O RUCHU RODAKÓW
PRZYSTAP DO RUCHU RODAKÓW
RODAKpress - head
HOME - button

Rosja od wewnątrz - Szarża Rzeczpospolitej - Swietłana Łurje

 

 

 

 

 

 

 

Powrót do strony cyklu

Od tłumacza:

Prezentowany artykuł zawiera wiele elementów prawdy. W sferze idei Polska posiada potencjał pozwalający tworzyć wizję społeczeństwa oraz podstaw stosunków w otaczającym ją świecie.

Jednak skrajnie trudno uznać za fakt przypisywane nam dążenie do budowy światowego imperium władzy, prędzej chodzi o przyczepienie nam gęby megalomanów.

I już całkiem nie sposób zgodzić się z poglądem, że którakolwiek siła polityczna (być może za wyjątkiem LPR i Samoobrony), mogłaby wpaść na pomysł rozpętania wojny nuklearnej, w której cząstka jednej tylko salwy pojedynczego okrętu czy samolotu z rakietami jądrowymi mogłaby zniszczyć większość kraju.

Artykuł jest przykładem stosowania metod określanych w Rosji mianem technologii politycznych. Rola Polski jest tu drugorzędna i akcydentalna, wywoływanie poczucia zagrożenia także jest tylko narzędziem. Celem jest jednoczenie społeczeństwa wokół prezydenta Putina i umocnienie jego pozycji w relacjach ze światem zewnętrzym i demokratyczną opozycją.
Pogląd o chęci wywołania przez nas światowej wojny nuklearnej nie jest reprezentatywny dla opinii wyrażanych na APN.

APN
2 maja 2007

Swietłana Łurje

Szarża Rzeczpospolitej

Kiedy dziś mówią, że w świecie rodzą się nowe supermocarstwa - mają na myśli przede wszystkim kraje BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) - wychodząc ze stwierdzenia ich permanentnego wzrostu gospodarczego. Ale nikt nie zauważa, że na naszych oczach, wprost w Europie, pojawia się w świecie państwo, które nie odróżnia się ani potencjałem gospodarczym, ani wojskowym, za to posiada niezbędną ideologię, potężny kulturowy fundament dla swojego wywyższenia, konieczną energię i system wartości, pozwalający mu zyskać najpotężniejszego sojusznika. Rzecz idzie o Polsce .

Nie należy wyobrażać jej jako jakiego satelity Stanów Zjednoczonych, który wyłącznie patrzy Stanom w usta. Polska prowadzi samodzielną grę, jej stosunki z Ameryką, oczywiście, są nierównoprawne - de jure, ale de facto, Polska wykorzystuje Amerykę we własnych interesach wcale nie mniej, niż Ameryka wykorzystuje ją. Do tego ich interesy, i, co ma jeszcze większe znaczenie, dominanty systemów wartości w wielu miejscach są identyczne. I różnią się od europejskich.

Wstępowała Polska do UE, jako swego rodzaju uboga "sierotka Marysia". I przez pewien długi czas Europa wcale jej nie zauważała, co najwyżej obraz "polskiego hydraulika" stał się obiegowy - Europejczyk wyobrażał sobie takie posłuszne stworzenie, gotowe za mizerne pieniądze wykonywać pracę, za którą "starzy Europejczycy" żądają całkiem przyzwoitej zapłaty. Trzeba zauważyć, że Polacy wcale się tym nie przejęli i nie zaczęli ze swoim obiegowym wizerunkiem walczyć. Dlatego, jak pamiętamy, właśnie ten obraz odegrał swoją wcale niebagatelną rolę we francuskim referendum w kwestii przyjęcia konstytucji UE. Określenie "Polski hydraulik" stało się obiegowe, straszakiem, w którym wielu Francuzów widziało, w przypadku przyjęcia Konstytucji Europejskiej, własne wygnanie z komfortowego i wysokoopłacanego francuskiego rynku pracy.

Przewaga tych francuskich wyborców, którzy powiedzieli Konstytucji Europejskiej "nie", nad tymi, którzy powiedzieli "tak" była bardzo niewielka, tak że "polski hydraulik", całkiem możliwe, odegrał tu rolę języczka u wagi.

Przy tym, "polski hydraulik" utrwalił w świadomości Europejczyków obraz Polaka, jako świetnego pracownika, stworzenia nie obrażalskiego i nawet pożytecznego. I, prócz tego, zabawnego.

Do Polski zaczął się przylepiać obrazek zabawnego kraju. Jej poparcie operacji USA w Iraku powoli zaczęto zapominać, przede wszystkim dlatego, że wystąpiła z nim nie w pojedynkę, a w chórze większości krajów Europy Wschodniej. Tak że konflikt pomiędzy "starą" i "nową" Europami stał się kolektywny. Prawda, USA już wtedy wyodrębniły polski głos z powszechnego chóru, obiecawszy, że w pokonanym Iraku powstaną trzy strefy odpowiedzialności - amerykańska, brytyjska i polska. Ale Polacy nadziać się na to nie dali. Osiągnęli, co chcieli - zademonstrowali Amerykanom całą siłę swojej przyjaźni i oddania, a zarazem i bezinteresowności (ponieważ zakładano, że na kontrolowanym przez siebie regionie mogliby się pożywić, na przykład, kurdyjską ropą). Kwestia, iż za udzieloną w Iraku pomoc Amerykanie są Polakom coś winni, stanęła na porządku dnia całkiem niedawno, w zupełnie innym kontekście, kiedy była mowa o rozmieszczeniu w Polsce elementów amerykańskiej tarczy. Wtedy to Polska przemówiła już nieco innym głosem, jako posiadająca swoją cząstkę władzy nad otaczającym światem. I to cząstkę znaczną.

Europejczykom Polska do dziś wydaje się zabawna. Rządzą nią jacyś niepoukładani bliźniacy Kaczyńscy. W nich Europejczyków drażni wiele: populizm, nacjonalizm i ośli, jak im się wydaje, upór. Ale mimo to pozostają oni postaciami komicznymi. Dwóch takich tłustych wujków, w aureoli wszechświatowego cierpienia niezgłębionej polskiej duszy. Co więcej, wielu Europejczyków gotowych jest zrezygnować ze skrupulatnego przyglądania się ilości głosów przyznanych w parlamencie Unii Europejskiej, uważając, że tak mocno doświadczona Polska swoim wielkim męczeństwem zasłużyła na trochę więcej, niż by to wynikało z punktu widzenia formalnej sprawiedliwości.

Z Kaczyńskimi próbują się dogadać, nie rozumiejąc, że oni grają już w swoją grę, w której liczy się dla nich tylko jeden głos - swój własny.

Przede wszystkim, Polska dąży do przejęcia pełnej kontroli nad całą działalnością Unii Europejskiej, a poprzez nią całą kontrolę otrzyma Ameryka. Nie przypadkowo Ameryka w ostatnim czasie przestała szczuć na siebie różne europejskie kraje, natomiast stara się udowodnić, że jest zainteresowana w powstaniu jednej i silnej Unii Europejskiej. Jeszcze całkiem niedawno Ameryka próbowała walczyć z rodzącym się konkurentem, usiłując wciągnąć go w nieskończone waśnie i spory, wyłuskując z ogólnej masy potrzebnych jej sojuszników. Teraz linia Ameryki radykalnie się zmieniła. Na dopiero co zakończonym szczycie USA-UE Ameryka podkreśliła, że chce mieć do czynienia z Unią Europejską jako całością, jako istotną i ideologicznie bliską monadą, chce w miarę możliwości uchylić się nawet od konkurencji gospodarczej. A i przez cały ostatni (co najmniej) rok Ameryka przekonuje Europejczyków do pozostawienia za sobą wewnętrznych sporów, i w każdej, nawet najdrobniejszej kwestii, mówienia jednym głosem.

Osławiona Angela Merkel sobie przypisuje zasługę doprowadzenia do dokonanej zmiany. Przecież to ona od samego początku za cel swojego rządu, a następnie, półrocznego przewodniczenia UE, postawiła ustanowienie maksymalnie przyjaznych stosunków z Ameryką. Przy tym, Ameryka ma całkiem inny cel w stymulowaniu Unii Europejskiej w stronę jednomyślności. Przy systemie, w którym każdy kraj UE posiada prawo veta, Ameryce starczy mocniej wbić do głowy Europejczykom całkowicie niewygodną jej ideę europejskiej solidarności, a kontrolować wystarczy jeden jedyny głos.

Powstał system, przypominający rządy w Polsce XVIII wieku. Oto jak sytuację w Unii Europejskiej opisuje łotewska gazeta "Neatkarigas Rita Avize". "Bez reformy proces podejmowania decyzji czyni UE podobną do Polski XVIII wieku. Jedną z przyczyn rozpadu państwa polskiego w XVIII wieku było istnienie prawa veta. Dla niedopuszczenia do przyjęcia jakiejkolwiek decyzji zagranicznym posłom starczyło przekonać (przekupić) jednego szlachcica, który korzystał ze swojego prawa veta. Faktycznie analogiczny problem wmontowany jest w przyszłość UE. Dopóki członków bloku było około dziesięciu, zagrożenie vetem było dobrą formą poszukiwań i dochodzenia do możliwego do przyjęcia przez wszystkich kompromisu. Po zbliżeniu się liczby członków do 30, w epoce poważnych problemów i globalnych sprzeczności prawo veta może zablokować przyjęcie dowolnej decyzji. Jakiemuś innemu państwu wystarczy przekonać (przekupić) rząd jednego z państw UE, i ono, jak polski szlachcic z XVIII wieku, wykorzysta swoje prawo veta i zablokuje podjęcie decyzji. Przy zachowaniu takiego mechanizmu podejmowania decyzji UE nie ma w dłuższej perspektywie przyszłości".

Weźmy sprawę polskiego veta na rozpoczęcie negocjacji nowego porozumienia o strategicznym partnerstwie UE i Rosji . Cała rzecz w tym, że w środowisku zaczynających krzepnąć związków rosyjsko-europejskich (w tej liczbie w energetyce), Ameryka poczuła dla siebie zagrożenie. Potencjalny sojusznik (Europa) popada w zależność od potencjalnego (albo, już rzeczywistego, rywala, w postaci Rosji), i skąd wiedzieć, w czym dojdą do zgody. W epoce poprzedzającej wojnę iracką pomiędzy kilkoma krajami "starej Europy" prowadzone były nawet rozmowy o wojskowym sojuszu z Rosją, Rosja wytrwale proponowała i proponuje utworzenie ogólnoeuropejskiego niestrategicznego systemu obrony przeciwrakietowej teatru działań wojennych. I choć "stara Europa", wydaje się, trafiła już do Lety, a Rosja została bez wiernych przyjaciół spośród europejskich przywódców, - puszczać wszystko na żywioł, to dla Ameryki zagrożenie. Przypomnijmy, w czasie pierwszych kilku lat prezydentury Włodzimierz Putin nie miał w Europie bardziej twardego oponenta, niż Jacques Chirac. A czym się to skończyło? Dziś na to, by nie dopuścić do zbliżenia Europy z Rosją, Ameryce wystarczy mieć jeden tylko polski głos na to, by nowe porozumienie o rosyjsko-europejskim partnerstwie nie powstało nigdy.

I tu interesy Polski i Ameryki są w pełni zbieżne. Nie należy uważać Polski za amerykańską marionetkę. Wszysko, co Polska robi dla Ameryki, robi i dla siebie samej.

W danej chwili wydaje się, że cała wrogość Polski skierowana jest wyłącznie w stronę Rosji. Ale przyjdzie czas, kiedy ta, umiejętnie splótłszy swoje interesy z interesami Ameryki, zacznie po cichu rozprawiać się i z innymi krajami. Na pierwszym miejscu stoją Niemcy, które Polska nienawidzi prawie tak jak Rosję, i których jeszcze bardziej się boi. Ten strach jest całkowicie irracjonalny. W twórczości popularnej w Rosji polskiej pisarki Joanny Chmielewskiej jest cały dziesiątek powieści, których akcja toczy się właśnie na terenie byłych Prus Wschodnich, na przykład, na Mazurach. One w porażający sposób różnią się od reszty twórczości pisarki, zazwyczaj przesyconej subtelnym humorem i optymizmem. Ale starczy przenieść akcję do Prus Wschodnich, jak z bohaterami zaczynają dziać się złowieszcze przekształcenia, wpadają w dziwne pułapki, rzeczy okazują się być czym innym, niż tym, za co je brali bohaterowie powieści. To w całości - kraj-pułapka. I jedyny możliwy sposób wyjścia z opresji - odniesienie zwycięstwa nad Niemcami, co najmniej, moralnego.

Zadatki na to już są widoczne. Odnosi się to przede wszystkim do wspólnej rosyjsko-niemieckiej budowy gazociągu po dnie Morza Bałtyckiego "Północny strumień", którą Polska przyrównała do paktu Ribbentrop-Mołotow. A w obietnice Angeli Merkel, że ta weźmie na siebie odpowiedzialność za dostawy gazu do Polski po prostu nie uwierzyła. Nie wierzy Polska i NATO. Polscy politycy mówią wprost, że obrona NATO, to w ogóle nie obrona, o jakiej marzyli. NATO nie będzie bronić Polski przed Rosją, a tym bardziej przed Niemcami.

Na pierwszym miejscu u Polski - zemsta. Z określoną autoironią pisze o tym polska gazeta "Nie". "Polska nie ma pretensji do Gabonu, Sri Lanki, Dominikany, Malty i Monaco. Pozostałe kraje na Polskę napadały, okupowały, uczestniczyły w rozbiorach czy, w skrajnym przypadku, ignorowały ją i zostawiały w pojedynkę. Za te historyczne upokorzenia rządzący Rzeczpospolitą bliźniacy powinni otrzymać rekompensatę. A rządy wszystkich krajów obowiązane są podporządkować się żądaniom Polski, a jej interesy stawiać wyżej własnych. My nazywamy to polską polityką historyczną... Nasze historyczne nieszczęścia - to Rosja, Niemcy, Francja, Szwecja, Litwa, magnaci, powodzie, potopy i wylewy, liberum veto, komunizm, hitleryzm, Napoleon, klęska wrześniowa i klęska pod Maciejowicami, masoni, krzyżowcy, kozacy, okupacje, rozbiory, elekcyjni królowie, służby specjalne, Turcy i Ukraińcy, UPA, KGB, NKWD, ZNP i GG, stalinizm, postkomunizm, stan wojenny, Miller, ostatnie pociągnięcie na tym płótnie, Targowica i targowe centrum w Katowicach... Krzywdy i cierpienia przodków dają Polsce wieczną moralną przewagę nad innymi, zwykłymi krajami. Rosja wbrew Polsce chce położyć rurę na dnie Bałtyku, my jej na to twardo odpowiadamy: Katyń, Katyń, Katyń. I będziemy powtarzać tak długo, dopóki Kremlowi rura nie zmięknie. Niemiecka Frau kanzler mówi, że europejska konstytucja muß sein. My jej na to: Oświęcim, Oświęcim i jeszcze raz Oś".

Ale na zemście sprawa bynajmniej się nie kończy. Popatrzcie na dokumenty, wyprodukowane przez Unię Europejską na swoje 50-lecie. Są nad podziw bez wyrazu. Tak, Unia Europejska jest wielkim osiągnięciem krajów europejskich już z tejże przyczyny, że przestały one toczyć ze sobą wojny. Ale co się tyczy wspólnych podstaw i celów - te papiery są absolutnie bez treści. Unia Europejska nie posiada wspólnej działającej dynamicznej polityki, tym bardziej, już dawno zapomniała pojęcie geopolityka. Nawet projekty gazociągów położonych poza granicami Rosji wymyśla za nią Ameryka. Sami Europejczycy zdolni są tylko do opowiadania w różnych częściach świata o "zachodnich wartościach", przede wszystkim o tolerancyjności.

***

Polska - jedna jedyna spośród wszystkich krajów europejskich uparcie rozgrywa swój własny temat kulturowy. Ma własną, podyktowaną jej przez historię geopolitykę, która sytuuje się oddzielnie w stosunku do europejskich dominant i którą ona świadomie aktywnie prowadzi, umiejętnie przekładając ją na specyficzne terminy ogólnoeuropejskie, i podskórnie, ale w sposób przemyślany narzuca Unii Europejskiej. U podstaw jej polityki leży obraz Rzeczy Pospolitej i każde jej działanie nakierowane jest na odrodzenie tego wzorca. Na Ukrainie, w Białorusi - polscy emisariusze nastawieni są nie na banalną propagandę integracji z Zachodem (który dla Polaków jest niczym więcej, jak tylko narzędziem). Wszędzie chcą oni jednego - odrodzenia Rzeczy Pospolitej.

Dziś Rzeczy Pospolitej służy cała Unia Europejska, i dlatego nie mamy szans na porozumienie z Unią Europejską. Na współczesną rzeczywistość przenosi się dawna wrogość. I to w paradoksalny sposób przekształciło się w ten sam punkt odniesienia dla naszych relacji z Europą. Jeśli chcemy odgrywać na arenie europejskiej aktywną rolę, i uzyskać sprzeciw choćby kilku krajów europejskich wobec amerykańskich projektów wojskowych w Europie, jeśli chcemy kiedykolwiek pozbyć się wizerunku imperium zła, powinniśmy rozbijać zaangażowanie każdego konkretnego europejskiego kraju we wprowadzanie w życie polskich tematów kulturowych, wyciągać je z lepkiego i ciężkiego polskiego kulturowego omamu.

Rzecz Pospolita nie pozostaje w sprzeczności z amerykańskimi planami geopolitycznymi. W skrajnym przypadku, na ile (i dopóki!) Amerykanie mogą procesem kierować.

Teraz praktycznie już mija się z celem mówienie o "starej" i "nowej" Europach, na usługi polskiej kulturowej dominanty staje już cała Europa. I jeśli od czasu do czasu pojawia się w Europie buntownik, jest to zawsze związane z nazbyt jawnymi korzyściami materialnymi wynikającymi z odstąpienia od projektu Rzeczy Pospolitej, jak miało to miejsce z Węgrami, które zapragnęły przedłużyć do swoich granic "Błękitny strumień", uznając projekt "Nabucco" za nierealistyczny. Ale "Nabucco" - część projektu Rzeczy Pospolitej, spośród Europejczyków właśnie Polakom należy się autorstwo wspólnej polityki energetycznej, którego zadaniem jest godzenie w interes Rosji.

Ale rzecz nie zwyczajnie w tym, że aktywność Polski, uwarunkowana jej imperialnymi motywami, jest pożyteczna dla Ameryki. Wszystko jest daleko bardziej poważne. Ameryka widzi w Polsce rzeczywistego sojusznika, z którym odnajduje rzeczywiste miejca styku kulturowych dominant.

Bush, zostawszy prezydentem, od początku idealnie złapał grunt dla przyjaźni z Rosją, czego podstawą stała się znana rozmowa o osobistym krzyżyku Putina. Ameryka - kraj chrześcijański. Nie nominalnie chrześcijański, jak Europa, a kraj, w którym nabiera siły żywe uczucie religijne. W sytuacji kiedy, z jednej strony, rośnie w siłę cywilizacja ateistyczna, nosicielem której jest Europa, w której im dalej, tym bardziej znamionami wolności stają się rzeczy dla tradycyjnej świadomości Rosjan moralnie nie do przyjęcia, z drugiej - nabiera rozpędu cywilizacja islamska, stając się coraz bardziej i bardziej ekstremistyczną i nakierowaną na ekspansję, u nas i u Ameryki istniały określone podstawy dla wspólnej polityki, odpowiadającej głębokiej istocie naszych krajów.

Ale Rosja leżała wtedy w gruzach, i miała przed sobą długą drogę do uświadomienia sobie, że najtrwalszą opoką politycznej aktywności i wzajemnego oddziaływania są dominanty kulturowe, i że ich punktów styku, jeśli takie są, nigdy nie można ignorować.


I Ameryka zaczęła wykorzystywać polski temat kulturowy, który przeciwny jest naszemu (albowiem pomiędzy prawosławiem i katolicyzmem rozgrywa się zaostrzona rywalizacja, jeszcze głębsza w swoim rosyjskim i polskim wariancie). Ale za to polski temat kulturowy ma jawne punkty styku z konserwatywno-republikańskim tematem amerykańskim (dla którego rywalizacja prawosławia i katolicyzmu jest czystą abstrakcją). Chrześcijańska dominanta przeciwstawia Polskę Europie, ale spokrewnia z Ameryką.

Polska próbowała narzucić swój temat religijny Unii Europejskiej, obstając na wymienienie w jubileuszowym akcie, poświęconym 50-leciu UE, ogólnych chrześcijańskich korzeniach Europy, ale była ostro osadzona przez Angelę Merkel, która, wraz z całą Europą, straciła, wydaje się, u Polaków resztki szacunku. I tym mocniej tej wiosny zaczęła Polska określać siebie jako kraj katolicki . W niej (na złość całej Europie) zakazana jest nie po prostu propaganda homoseksualizmu, a zwykłe przyznanie faktu homoseksualności, na przykład, w uczelniach, w parlamencie Polski o mało co nie przeszła (i, widać, mimo wszystko przejdzie) ustawa, zakazująca aborcji w dowolnych okolicznościach - niechby nawet był to przypadek gwałtu czy zagrożenia życia matki. W Polsce nie może być nawet postawiona kwestia eutanazji. Ze szkolnych programów, co oczywiste, usunięta zostanie teoria Darwina. Polska otwarcie totalitarnie prowadzi sprawdzanie swoich obywateli na okoliczność współpracy z tajnymi służbami reżimów komunistycznych. To znaczy prowadzi się na tyle nietolerancyjnie (a tolerancyjność na uroczystościach w marcu została ogłoszona jako naczelna europejska wartość), że nie sposób pojąć rozumem, jak Europa może to ścierpieć. Znaczy, Polsce udało się pod w wielu miejscach narzucić Europie styl stosunków pomiędzy państwami członkowskimi, w którym wszelka wzajemna publiczna krytyka jest zakazana, jako mogąca naruszyć jedność UE.

Oto główna sprzeczność współczesnej Europy, wszystkiej, całości: przyjęła narzuconą jej przez Polskę formę wzajemnych stosunków, ale samobójstwem jest dla niej przyjąć przedkładane przez Polskę treści. Bo to byłaby całkiem inna Europa. I, być może, nie aż tak wygodna dla Polski.

***

Za to Ameryka Georga Busha patrzy na polskie wewnętrzne reformy z zachwytem. To jest to, co Bush chciałby wprowadzić w swoim kraju, ale nie może. I, póki jest u władzy, będzie wspierać Polskę. W szczególności, posługując się szantażem w stosunku do krajów, które będą się chciały Polsce przeciwstawić.

To wszystko dzieje się na naszych oczach. Elementy amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej mocno drażnią europejską społeczność. Ale Ameryka postawiła się tak twardo, że wszystkie głosy niezadowolenia sprowadziła do nierozróżnialnego pomruku. Mimo wszystkie wysiłki Rosji, których w ostatnich czasach nie zabrakło, wyjaśnienia Europejczykom, jak poniżająca jest dla nich amerykańska samowola na ich kontynencie, Europa nie śmiała nie śmiała zjednoczyć się w pryncypialnym podejściu do amerykańskiej maszyny wojskowej na kontynencie.

Dziś Polska chce więcej. "Polacy, - pisze "Guardian", - oświadczają Ameryce, że nie boją się Iranu, jednak odczuwają zagrożenie ze strony Rosji Władimira Putina i stwierdzają konieczność zbudowania tarczy na tym kierunku. Rakiety Patriot mogłyby pomóc Polsce obronić się przed atakiem rosyjskich rakiet średniego i bliskiego zasięgu. Żądania Polski są prowokacyjne. One, bezsprzecznie, utwierdzają Rosję w przekonaniu, że nowe amerykańskie bazy w Europie Centralnej w długiej perspektywie wymierzone są przeciw niej". Polska, odczuwszy już siłę swego wpływu, zaczyna przymuszać Amerykę do realizacji projektu Rzeczy Pospolitej.

George Bush jest w trudnej sytuacji. Życzy Polakom sukcesu, ale nie chce stawiać na kartę resztek partnerskich stosunków z Władimirem Putinem. Prawdopodobnie, będzie, na ile to możliwe, ociągać się z odpowiedzią, dopóki nie zakończy się jego kadencja. Polacy, ze swej strony, śpieszą się. Dla szukującej się do objęcia rządów demokratycznej administracji USA projekt Rzeczy Pospolitej wartości autonomicznej nie posiada, a przydatny jest tylko w tych sytuacjach, które zmuszają Europejczyków jednym głosem wyśpiewywać antyrosyjskie hymny. Nie wykluczone, że w większym stopniu zechcą wsłuchać się w Europę, co samo w sobie jest dla Rosji korzystne. Właśnie dlatego wyposażenie się w broń wymierzoną w Rosję niezbędne jest dla Polaków właśnie w najbliższych miesiącach . Przy tym mogą oni uciekać się do szantażowania Busha, grożąc odmową rozmieszczenia na swoim terytorium elementów amerykańskiej tarczy. A w ślad za nimi pójdą i Czesi, którzy w pojedynkę w proamerykańskich grach udziału brać nie będą. A kiedy już uda się Polakom dogadać z Bushem, administracja demokratyczna, tradycyjnie nastawiona na powstrzymywanie Rosji, stanąć Polakom w poprzek nie znajdzie w sobie odwagi.

Rosji pozostaje czekać. Bush nazbyt wiele postawił na polską kartę.

***

W początkach prezydentur Putina i Busha Rosja upuściła swoją szansę. Rosja nie ma się o co winić. Wszystko działo się dla Rosji za szybko, i zanim jeszcze rozpoznała się jako wielkie mocarstwo, powstałe z popiołów, dominowanie przez polski temat kulurowy Europy, a także stosunków z Ameryką, już się rozpoczęło. Albowiem wstawać, tak jak Polska, powoli i na czworakach, i długo grać rolę młodszego partnera Rosja organicznie nie jest w stanie.

I mimo wszystko, to co zaszło to wielka i ważna lekcja dla Rosji na przyszłość. Polska w glorii przeprowadziła własny temat kulturowy, nie posiadając nic z widzialnych oznak potęgi, a tylko dziurę w kieszeni, olśniewająco wystąpiła w roli globalnego politycznego gracza na światowej arenie, uzbrojona jedynie w wartości, leżące w sferze historii i moralności. Nasze dla nich oklaski.

Polski temat w szeregu swoich składowych, przede wszystkim tradycyjnej chrześcijańskiej moralności, posiada wspólne punkty z rosyjskim tematem kulturowym (co też uczyniło możliwym dla Amerykanów wybór). Wprowadzania go w życie w zamierzony sposób Rosja również może się od Polski uczyć. Ale tragedia polega na tym, że współpracować z Polakami nie możemy, nasze religijne rozbieżności w swej istocie są zbyt głębokie, a nasza historyczna rywalizacja, jak pokazało postępowanie Polski ostatnich lat, dawno przekształciła się w głęboką przepaść. I choć Polska poprzez swoją bezkompromisowość nie może nie budzić pewnych naszych sympatii - jesteśmy wrogami .

I mamy do czynienia z wrogiem opętanym, który dla unicestwienia nas gotów jest pójść na największe ryzyko. Jeśli wielką wojnę jądrową pomiędzy Rosją i Ameryką komukolwiek uda się sprowokować, to będą to Polacy. I dlatego, dopóki rzecz jest jeszcze dyskutowana, nasz punkt widzenia powinien być przedstawiony Georgowi Bushowi. Nie ulega wątpliwości, wszystkich szczegółów oraz subtelności stosunków rosyjsko-polskich amerykański prezydent nie zna, a, w konsekwencji, zwyczajnie nie jest świadom i wypływających z nich zagrożeń.

Gdyby nie to niebezpieczeństwo, Rosja mogłaby względnie spokojnie obserwować "wielkie budowy" w Polsce i Czechach, wyniośle odmawiając Amerykanom współpracy w sferach, w których nam ją proponują, i rozmyślać nad swoją asymetryczną odpowiedzią. Ale w sytuacji, kiedy swoją własną rolę w światowej politycznej grze określają Polacy, niezbędne dla nas jest wszelkimi prawdami i nieprawdami uzyskać dostęp naszych obserwatorów do wschodnioeuropejskich i, w pierwszej kolejności, polskich obiektów.

I uczyć się tak samo zręcznie, jak Polacy, wprowadzać [do zbiorowej świadomości - tłum.] własne tematy kulturowe. I znów na poziomie symboli rozegrać bitwę, w której pozyskaliśmy Ukrainę i Białoruś, w której staliśmy się Wielkim Mocarstwem.

Kiedy rosyjskie władze kilka lat temu ogłosiły 4 listopada jako Dzień Zjednoczenia Ojczyzny, miały na myśli to, że w walce przeciw cudzoziemcom brały udział liczne narody, zamieszkujące Rosję, i niewiele znaczenia przydawały temu, że jest to rocznica zwycięstwa właśnie nad Polakami. Obecnie ostatnia okoliczność staje się dla nas nie mniej ważna, niż pierwsza.








 

RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS