - przyp. tłum.) Europy znajdują się w sytuacji konstytuowania się. To znaczy, że rosyjska społeczność w UE nie ukształtowała się jako wpływowa siła, choć jej pojawienie się w tej roli jest w pełni możliwe - utworzyć kilka bałtyckich "rosyjskich partii", Partię Rosyjską w UE dla uczestnictwa w wyborach do Europarlamentu. Jednak Rosjanie Europy mogą zindentyfikować się albo jako promoskiewska diaspora - i przekształcić się wtedy w instrument realizacji polityki Rosji w UE (dla nas ten wariant jest najlepszy), albo, przeciwnie - skonsolidować przeciw Rosji. Współczesna Rosyjska Federacja, jak wiadomo, nie jest państwem rosyjskim, tu cieszymy się na widok wszelkich "współbraci" (uprzywilejowanych przedstawicieli innych państw, kiedyś wchodzących w skład CCCP). Co więcej, sam rosyjski ruch narodowy został zmarginalizowany i określony jako "ekstremistyczny". To tworzy sprzyjający grunt dla reorientacji rosyjskiej wspólnoty w Europie na zewnętrzne centra, w szczególności, na Stany Zjednoczone. W rzeczy samej, uformowanie antyrosyjskiej identyfikacji rosyjskiej diaspory jest całkiem możliwe, dokładnie tak jak swego czasu była uformowana "biała" identyfikacja antysowiecka. Teoretycznie prorosyjski Wschód Ukrainy w ostatnim czasie został z sukcesem opanowany przez rząd dusz Amerykanów. Ci ostatni w ostateczności zdobyli poparcie Janukowicza. To samo może mieć miejsce i z teoretycznie prorosyjskim europejskim ruchem Rosjan. Czy skorzysta Moskwa gotowość Rosjan Europy pracować dla niej, odwołując się do narodowych uczuć czy wszystko znów puści samopas, zwracając się ku tradycyjnej polityce "wielonarodowości", będącej jedynie zgniłym skrawkiem władzy sowieckiej, pokaże najbliższa przyszłość. Przede wszystkim, wiedząc, jak postępuje obecny reżim w analogicznych sytuacjach, w tej liczbie w tejże Ukrainie, przychodzi przyznać, że szans na to jest niewiele.
I tak, dla Rosjan w Estonii to co się tam dzieje - wielki sukces, tak polityczny, jak i narodowy. A tymczasem dla Rosji, co dla niej oznaczają wydarzenia w Estonii? Przyglądając się karnawałowi "Naszych" pod estońską ambasadą, trudno oprzeć się wrażeniu déja vu , że gdzieś już to oglądaliśmy. Słysząc patriotyczne okrzyki, wstrząsające powietrzem, łapiemy się na myśli, że gdzieś już to słyszeliśmy. I groźny cień inspekcji sanitarnej, nawisły nad pozbawionymi głów estońskimi "szprooootami", jawi się nam nie pierwszy raz. Zatem co przypomina nam oszałamiająca antyestońska kampania? Prawidłowo, analogiczną antygruzińską z końca zeszłego roku.
Wtedy, jak pamiętamy, w prestiż Putina i obecnej władzy został zadany potężny cios, zadany przez słynną "aferę szpiegowską", kiedy Saakaszwili bezceremonialnie aresztował pewną ilość oficerów naszej Grupy Wojsk w Gruzji oskarżonych o szpiegostwo. Uczynił on to akurat w tym nieszczęśliwym momencie, kiedy kremlowscy propagandziści, radośnie trąbiąc w fanfary i machając skrzydłami, ogłaszali nadejście nowej ery wielkiej wszechpotęgi Putina. I oto w tej samej chwili poranka, kiedy zorze nowego kosmicznego imperatora zaledwie zapaliły się, Saakaszwili zepsuł świąteczny nastrój.
Żeby zrównoważyć koszmar klęski, niedokonany kosmiczny imperator zgotował wojenkę z "gryzunami", to jest, tfu, Gruzinami (gryzun, w języku rosyjskim - gryzoń, - przyp. tłum.) . Kreml przeklął "Borżomi" i gruzińskie wino. Paskudna "herbata gruzińska numer pięć", przed wszystkim, trzeba oddać jej co należy, została przeklęta znacznie wcześniej, przeklęta przez samego Boga. Milicja wyławiała Gruzinów i wysyłała ich do słonecznej ojczyzny, żeby wiedział Saakaszwili, co znaczy rozgniewać Putina. Zarazem został dokonany "najazd" na pozycje gruzińskich kryminalistów w Moskwie. Zostało zamkniętych kilka kasyn gry, o których krążyły słuchy, że kontrolowane są przez gruzińskie autorytety. Prawda, po kilku dniach zostały otwarte ponownie. Niektórzy utrzymują, funkcjonując pod patronatem nowych gospodarzy, inni powiadają - pod kontrolą starych, którzy zapłacili "komu trzeba" skromne dolarowe wynagrodzenie.
Jak widzimy, kryzys w stosunkach z Estonią przypomina kryzys gruziński. I tu i tam wszystko zaczęło się z dotkliwego ciosu zadanego w prestiż Putina. I tu i tam były zaciekłe protesty społeczeństwa. Prawda, eksmitować z Rosji Estończyków nikt nie będzie, jest ich tu zbyt mało. Ale do bojkotu estońskich towarów już wezwano. Logicznym jest przyjąć, że i dalej nastąpią takie same wydarzenia, co w przypadku z Gruzją. Inaczej mówiąc, najazd na kręgi gospodarcze, związane z Estonią. Estońskich kryminalistów w Rosji, chwała Bogu, nie ma. Ale istnieje potężna pula urzędnicza, zainteresowana we współpracy z niepokorną republiką (Estonia świadczy obywatelom Rosji szereg usług bankowych, w tym i typu "offshore" - przyp. tłum) . Oczywiste jest, że właśnie oni, generałowei naftowego tranzytu i przygranicznego handlu, poniosą uszczerbek w przypadku eskalacji kryzysu w stosunkach z Estonią według scenariusza gruzińskiego. Wszystko skończy się, rozumie się, przekierowaniem "strumieni finansowych".
Na korzyść tej prognozy przemawia fakt, że aferę z pomnikiem Żołnierza-wyzwoliciela rozkręcano w sposób zamierzony i nie jeden tydzień. Akcji nie przerwał ani skandal w Himkach, gdzie lokalne władze przeniosły cały cmentarz żołnierzy-wyzwolicieli na nowe miejsce, ani słuchy o tym, że polskie władze próbują pójść za przykładem estońskim i wyburzyć szereg cmentarzy sowieckich żołnierzy. Od razu powiem, my nie znamy tych dobrych i bez wątpienia wpływowych ludzi, którzy kwestię pomnika Żołnierza-wyzwoliciela przekształcili w cios wymierzony w Putina. Jednak, biorąc pod uwagę kryzys gruziński, i reakcję prezydenta i reakcję społeczeństwa w danym przypadku łatwo było przewidzieć.
Dlatego, najprędzej, i ten kryzys będzie rozwijać się zgodnie gruzińskim wariantem. Inaczej mówiąc, "szproooty" zostaną zakazane, firmy, zajmujące się tranzytem, pokajają się, posypią głowy popiołem i przejdą pod kontrolę ludzi, zdolnych ochronić je przed gniewem społeczeństwa i przed oskarżeniami o działalność antypatriotyczną. Europa i USA surowo zmarszczą brwi i spróbują trochę, na siłę, poprawić sytuację Rosjan, estoński rząd podwyższy swój rating i nie odniesie najmniejszego uszczerbku (wybitych witryn nie bierze się pod uwagę). W ogólności, wszyscy będą zadowoleni. Przegra, zgodnie z tradycją, tylko sama Rosyjska Federacja. Przede wszystkim, o jej interesy u nas przyjęto zabiegać w ostatniej kolejności.
29.04.2007r.
APN