APN
26 maj 2006
Andriej Fursow
Spojrzenie na Azję Centralną
Pięć byłych republik CCCP (obecnie niepodległych państw) i Mongolia - to pustynno-stepowy pas, pomiędzy Rosją, z jednej strony, i Chinami, Afganistanem i Iranem - z drugiej. Ale rzecz nie tylko w tym. Istnieje o wiele bardziej poważny powód, by przyjrzeć się temu regionowi Azji Centralnej. Przez ostatnie 300-400 lat był obszarem obcej ekspansji, kurczył się, sąsiedzi (i za pośrednictwem niektórych z nich - kapitał, światowy rynek) dyktowali mu swoją wolę. W XVII w. Azja Centralna, a dokładniej, jej wschodnia część, okazała się ściśnięta pomiędzy młotem i kowadłem Imperiów Rosyjskiego i Chińskiego, ta presja trwała do początku XX w. Na zachodnią jej część w XIX w. napierała Rosja, od południa - Wielka Brytania. Postępowało uspokojenie Azji Centralnej. Ale nie zawsze tak było: te trzysta lat, o których mowa, - to zaledwie chwila w porównaniu z trzema tysiącleciami (XV w. p.n.e. - XV w. n.e), kiedy to Azja Centralna odgrywała wiodącą rolę w losach Starego Świata, kiedy dokonujące się w niej zmiany inicjowały zmiany w całym oikumene , kiedy nie tylko nikt nie kontrolował Azji Centralnej, ale, przeciwnie, powstające w niej struktury albo kontrolowały znaczną część Eurazji, albo dyktowały jej swoją wolę; nie mówię tu już o kontroli nad Szlakiem Jedwabnym.
Obecnie sytuacja jakby powraca do epoki, poprzedzającej wieki XVI-XVII, tzn. do czasu, kiedy to dokonał się przełom w relacjach Azji Centralnej z innymi regionami Starego Świata, w stosunku sił społeczeństw koczujących i osiadłych. Rzecz, oczywiście, nie o tym, że powstaną jakieś nowe ekspansjonistyczne struktury, które staną się zagrożeniem dla sąsiadów. Mam na myśli co innego: odtworzenie sytuacji, w której region Azji Centralnej nie jest kontrolowany przez kogokolwiek z zewnątrz, podczas gdy zmiany i procesy dokonujące się w nim mogą w sposób istotny, przy czym negatywny, wpływać na życie sąsiadów (na przykład, Rosji czy Chin); kiedy Azja Centralna przekształca się w samowzbudzającą się fluktuację, "szarą strefę", destabilizującą sąsiadów, a możliwe, świat w całości. I nie jest to przerysowanie.
W "Dzwonach Historii" pisałem, że przy wszystkich swoich osobliwościach i tendencjach rozwoju świat jak gdyby powraca do epoki przedkapitalistycznej. "Powrót do istnienia" Azji Centralnej, to jeden z ważniejszych znaków czasu.
Przy spojrzeniu na historię Starego Świata ze środka II tysiąclecia p.n.e. rzucają się w oczy trzy wielkie migracje narodów, trzy kryzysy, które wstrząsnęły oikumene , doprowadziły do jego przebudowy, zniknięcia calych królestw, powstania nowych imperiów itd. To kryzys XII w. p.n.e., epoka wielkiej wędrówki ludów w III-IV wiekach n.e. i okres ekspansji mongolskiej, powstania i rozpadu Wielkiego Państwa Mongołów w XIII w. n.e. Języczkiem spustowym tych wszystkich wielkich migracji były wydarzenia w eurazyjskich stepach, przy czym proces rozpoczął się na Dalekim Wschodzie, u źródeł Selengi i Kerulenu, po czym na zasadzie domina docierał do dalekiego Zachodu Eurazji - stepowego (obecny węgierski Alfeld) i najbardziej odległego (Pola Katalońskie w Szampanii).
Kryzys XII w. p.n.e. spowodowany był tym, że w rezultacie walk plemion i narodów na równinie wschodnio-europejskiej, na północ od Morza Czarnego wdarli się (zostali wyrzuceni) Indoeuropejczycy na swoich dwukółkach. W dalszej kolejności przenieśli się na południe, zdobyli Mykeny i napadli Egipt ("szturm narodów morza"). Stary śródziemnomorski świat został wysadzony w powietrze. Jednak lont Historii zapalony został w głębinach Azji Centralnej.
W IV-V wieku Hunowie wdarli się do Europy, stając się w wielu (choć daleko nie wszystkich) aspektach grabarzami świata antycznego i przemieniając go w peryferię. Ale swoją drogę ten konglomerat narodów, znany w Europie jako Hunowie, rozpoczął w Azji Centralnej, i pierwszym ogniwem zmian stał się rozpad państwa Hunów.
Zaś o złowieszczym wieku XIII, "kiedy podniósł się ze Wschodu naród nieznany i obcy" (W. Sołowiow), i opowiadać nie ma co. Prawda, gwoli sprawiedliwości należy stwierdzić, że wspólnie z potężnym parciem ze Wschodu na Zachód Starego Świata w wiekach XII-XIII dokonywała się i ekspansja w kierunku przeciwnym - z Zachodu na Wschód: wyprawy krzyżowe. Jednak te ostatnie były i słabsze od mongolsko-tureckiego Drang nach Westen , i swoim zasięgiem objęły wyłącznie obszar Morza Śródziemnego. W związku z tym koniecznie trzeba wspomnieć jeszcze jeden europejski marsz na Wschód - w IV w. p.n.e., Aleksandera Macedońskiego.
Wychodzi na jaw interesująca zależność w rozwoju Starego Świata. Raz na, przykładowo, osiemset lat ruszały ludzkie lawiny, zmieniając oblicze, a często i istotę jego (Starego Świata) systemów: XII w. p.n.e., IV w. p.n.e., IV-V w. n.e., XII-XIII wieku n.e. Przy tym wszystkim - obserwujemy nie po prostu Wielkie Cykle Eurazji, a pewne wahadło, które wprowadzało w ruch wojownicze plemiona Azji Centralnej, wyrzucając na europejskie równiny Indoeuropejczyków. Ci, w dalszej kolei rzeczy, po ośmiuset latach zadawali odwetowe uderzenie, po którym nastąpiły kolejne ruchy Wahadła Starego Świata: wschód - zachód - wschód - zachód/wschód. Najbardziej potężnym źródłem energii tego ruchu wahadłowego była Azja Centralna, Zachód prędzej już odpowiadał, reagował, wykorzystując energię odrzutu, siłę powrotu do punktu równowagi.
Jeżeli jeszcze raz odmierzymy osiemset lat począwszy od okresu XII-XIII ww., otrzymamy wieki XX-XXI. I tu oto spotykamy się z masową migracją z Południa na Północ. Rozumie się, to już nie ordy Attyli czy Czyngiz Chana, jednak wpływ obecnych emigrantów na społeczną tkankę Północy (Zachodu), na socjokulturowy kod jego życia pod względem katastrofalności skutków może przejść wydarzenia osiemset i tysiąc sześćset letniej dawności.
Innymi słowami, cykliczość zachowała się i w epoce kapitalistycznej, cokolwiek tylko zmienił się kierunek ruchu, odpowiednio do zmiany osi podziału świata ze "Wschód - Zachód" na "Północ - Południe".
I ostatnie, co bezwględnie trzeba stwierdzić w związku z Wahadłem i Wielkim Cyklem Eurazji, z ich epicentrum w Azji Centralnej. Ruch wahadła powodował falę zmian w Starym Świecie: ginęły stare imperia i powstawały nowe, odchodziły w przeszłość dawne nauki i prorocy i przychodziły nowe, a w Europie, w basenie Morza Śródziemnego adaptacja do każdego nowego cyklu w ogóle przybierała kształt jakościowej przebudowy, czy, wyrażając się językiem marksistowskim, zmiany formacji społecznej. W każdym przypadku, za każdym razem miała miejsce wielka społeczna rewolucja, tworząca nowy podmiot polityczny, nowy typ człowieka, który co raz to i tworzył nowy System. I oto co interesujące; rewolucje te działy się pośrodku Wielkiego Cyklu. Rzecz o rewolucji miejskiej VII-VI wieków p.n.e. (cykl XII-IV ww. p.n.e.); chrześcijańskiej rewolucji (wiek "zero" cyklu IV w. p.n.e. - IV w. n.e.); feudalnej ("agrarno-senioralnej") rewolucji IX-X wieków n.e. (cykl IV-XII w. n.e.); Wielkiej Kapitalistycznej Rewolucji z lat 1517-1648 (cykl XII-XX/XX! ww.).
Podkreślam: zmiany zachodziły nie tylko w Europie, - tu nabierały one charakteru jakościowego - ale i w Starym Świecie branym jako całość. Na przykład, "osiowy czas" przeżył cały Stary Świat - od Chin po Grecję; rewolucje - Wielka Kapitalistyczna (1517-1648) i Wielka Samodzierżawna (1517-1649), zakończone powstaniem wielopaństwowego Systemu Układu Wersalskiego i "wielonarodowego" Ruskiego - Rosyjskiego Imperium, dokonywały się synchronicznie. W tejże epoce (XVI-XVII w.) powstaje (czy zarysowuje się) od razu kilka wielkich imperiów - Wielkich Mogołów, Sefewidów, Tzyn, Tokugawa. I, powtarzam, wszystkie te porywy - cykle i rewolucje, powstawanie i rozpad imperiów - tak czy inaczej powiązane są z Azją Centralną (Środkową, Stepową). Na przykład, Babur, założyciel dynastii Mogołów, przybył z Azji Środkowej; dynastię Tzyn założyli Mandżurowie. Ale ten sam okres wieków XVI-XVII stał się cezurą w histori Azji Centralnej, rubieżą, po przejściu której geopolitycznie przekształciła się ona w "cmentarz państwowości koczowniczej" (B. F. Porsznew). I choć ostatki tej "państwowości" - Chanat - opierały się Tzynom do połowy XVII w., były to już walki sił ariergardy. Co zaś się tyczy gospodarki, to rewolucja handlowa, dokonana w Azji w XVII w. siłami dwóch indyjskich kompanii, holenderskiej i angielskiej, doprowadziła do jeśli nie zmierzchu handlu karawanowego drogami Azji Centralnej, to do istotnego spadku jego udziału i znaczenia. Zmiany jakościowe w organizacji handlu, wprowadzone przez kompanie, drastycznie zmniejszyły przerwy w dostawach, i przeciwko takiej broni organizacyjnej w Azji Centralnej nie znalazła się odpowiedź - ani symetryczna, ani asymetryczna. W tym sensie można powiedzieć, że wieki XIV-XV były historyczną złotą jesienią, "babim latem" Azji Centralnej w sensie tak politycznym, jak i gospodarczym. Najpewniej, dziś znów okazuje się ona w stanie zewnętrznie podobnym czy porównywalnym, ale nie w jesieni, lecz wstaje w wiośnie - oto nastaje nowa epoka. Przede wszystkim, jeśli pominąć kolor liści, maj i wrzesień często bywają do siebie podobne. To miesiące komfortowe. Dlatego jest sens odrobinę uważniej przyjrzeć się owemu miejscu, jakie zajmowała Azja Centralna na "regionalnej szachownicy" Starego Świata, a i samej szachownicy, kontury której coraz wyraźniej odznaczają się na obecnym, porzucającym Współczesność, świecie.
Można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że choć fundamenty regionalnego systemu Starego Świata zostały położone w I tysiącleciu p.n.e., w sposób ostateczny ukształtowały się w pierwszej połowie II tysiąclecia naszej ery, i kapitalizmowi pozostało tylko połączyć makroregiony w całość, gospodarki świata w jedną i jedyną gospodarkę światową. Jutrzenką tej gospodarki światowej, jakkolwiek nie byłoby to paradoksalne, stały się wyprawy krzyżowe, mongolskie zdobycze terytorialne i ten świat, jaki uformował się w rezultacie ich oddziaływania.
Co to był za świat? W Europie Zachodniej zarysował się już ten trójkąt, któremu sądzone było dokonać kapitalistycznego zrywu: południe Anglii, Flandria, północ Francji i Niemiec, Szampania z jej targami, (Trzy Doliny?), Brugge, Kent - oto najbardziej widoczne centra tego regionu. Rozumie się, w Europie były jeszcze Genua i Wenecja, i wiele "tłustych lat" przed nimi, ale Historia podąży już innymi drogami. Nawiasem mówiąc, i dziś w Unii Europejskiej jądro "Europy pierwszej prędkości" tworzy wspomniany trójkąt.
Dalej - Lewant z centrum w Konstantynopolu: zachód Azji Mniejszej, Bałkany i północne wybrzeże Afryki przykładowo do dzisiejszej Al Dżaziry (Algier).
Na południe od Lewantu - makroregion, tworzony przez Egipt i połowę Półwyspu Arabskiego. Centrum siły - Kair. Na wschód (południowy wschód) do świata Lewantu rozpościera się terytorialnie niewielki, ale, chyba, najbogatszy i najważniejszy spośród ówczesnych makroregionów - Bagdadzki. Obecnie, w końcu II tysiąclecia n.e., ten region również posiada ogromne znaczenie polityczno-gospodarcze, które zawiera się w magicznym słowie "ropa". W początkach tysiąclecia podstawą potęgi świata bagdadzkiego były, naturalnie, nie ropa szejków i armia Saddama Husajna, a wysoki poziom rozwoju wytwórczości i handlu, bogactwo rządzącej dynastii i kupców, niezliczonych Sindbadów Żeglarzy.
Lewantyński, Bagdadzki i Egipski makroregiony leżały na drodze z zachodu na wschód, ze świata śródziemnomorskiego - na Ocean Indyjski. Każdy z regionów posiadał swój "korytarz" na wschód. Położony najbardziej na północ, lewantyński:
Morze Egejskie - Morze Czarne - "drogi Hazarów" - Azja Środkowa (Szlak Jedwabny); Syria - Mezopotamia - Zatoka Perska. Stąd można było płynąć morzem aż do Chin, a można było "odnogą bagdadzką" Szlaku Jedwabnego przez Hamadan, Merw trafić do Azji Centralnej - Buchary, Ferganu, Kaszgaru - i ruszać do Chin drogą lądową. Na koniec, korytarz południowy: Nil - Morze Czerwone i "wiatr po morzu gna i stateczek popycha" (w stronę Indii).
Ten, kto władał "korytarzem" czy, tym bardziej, "korytarzami", kontrolował strumień towarów i ludzi i niemal automatycznie obejmował władzę nad makroregionem. I na odwrót, każdy pretendent do władzy od samego początku usiłował przejąć kontrolę nad "korytarzami".
W ten sposób, względnie niewielki obszar (kwadrat, którego wierzchołki tworzyły tworzyły Południowe pobrzeże Morza Czarnego i północne wybrzeża Zatoki Perskiej, Morza Kaspijskiego i Morza Czerwonego) okazywał się złotym w bezpośrednim sensie słowa, Złotym Kwadratem, a czasem - Złotym Rombem. I nie przypadkowo ta strefa "korytarzy" była stałym miejscem powstawania systemów typu imperium, i walk pomiędzy nimi. Przy czym w walkach chodziło o to, żeby opanować wszystkie trzy "korytarze", stać się Posiadaczem wszystkich korytarzy czy, przynajmniej, środkowego i południowego.
Walka o drogi-korytarze zaczęła się znacznie wcześniej, zanim historyczne obszary, którymi chciano zawładnąć, ukształtowały się jako stabilne regionalne systemy wymiany (i wytwórczości). Ani jednemu państwu nie udawało się ustanowić wystarczająco efektywnej i długotrwałej kontroli nad trzema korytarzami naraz, nad całym Złotym Kwadratem. Komuś tam udawało się kontrolować dwa korytarze z trzech. Ale najczęściej funkcjonowała zasada "jeden korytarz - jedno państwo".
Trudno powiedzieć, czy słynna wojna dawnych Egipcjan z Hetytami z końca XIV w. p.n.e. z nie mniej słynną bitwą pod Kadesh'em (1312 r. p.n.e.), w której spotkali się faraon Ramzes II i cesarz Muwatalli, spowodowana była właśnie walką o "korytarze", ale co najmniej jeden "korytarz" był przedmiotem starcia.
Na rubieży VIII-VII ww. p.n.e. Asyria usiłowała ustanowić kontrolę nad "korytarzami" środkowym i południowym, ale mówiąc poważnie, bez powodzenia. Większy sukces odnieśli Persowie, którzy zamienili Asyryjczyków w roli hegemona bliskowschodniego świata. Nie tylko zawładnęli środkowym i południowym "korytarzem", ale i próbowali kontrolować północny, rozbiwszy się jednak o scytyjsko-grecką "ścianę". I mimo to właśnie Persowie jako pierwsi ogłosili "trókorytarzową hegemonię". Jeszcze dalej poszedł Aleksander Macedoński. Ten nie tylko włączył wszystkie trzy drogi w jedną strukturę imperialną, ale spróbował również zawładnąć doliną Indusu. Jednak wszystko to trwało jedną historyczną chwilę i runęło. Hellenistyczne monarchie, powstałe w rezultacie wojen diadochów, prawie dokładnie pokrywały się z trzema "korytarzami", a wojna która wybuchła pomiędzy Ptolemeuszami (Lagidami) i Selewkidami toczyła się, w gruncie rzeczy, o kontrolę na drogami łączącymi dwie części Starego Świata, dwie części Eurazji.
Nawet Imperium Rzymskie nie zdołało ustanowić długotrwałej i skutecznej "trójkorytarzowej hegemonii" - Partowie, a po nich Sasanidzi pozbawili ich środkowego (mezopotamsko-perskiego) "korytarza". Arabski kalifat również jakiś czas kontrolował dwa spośród trzech "korytarzy". Jednak z utratą jedności skończyła się i "dwukorytarzowa hegemonia". Interesujące, że rozłam kolejny raz dokonał się wzdłuż linii "korytarzy", przeciwstawiając Bagdad Kairowi jako dwu "kontrolerów" różnych dróg.
W ten sposób, osią "wojny światów" na styku Europy i Azji, u "gardła Azji" była walka o "korytarze". I jeśli popatrzymy na wieki XIX-XIX, to ujrzymy, że nawet w epoce kapitalistycznej, od egipskiego pochodu Napoleona i kwestii wschodniej z wojną krymską po kryzys sueski i wojny w Zatoce Perskiej, bardzo ważna oś światowej polityki przechodzi tam, gdzie dostrzegli ją Persowie dwa i pół tysiąca lat temu. Regionalne konstrukcje i figury geometryczne są bardzo trwałe, i nawet jeśli złoto Złotego Kwadratu jest nie koloru złotego, a czarnego, sam kwadrat kontynuuje swoje istnienie.
Andriej Fursow,
Dyrektor Instytutu Historii Rosji Rosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Humanistycznego (Moskwa)
Opublikowano w: Rosyjski Żurnal Historyczny. Tom 1, No 4, Jesień 1998 pod tytułem Centralność Azji Środkowej: długofalowe spojrzenie na miejsce w Azji Centralnej w makroregionalnym systemie Starego Świata
Spojrzenie na miejsce w Azji Centralnej - 2
Ale powróćmy do przeszłości, do naszego okresu "wspomnień o przyszłości". Trzy "korytarze", o których mowa, otwierały drogę do dwóch innych makroregionów - Oceanu Indyjskiego, Al Hind (szlakiem przez Oman i Maskat) i centralnoazjatyckiego (przez Hamadan), a nimi leżał region Dalekowschodni, czy, jak powiedziałby F. Brodel, "chińska stanowiąca własny świat gospodarka" - ogromna, rozciągnięta z północy na południe elipsa, obejmująca Wschodnie i Południowe Chiny z Morzem Żółtym i Południowochińskim, całe Indochiny, wyspy - Sumatrę, Jawę i Kalimantan.
Będąc jednym z kilku makroregionów, Azja Centralna w tym samym czasie różniła się od wszystkich innych razem wziętych (wszystkie one miały więcej wspólnego ze sobą, niż z ową Azją) i przeciwstawiała się im w bezpośrednio i w przenośni. Wszystkie wyżej wymienione makroregiony były morskimi czy przymorskimi i rozciągały się w Przybrzeżnym Pasie Eurazji i Afryki. Azja Centralna była strefą kontynentalną, Hearterlandem. Gdyby obrócić mapę i spojrzeć na nią nie pod zwyczajnym kątem widzenia - z południa na północ, a na odwrót, z północy na południe, tak, żeby Chiny, Indie, świat muzułmański i Europa okazały się oddalonymi od obserwatora krajami, wówczas centralna pozycja i "rola jakby serca" makroregionu Azji Środkowej, a także to, że, po pierwsze, przez nią prowadzi jedyna droga łącząca Daleki Wschód i Daleki Zachód kontynentu, oraz to, że, po drugie, regularnie wyrzucała na obrzeża nadmiar demograficznej "spermy", - wszystko to stanie się jasne i oczywiste.
Jeszcze jedna różnica - rozmiary, terytoria. Terytorialnie Azja Środkowa przewyższa każdy z wymienionych wyżej makroregionów. Z zachodu na wschód ciągnie się od Morza Czarnego do Żółtego; jej północna granica przechodzi, to podnosząc się, to opadając, przykładowo pomiędzy 50-tym i 45-tym równoleżnikiem, nieco powyżej Amuru skręcała na południe, do Morza Żółtego. Jej południowa granica odchodzi od tego morza, wijąc się pomiędzy równoleżnikami 30-tym i 35-tym i włączając Północne Chiny, Tybet, Azję Środkową, część Północnego Afganistanu, Północny Iran i kawałek północno-wschodu Azji Mniejszej. Elipsa, przez którą przebiegał słynny Szlak Jedwabny, kończy się w Konstantynopolu.
Jeszcze jedna osobliwość makroregionu w porównaniu z podobnymi Pasa Przybrzeżnego - obecność ludności koczowniczej świata stepów i półpustyń, gotowej do zaborów, tworzenia "koczowniczych imperiów", żyjącej kosztem "zdalnej eksploatacji" osiadłych sąsiadów i kontroli nad handlem karawanowym (tzn. na sposób, który R. Lain nazwałby protection land ).
Połączenie ogromnych przestrzeni z wojowniczą i jednocześnie "przepływającą" ludnością czyniło Azję Centralną szczególnie trudnym do kontroli regionem. Wielkie koczownicze imperia rzadko kontrolowały całą Azję Centralną, choć tendencja do rozszerzania podlegającego im obszaru w toku historycznego procesu jest zauważalna. Jeśli porównamy "szczytowe", najbardziej znane państwa koczownicze w momencie ich największej potęgi (Hunów w III - początku II w. p.n.e., turecki kaganat w VI w. n.e. i Ih Mongoł Ułus w XIII w.), oczywisty stanie się ich wzrost. Jednak długość efektywnej kontroli nad Azją Centralną, przedłużania rzeczywistej jej kontroli była niewielka. Historycznie najdłuższe (50-60 lat) okresy kontroli nad maksymalnie dużą częścią tego regionu oikumene zademonstrowali: Wielkie Państwo Mongołów w XIII w. (powiadano, że w połowie XIII wieku obwieszona złotymi klejnotami dziewczyna mogła przejść od Morza Żółtego do Morza Czarnego, nie obawiając się ni o klejnoty, ni o swoją cześć, - tak wielka była siła porządku, ustanowionego przez Mongołów, - za pomocą strachu, oczywiście); Rosja w drugiej połowie XIX - początku XX w.; CCCP w XX w. Jeśli weźmie się razem Rosję i CCCP, otrzyma się około 120 lat - światowy rekord kontroli nad tak turbulentnym regionem.
Owa turbulentność, objawiająca się po długiej przerwie już w naszych czasach, zasługuje na szczególną uwagę, jednak wrócę do tego nieco później, a teraz - o Wielkim Państwie Mogołów XIII w. - Ih Mogoł Ułs (Ihe Mogoł Ułus), która stała się swoistym chronologicznym wododziałem w historii Eurazji. Po niej historia większości makroregionów Eurazji potoczyła się inaczej, a jeśli mówić o Rusi, miała tu po prostu miejsce zmiana jakościowa, dalekim, ale logicznym skutkiem której stało się powstanie tego, co wspólnie z J. S. Piwowarowem nazwaliśmy Systemem Rosyjskim. Przede wszystkim, analogicznie do Złotego Pałacu (Ałtyn Ordon - Złota Orda) można byłoby mówić o Rosyjskim Pałacu (Oros Ordon), ale to już kwestia gustu.
Prawda, nie wszyscy badacze, przynajmniej w ostatnich latach, skłonni są przydawać aż tak duże znaczenie roli Wielkiego Państwa Mongolskiego w historii Azji Centralnej, Azji i Eurazji. Na przykład, F. Tabak (USA) uważa, że istnienie i ekspansja Imperium Mogołów same z siebie nie były czynnikiem konstytuującym porządek regionalny i ponadregionalny. W samej rzeczy oni byli tylko elementem, przy czym nie pierwotnym, wielkoskalowego kompleksu zmian, który się zaczął od rozkwitu Pax Islamica i był nimi uwarunkowany.
Podchodząc do oceny wiekowych trendów rozwoju Eurazji z punktu widzenia ekologii i gospodarki (przede wszystkim gospodarki rolnej), Tabak podkreśla, że drogi rozprzestrzeniania się islamu pokrywały się z rozprzestrzenieniem się poza granice tropików i subtropików nowych kultur (trzciny cukrowej, bawełny, cytrusów), nawyków wytwarzania oraz form działalności gospodarczej. W tym sensie, uważa on, Pax Islamica w latach 1000-1250 przygotował glebę dla Pax Mongolica i związanych z nim zmian dokonanych w latach 1250-1450.
Mongolski najazd, tak jak go widzi F. Tabak, sprzyjał temu oto, że ludność zaczęła aktywnie zagospodarowywać wyżyny i góry. Strumienie ludności i działalności gospodarczej podążały do granic wododziałów, wszędzie dokonywały się przemieszczenia centrów aktywności gospodarczej - od "chińskiego Wschodu" po "frankoński Zachód". Tak, europejski środek ciężkości gospodarczej w rezultacie istnienia Pax Mongolica i jego roli w charakterze kontynuatora misji gospodarczej Pax Islamica wobec Zachodu przeniósł się znad Elby na wewnętrzne równiny Szampanii, Kastylii i Azji Środkowej, a w przypadku obszarów położonych na wschód od nich - w rejony wyżynne; w Chinach centrum to przeniosło się na wschód. Modernizacje, o których mowa, naruszyły polityczną równowagę, ustanowioną przed "mongolskim epizodem", i w ostatecznym rozrachunku zwróciły się przeciwko samym Mongołom (i koczownikom w ogólności), doprowadzając ich do polityczno-gospodarczej marginalizacji w całej Eurazji.
Rozważania Tabaka budzą ciekawość, jednak, moim zdaniem, wątpliwe jest sprowadzanie całego historycznego znaczenia powstania Wielkiego Państwa Mogołów i funkcjonowania Pax Mongolica do gospodarki czy, jeszcze bardziej zawężając, do gospodarki rolnej i rozprzestrzeniania się kultur rolnych. Nawet gdyby ograniczyć się do gospodarki, to prócz gospodarki rolnej można zobaczyć znaczące modernizacje w systemie handlowym Eurazji, uwarunkowane "mongolskim epizodem". Rzecz o handlu karawanowym na Szlaku Jedwabnym.
Rozpoczynając funkcjonowanie w końcu II tysiąclecia p.n.e., w zasadzie eurazyjski handel na Szlaku Jedwabnym istniał, tak czy inaczej, prawie zawsze. Były, jednak, okresy jego wielkiej intensywności i organizacji oraz mniejszej. Na przykład, w okresie czterystu lat pomiędzy II w. p.n.e. i II w. n.e., kiedy to na dalekich wschodnim i zachodnim kresach Eurazji istniały potężne struktury - Republika Rzymska (później imperium) i Imperium Hań, handel był intensywny i bardziej lub mniej uporządkowany. Droga prowadziła z Chin przez południową strefę koczowania Hunów i podporządkowanych im plemion w stronę Zapadliny Turfańskiej przez Usuń i Kangiuj, a dalej omijała Morze Kaspijskie od północy, czy od południa, gdzie względne bezpieczeństwo gwarantowało istnienie Partii.
Runęły Rzym i Hań, rozpoczęła się wędrówka ludów, i handel na Szlaku Jedwabnym (wraz z samym szlakiem) stał się ograniczony do wybranych stref, w skrajnym przypadku, w porównaniu z okresem poprzedzającym. Następnie powstanie tureckiego kaganatu
(lata 552-745 - tłum.) i chińskiej dynastii Tang na dwieście, a to i na trzysta lat ożywiły Szlak Jedwabny z jego handlem karawanowym. Choć i nie aż tak, żeby, na przykład, nie rozkwitał transport morski ze strefy arabskiej indooceanicznego makroregionalnego systemu do systemów indyjskiego i Al Hind.
A oto utworzenie jednego wszechstepowego imperium mongolskich chanów po raz pierwszy włączyło ogromną część Szlaku Jedwabnego w ramy jednego państwa (czy - po jego upadku - w system współpracujących spadkobierców-ułusów). W rezultacie Szlak Jedwabny stał się omal "automatem do handlowania", aż tak, że w wiekach VIII-XII znaczenie handlu morskiego pomiędzy Zachodem i Wschodem po raz pierwszy zmalało. To nie znaczy, że handel morski szlakiem Sindbada Żeglarza zupełnie zamarł, wcale nie. Jednak zjednoczenie przez Chingiz Chana eurazyjskich stepów, umożliwiając bezpieczną drogę lądową od Morza Czarnego po Morze Żółte, doprowadziło do istotnego względnego spadku znaczenia indooceanicznego handlu morskiego.
I na odwrót, kiedy rozpad ułusów-spadkobierców w Iranie i Chinach (można powiedzieć, w połowie XIV w.), a następnie ogólnoeurazyjskie wstrząsy (Czarna Śmierć, wojny Tamerlana z Złotą Ordą) naruszyły transkontynentalny "mongolski" szlak lądowego transportu handlowego, wymiana handlowa wewnątrz eikumene na wielkie odległości (przykładowo od roku 1400) w przeważającej części znów zaczęła odbywać się drogą morską, i wiek XV stał się maksimum (drugim, ale już nie tyle arabskim, co indyjskim) rozwoju handlu morskiego przez Ocean Indyjski. No a żeby zakończyć temat, przypomnę: kolejny cios eurazyjskiemu handlowi lądowemu zadały wschodnioindyjskie kompanie dzięki lepszej organizacji handlu i zmniejszeniu w związku z tym opóźnień oraz cen na towary (N. Steengard mówi nawet o upadku handlu karawanowego w rezultacie rewolucji handlowej w Azji w XVII w.).
W odróżnieniu od F. Tabaka, I. Wallerstein i J. Abu-Ługod
(??? - tłum.) przyznają "mongolskiemu epizodowi" w historii Eurazji centralne znaczenie. W schemacie Abu-Ługod Pax Mongolica w postaci Wielkiego Imperium Mongołów zajmuje miejsce centralne. Zgodnie z Abu-Ługod, w Eurazji pomiędzy rokiem 1250 i 1350 istniał system światowy, składający się ze wzajemnie oddziałujących na siebie makroregionów, jego centrum (sercem) był Bagdad, systemem krwionośnym - Szlak Jedwabny, a kręgosłupem - Imperium Mongołów. Runęło imperium - złamał się jego kręgosłup, zniknął system światowy, i mianowicie to jakby oczyściło drogę do powstania europejskiego kapitalistycznego systemu światowego. Tak od upadku Wielkiego Państwa Mogołów odznacza się linia genezy kapitalizmu w Europie Zachodniej. Przy czym jeśli u Abu-Ługod linia ta nie posiada bezpośrednio kauzalnych jakości (nie ma tu miejsca na analizę koncepcji Abu-Ługoda, jest w niej wiele niedokładności i naginania, uwarunkowanych politycznie nagromadzonym dążeniem autorki
("autoressa" - autorka, tak jak "poetessa" - poetka, ale tu wygląda to na slang (tak myślę); w słownikach czegoś takiego nie ma. Feministki miałyby tu pole do popisu:) - tłum.) do przeciwstawienia nieegalitarnego i nieeksploratorskiego systemu światowego światowemu systemowi z centrum w Bagdadzie - czytaj: system arabski - systemowi europejskiemu kapitalistycznemu, choć w rzeczy samej kapitalizm europejski jest w pełni wytłumaczalny i bez rozbicia Imperium Mongołów, tu Abu-Ługod sprzeciwia się heurystycznej regule znanej jako "brzytwa Ockhama"), to sam I. Wallerstein w swoim zrozumieniu genezy kapitalizmu w Europie Zachodniej stara się naznaczyć tę linię właśnie kauzalnymi jakościami. Porównując (przede wszystkim, całkowicie mechanicznie i powierzchownie) upadek Imperium Rzymskiego w III-IV wieku n.e. i średniowiecznej Europy w wiekach XIV-XV, przywodzi następujące składowe wspólne dla obydwu przypadków: upadek klasy rządzącej (właścicieli niewoników i seniorów), upadek państwa, - upadek zorganizowanej religii. Wszystko takie samo, poza jednym: upadkowi średniowiecznego Zachodu, w odróżnieniu od podobnego w antyku, towarzyszył, uważa Wallerstein, upadek międzynarodowego handlu, tzn. handlu na Szlaku Jedwabnym, uwarunkowanego (o upadku) rozpadem Wielkiego Państwa Mogołów. To, zdaniem Wallersteina, z jednej strony, osłabiło Europę, z drugiej - zmusiło ją do skoncentrowania się na sobie - "Europa się ześrodkowuje", i rezultatem ześrodkowania-koncentracji stało się powstanie kapitalizmu. Innymi słowy, kapitalizm powstaje jako rezultat zmiany średniej koniunktury gospodarczej (conjoncture), uwarunkowanej upadkiem eurazyjskiego handlu, który swoją koleją rzeczy został wywołany przez rozbicie Imperium Mongołów w Azji Centralnej.
Nie miejsce tu dyskutować schemat Wallersteina, wiele w nim jest, niestety, jak to się mówi, "naciągania", żeby tylko poradzić sobie z zadaniem nierozwiązywalnym: udowodnić, z jednej strony, że kapitalizm ("tworząca swój świat kapitalistyczna gospodarka") powstał właśnie w XVI w., nie wcześniej; z drugiej - uniknąć objaśniania przebiegu tego procesu w skali długoterminowej (co wymagałoby zabiegów teoretycznych, odnośnie których prezentowany model świata gospodarki kapitalistycznej wykazuje słabości), ograniczając się do uwarunkowań stwarzanych przez koniunkturę. W tym-to miejscu na pomoc przychodzą zbawcy-Mongołowie, "ojcowie" (tak to wychodzi w logice Wallersteina) ekonomicznej koniunktury XIV-XV ww. Powtarzam: nie miejsce tu roztrząsać argumentację założyciela podejścia światowo-systemowego, ograniczę się do jednej tylko uwagi mieszczącej się w porządku historycznym, stawiającej, moim zdaniem, pod wątpliwość cały jego schemat.
Rzecz w tym, że upadek eurazyjskiego handlu lądowego miał miejsce nie tylko w wieku XVI, ale i w wiekach III-IV n.e. (i to jaki! Ł. N. Gumilew w prostocie swoich konstrukcji nawet odebrał temu upadkowi, jakoby uwarunkowanego plagą jedwabnego robaka w Chinach, rolę socjohistorycznego terminatora Imperium Rzymskiego; trzeba dodać, jego sposób rozumowania bardzo przypomina wallersteinowski), jednak żaden kapitalizm w tym czasie na Zachodzie, na ruinach antycznego niewolniczego ustroju nie powstał, choć, według Wallersteina, powinien był powstać. Zatem może rzecz nie w handlu, a w różnicach pomiędzy ustrojami antyczno-niewolniczym i feudalnym? Przede wszystkim, to już inny temat.
Choć koncepcje Abu-Ługod i Wallersteina (w niektórych punktach bardzo podobne) nie robią na mnie wrażenia, wspomniałem je ze względu na dwa powody. Po pierwsze, żeby ukazać zainteresowanie Azją Centralną przedstawicieli nawet historycznego globalizmu, i to znaczenie, jakie przypisują oni regionowi w swoich rozumowaniach (świadomie nie wspominam tu Eurazyjczyków; to oddzielna i zupełnie oddzielna dyskusja); po drugie, żeby zademonstrować inne, niż schemat Tabaka, koncepcje, kontrastujące z jego wąsko gospodarczym i wąsko ekologicznym podejściem. Tabak prowadzi rozważania w sposób interesujący, ale tak, że, po pierwsze, jakby ekspansjami Pax Islamica i Pax Mongolica wyczerpywała się "dokapitalistyczna" historia Starego Świata: że, po drugie, Pax Islamica powstał jakby na "białej kartce", a nie był jednym z ostatnich rezultatów głębokiej przebudowy Eurazji VII-VIII ww., po trzecie, jakby przed Wielkim Państwem Mongołów i [okresem - tłum.] Wielkiego Stepu nie było wielkich imperiów koczowniczych. W rzeczy samej były i imperia (Ih Mongoł Ułs był ostatnim, najbardziej znanym i, oczywiście, największym w ich półtoratysiącletnim porządku), i Pax Islamica był tylko elementem i konsekwencją, ale w żadnym razie nie pierwszą przyczyną wielkoskalowych i długotrwałych reformacji Eurazji (jeśli tylko nie patrzeć na te ostatnie poprzez pryzmat rozpostrzeniania się kultur rolniczych).
Rzeczywiście, państwo Chingiz Chana zamknęło, zakończyło historyczny poczet wielkich stepowych imperiów Azji Centralnej: Hunowie, Sirbi (Xianbei), Orda Żonżonów, Kaganat Staroturecki i Kaganat Ujgurski, państwo Kubiłaj Chana i, na koniec, Mongołowie. Przy tym we wszystkich tych tworach obecne były elementy turecki i mongolski, w jednych, jak pozwalają przypuszczać badania, panował (w skrajnym przypadku, w rządzącej elicie) element turecki (Hunowie, Kaganat Turecki, Wschodni), w innych - mongolski (Sirbi (Xianbei). Orda Żonżonów, Kitanowie). W funkcjonowaniu tych koczowniczych struktur zwraca uwagę, co najmniej, kilka, chciałoby się rzec, prawidłowości, ale ograniczę się do bardziej skromnego określenia, którym posługiwał się N. D. Kondratiew, - regularności.
Pierwsza. Choć nie można mówić o ścisłym rozgraniczeniu, z pewną dozą uproszeń, zgrubnego ukazania sytuacji można powiedzieć, że podczas gdy twory z "mongolskim jądrem" najczęściej dążyły do bezpośredniego zawojowania terytoriów, struktury koczownicze posiadające "jądro tureckie" dążyły do modelu zdalnej eksploatacji (daniny) i systematycznej kontroli-dojenia Szlaku Jedwabnego.
Druga regularność. Państwa z turecką składową konstytuującą (klanem, związkiem klanów) powstawały tak: silny ród forsował dojście do władzy swojego człowieka, i ten stawał się założycielem koczowniczej elity. Państwa z konstytuującą składową mongolską tworzone były przez silnego człowieka (Tanszyhaj u Sirbi i, oczywiście, Temudżin - Czyngiz Chan - u Mongołów), który brał władzę sam i w dalszej kolejności wprowadzał do niej swój ród, wcale nie wyróżniający się do tego czasu szczególną siłą.
Obie te regularności są ze sobą powiązane i, oczywiście, uwarunkowane nie przynależnością etno-językowo-rasową tego czy innego koczowniczego ugrupowania czy szczególnymi cechami o charakterze etnicznym. Rzecz, jak sądzę, w czym innym - w historycznych uwarunkowaniach walki o panowanie nad Azją Centralną w IV-III ww. p.n.e., w konfrontacji tureckojęzycznych i mongolskojęzycznych klanów (rodów) w walce o przywództwo. Zgodnie z chińskimi kronikami (przetłumaczonymi przez N. D. Wiczurina, którego już w czasach sowieckich poprawił S. W. Taskin), po pierwsze, w tej walce grupy mongolskojęzyczne (przodkowie Sirbi) doznały klęski zadanej przez grupy tureckojęzyczne, które stały się jądrem państwa Xiongnu, i zmuszone były przenieść się w tereny górzyste by tam szukać ocalenia; po drugie, cios był tak silny, że w jakimś tam stopniu zdezintegrował ich społeczną organizację. W kronikach mówi się, że po ewakuacji przestali wybierać wodzów. Widać, mowa tu o wodzach plemiennych i można wnioskować, że rzecz idzie o fragmentacji plemion na klany, osłabienie ostatnich. Zaryzykuję twierdzenie, że właśnie ten epizod stał się swoistym punktem zaburzenia, który zdeterminował kierunki dalszego rozwoju "mongolskiego" i "tureckiego" modelu formowania państw koczowniczych oraz różnic pomiędzy nimi. Skąd wiedzieć, czy "mongolska strategia" (zabór) nie jest uwarunkowana dążeniem do kompensacji słabości rodu, uzyskania dodatkowego oparcia i legitymizacji, których nie całkiem starczało z powodu pewnego rozmycia rodowej organizacji, spowodowanego klęską. Od razu trzeba powiedzieć, to - hipoteza robocza, wymagająca sprawdzenia, weryfikacji/falsyfikacji.
Co się tyczy Wielkiego Państwa Mogołów, powstałego w rezultacie podbojów ("strategia mongolska") i już na tej podstawie gwarantującego sobie kontrolę i pobieranie myta, otkatu ("protection rent") w postaci danin, w tym i z handlu na Szlaku Jedwabnym ("strategia turecka"), to jego spadkobiercy, ułusy, podzielili pomiędzy siebie "strategiczną spuściznę". Mongolska dynastia Yuan i Ilchany zajęły Iran bezpośrednio (strategia bezpośredniego podboju), a Złota Orda, rozciągnięta w strefie stepowej, realizowała w stosunku do Rosji model zdalnego panowania i eksploatacji. Zaryzykuję założenie, że i ułus Czagataja, gdyby miał jakiś obiekt do podboju, to, najprędzej, realizowałby model zdalny. Wskutek tego Tamerlan, utworzywszy swoje efemeryczne państwo (pożegnalny pokłon Azji Centralnej światu), swoimi pochodami realizował obie strategie, o których mowa, kombinując ich elementy. Tamerlan prowadził systematyczne pochody we wszystkie strony świata (być może, jedynie "skok na Północ" go nie interesował), grabił, ale po tym wszystkim wracał do siebie - "dystans - podbój - dystans".
Choć chan Tamerlan swoimi pochodami przykładał się do zniszczenia i utraty jedności tego, co tworzył wielki chan Czyngiz, "mongolski epizod", sam z siebie, przez własną inercję, stał się jednym z czynników, obiektywnie pracujących na rzecz wzmocnienia jedności Eurazji, Starego Świata. Tak, oczywiście, koczownicze podboje niszczyły ludność i rujnowały gospodarkę, miasta, niekiedy - bezpowrotnie. Jednak bezpowrotnie - rzadko, a i nie należy przeceniać niszczycielski demograficzny i gospodarczy efekt podbojów. Badania pokazują, że ludność odtwarzała się w czasie życia dwu pokoleń (40-50 lat); w analogiczny sposób rzecz miała się z gospodarką. Do tego trzeba pamiętać, że, pomimo wszystko powiedziane, koczownicze podboje były następstwem dokonanego już osłabienia opartych na gospodarce osiadłej państw przybrzeżnych i strefy pomiędzy nimi i Azją Centralną, Heartlandem.
Pośrednio, (a w niejednym nawet bardziej, niż pośrednio) Pax Mongolica jako wyższe stadium samorozwoju Azji Centralnej odegrał swoją rolę w następującej po nim synchronizacji zjawisk kryzysowych XVI i szczególnie XVII wieku, które objęły wszystkie regiony Starego Świata. Wyjściem z kryzysu stało się - w różnych częściach Eurazji - powstanie albo jakościowo nowych systemów (Kapitalistycznego i Rosyjskiego) na obszarze opanowanym przez chrześcijaństwo, albo wielkich imperiów (Sasanidzi w Iranie, Wielcy Mogołowie w Indiach, Qing w Chinach, Tokugawa w Japonii) na obszarze "niechrześcijańskim".
To właśnie Imperium Rosyjskie i Imperium Qing - "dzieci" kryzysu wieków XVI-XVII - umieściły koczowników jak w imadle, stopniowo zgniatając ich, wzmagając presję. Presja doprowadziła nie tylko do tego, że Azja Centralna przekształciła się w "cmentarz koczowniczej państwowości", w ogóle przestała stanowić wojskowe zagrożenie dla osiadłych sąsiadów. Nie mogło to nie nieść poważnych, daleko idących konsekwencji. W sytuacji, kiedy koczownicy po raz pierwszy od wielu stuleci okazali się pod względem techniczno-wojskowym i organizacyjno-politycznym słabsi od ludów osiadłych i nie byli w stanie dłużej panować nad nimi, przed koczowniczymi społeczeństwami Azji Centralnej stanęło pytanie: co robić z 40-50% ludności męskiej? W samym koczowniczym pasterstwie, przy uwzględnieniu jego specyfiki i elastyczności podziału pracy pomiędzy płciami (znaczną część prac wypełniają kobiety i dzieci, mężczyźni przede wszystkim przeganiają i pilnują bydło, polują, dokonują zajazdów na sąsiadów), ta siła robocza jest niepotrzebna. Dawniej, w wielowiekowej epoce panowania państwa koczowników nad ludami osiadłymi, wymienione 40-50% ludności męskiej wypełniało swój czas roboczy (właśnie tak) w działalności wojskowej. W wiekach XVI-XVII taka możliwość znikła. Mongolia znalazła rozwiązanie problemu "pracy" dla zbędnej z punktu widzenia gospodarki, wytwórczości, problemu, grożącego w razie jego nierozwiązania krwawymi konfliktami. Stał się nim lamaizm; lamaistyczne klasztory "przejęły" około 40% ludności męskiej, gwarantując im nieprodukcyjną, ale socjokulturowo (w skrajnym przypadku, co najmniej, oficjalnie) wysoko cenioną formę niegospodarczej aktywności. Właśnie tym i właśnie tak - na makrospołecznym poziomie objaśnia się "zagadka lamaizmu", w pewnym sensie koła ratunkowego nagle rzuconego w stan pasywności gospodarczej znacznej części koczowników, pozbawionych możliwości realizowania "wolnego czasu roboczego" poprzez zewnętrzną ekspansję i panowanie nad ludami osiadłymi.
Mongołowie zetknęli się z lamaizmem jeszcze w czasach Czyngiz Chana, wtedy jednak nie był on im potrzebny. Jak zauważył B. J. Władimircow, lamaizm - to religia pokonanych. W czasach Czyngiz Chana Mongołowie byli zwycięzcami, byli przyczyną kryzysu i frustracji Starego Świata, a nie na odwrót, i wtedy lamaizm był im niepotrzebny. W wiekach XVI-XVII sytuacja zmieniła się.
Dziś, w sytuacji naszego kryzysu (końca XX w.) kryzysu, historycznie, wychodzi na to, symetrycznego do kryzysu na "wejściu" (XVI-XVII ww.) w epokę kapitalistyczną, presja na Azję Centralną osłabła, szczególnie z Północy. Pax Mongolica - odległa przeszłość, i próba odrodzić go (i Eurazję na jego fundamencie) za pośrednictwem "strategii Ungerna" była, co widać ze wszelkich oznak, ostatnią - przemienioną w farsę - feerią
W swojej historii Azja Centralna nie raz doświadczała metamorfoz. W czasie prawie trzech tysiącleci obiektywnie była źródłem-epicentrum najbardziej wielkoskalowych zmian w Starym Świecie. Przy tym, jednak, sama z siebie aż po epokę mongolską była czynnikiem regionalnym, zaś jej maksymalnym osiągnięciem był kaganat turecki. Formalnie jego naturalną "granicą" na Zachodzie było Morze Czarne, jednak w rzeczywistości było to zupełnie co innego, niż w Wielkim Państwie Mongołów. Do tego już w IX-XII ww., co najmniej południe i zachód Azji Centralnej były najprędzej socjokulturowymi peryferiami Pax Islamica, a wschód - takąż Pax Sinica. Na miejscu Tabaka obowiązkowo zaznaczyłbym, że pojawienie się Pax Islamica po raz pierwszy naruszyło socjokulturową jednolitość Azji Centralnej, doprowadzając do islamizacji znacznej jej części i, w ten sposób, do utworzenia socjokulturowego pęknięcia.
Powstanie państwa Czyngiz Chana po części zmieniło tę sytuację na dwa z górą stulecia. Pod względem socjokulturowym wielkim mongolskim chanom zaledwie na kilka dziesięcioleci udało się "zaszpachlować" socjokulturowe pęknięcie: przyjęcie islamu przez kaganaty Il i chanów Złotej Ordy potwierdziło ideowe panowanie islamu w zachodniej i południowej częściach Hearthlandu. Przyjąwszy odpowiedni punkt widzenia można stwierdzić, że pozbywszy się sowieckiego imperialnego spadku, dzisiejsze kraje Azji Centralnej - byłe republiki CCCP - pozbywają się również pamięci imperialnej tradycji mongolskiej, i dosłownie powracają do okresu IX-XII ww. Południe Azji Centralnej - Tybet - należy do Chin; w stanie zawieszenia pozostaje Mongolia. Nie będąc już Kontrolerem Eurazji i pozbywszy się Kontrolera nad samą sobą, Azja Centralna przekształca się w turbulentną peryferię, "szarą strefę" późnokapitalistycznego świata. Sic transit gloria mundi.
Spojrzenie na miejsce w Azji Centralnej - 3
Niemiła dla sąsiadów potencjalna i rzeczywista turbulentność strefy środkowoazjatyckiej stała się szczególnie widoczna dziś, gdy z rozpadem Związku Sowieckiego, kiedy dosłownie "zniknął dach" na Dachu Świata, tzn. na Pamirze, w Tadżykistanie; kiedy po wyjściu wojsk sowieckich z Afganistanu wojna otrzymała tam wręcz nową pożywkę. Kiedyś również bardzo wiele działo się w Azji Centralnej. Przy całej powierzchowności historycznych analogii nie mogę nie zauważyć, że, niechby i zewnętrznie, obecna, po rozpadzie CCCP, sytuacja w Azji Centralnej przypomina tę, jaka w ciągu kilku dziesięcioleci powstała po rozpadzie Wielkiego Państwa Mongołów, kiedy jedne państwa-następcy (Chiny dynastii Yuan, Iran chanów Il) osłabły, inne (Złota Orda, Ułus Czagataja) praktycznie rozpadły się na kilkadziesiąt księstw, związków plemiennych, sułtanatów i kaganatów, toczących ze sobą wojny. W końcu XIV w. Tamerlan, zdoławszy oprzeć się na części ludności byłego ułusu Czagataja, poczyni ostatnią zwieńczoną powodzeniem, ale bardzo krótkotrwałą próbę utworzenia silnego scentralizowanego państwa, po czym nastaje świat mozaikowy, który dotrwa do wieku XIX - dopóki Rosjanie, Chińczycy i Anglicy nie wyciągną rąk po "mozaikę" i ułożą ją w bardziej odpowiadający im ornament.
Przyjdzie czas, i ze Wschodu odejdą Anglicy. Minie jeszcze jakiś czas, i rozpadnie się CCCP. Byłe republiki Azji Środkowej stają się niezależnymi państwami, przy czym niektóre z nich Historia od razu "przeznaczy na przemiał", i rozpadną się na strefy wpływów klanów czy nawet struktur kryminalnych.
O co walczył stary Suchow? Wschód w rzeczywistości okazał się sprawą delikatną. A co delikatne - się rwie.
Sytuacja w różnych częściach "oderwanej od świata" Azji Środkowej jest różna - podobna do mozaiki z XIV-XVI w. Są strefy i oazy względnej stabilności, w których można oczekiwać względnego (zgodnie z miejscowymi, najczęściej, standardami) rozkwitu. Szczególnie jeśli rejony, o których mowa, odtworzą historyczne związki chociażby z (byłymi) regionami lewantyńskim i bagdadzkim.
Na drugim końcu spektrum - strefy samowzbudzającej się niestabilności w rodzaju Tadżykistanu, przekształcającego się w część afgańskiej "szarej strefy". A i sam Afganistan, najprędzej, wraca "w stare koleiny" - do sytuacji klanowo-plemiennej fragmentacji, która była dla niego charakterystyczna przez tysiąclecia i którą na jakiś czas tylko zamroziło rosyjsko-angielskie współzawodnictwo, a później logika zimnej wojny. W strefach niestabilności rządzą klany i ich (sub)kryminalne struktury, legalnej władzy w istocie brak, włączenie takich regionów w światowy system kryminalny (handel bronią, narkotykami) zachodzi znacznie szybciej, niż lokalnych "gospodarek" - w gospodarkę światową. Do tego jeszcze, po pierwsze, w samej gospodarce światowej granica pomiędzy legalnym i nielegalnym, kryminalnym - szczególnie w strefach wysokich zysków - zaciera się. A jakże inaczej, skoro "grubymi rybami" gospodarki, wraz z ropą, są handel bronią, narkotykami i pornobiznes?
Po drugie, czy te "oderwane" kawałki potrzebne są gospodarce światowej? Co pozytywnego mogą w nią wnieść? W gruncie rzeczy nic. Jeśli rację mają (a ja myślę, że mają) ci, którzy uważają, że podstawową sprzecznością społeczną XXI w. będzie, jeśli wyrazimy to w terminach marksizmu, sprzeczność nie pomiędzy eksploatującymi i eksploatowanymi, a pomiędzy nimi razem z wziętymi jako społecznie zorganizowaną ludnością, z jednej strony, i tymi wszystkimi, dla których nie ma miejsca w systemie rozwiniętej, zawierającej duży element naukowotechnicznej myśli późnokapitalistycznej eksploatacji (o miejsce w niej, prawo bycia eksploatowanym przyjdzie jeszcze powalczyć); nie ma miejsca w czasie społecznym, - z drugiej, to logicznym jest przyjąć, że w XXI w. nastąpi odrzucenie całych warstw i stref, w przypadku których niemożliwa jest społeczna i ekonomiczna utylizacja, i które łatwiej i taniej jest wyrzucić. I proces ten już się zaczął, postawiwszy całe regiony przed zadaniem ratunkowej adaptacji.
Prawdopodobnie, znacznej części Azji Centralnej (nie tylko esengesznej, ale i chińskiej - Xinjiang) (SNG - Sojuz Niezawisimych Godudarstw=Wspólnota Państw Niepodległych; esengesznyj - przymiotnik od SNG - tłum.) zgotowano nie do pozazdroszczenia los "wykorzystanych i wyrzuconych". I proces adaptacji został już wprawiony w ruch. Pod naszym bokiem, na "podbrzuszu" [Rosji - tłum.] , wyrastają własne "złote trójkąty" w rodzaju indochińskiego, własne narkogospodarki w rodzaju boliwijskiej czy peruwiańskiej. Ogromne przestrzenie, zgodnie z danymi MSW, takie jak Południowa Kirgizja, przekształcają się w plantacje narkotyków. Tu ludzie szukają sposobu na przeżycie tak. W innych miejscach - inaczej.
Na przykład, w prasie niedawno opublikowano szereg materiałów, poświęconych Północnej Kirgizji i Kazachstanowi w ich współczesnej postaci. Stalkerstwo (od zajęcia tytułowej postaci słynnej powieści braci Strugackich "Stalker" - tłum.) , i to takie, jakie się i braciom Strugackim nie śniło, - oto sposób przeżywania i istnienia, "żywa ekonomia polityczna" dla znacznej części społeczeństwa tych obrzeży. Rzecz w tym, że w Kirgizji z eseserowskich (od CCCP - tłum.) czasów pozostały porzucone sztolnie uranowe, a w Kazachstanie - kilka przedsiębiorstw kompleksu wojskowo-przemysłowego, odlewnia miedzi, dziesiątki fałszywych stanowisk startowych rakiet międzykontynentalnych. Te stanowiska budowano w celu oszukania głównego przeciwnika - Amerykanów, wszystko budowano naprawdę, z elektrotechnicznym wyposażeniem. Najważniejsze dla nas co? Prawidłowo. Realizm. Runął Związek, i miejsce realizmu zajął surrealizm. Jak pisze dziennikarz A. Iwanow, w latach 90-tych zaczęło się wielkie rozkopywanie kazachskich stepów - metodą bieda szybów, koparkami, z załadunkiem na KamAZy i przerzucaniem do Chin, gdzie byli bardzo zadowoleni z wartościowych metali, radioaktywnej miedzi i wielu innych rzeczy. (Dziennikarz wykazał typową znajomość tematu - sprawdziliśmy; izotopy miedzi rozpadają się tak szybko [najdłuższy okres połowicznego rozpadu poniżej 3 dni], że po roku nie było śladu po radiacji - tłum.) Później przyszła kolej na przewody linii wysokiego napięcia - obcinano je wykorzystując przeloty samolotów. Wywieziono chyba wszystko co tylko dało się wywieźć. "Wyniesie wszystko", - mówił poeta Niekrasow. I rzeczywiście, naród w "szarych" (i nie bardzo szarych) strefach przestrzeni postsowieckiej wyniósł wszystko. Jak widać, to metoda przeżycia dla wielu "odrzuconych stref", byle było co wziąć i komu sprzedać. Analogiczne do powyższego kirgizsko-chińskiego warianty adaptacji znaleźć można i w Afryce, i w Ameryce Południowej, i nawet w podlegających deindustrializacji regionach Ameryki Północnej.
Jeszcze jeden sposób adaptacji - migracje. We współczesnym świecie jest około 30 mln uchodźców. Co więcej, są już całe strefy, mające charakter "miejsc przesiedlenia", regiony narodowospołecznego chaosu, który przyjmuje niekiedy postać stabilnie samoodtwarzającej się struktury. Na przykład, strefa konfliktu Hutu i Tutsi, obecnie rozprzestrzeniająca się na terytorium Zairu i grożąca nadszarpnięciem jego państwowości, jakkolwiek krucha i bandycka by ta nie była. To już zasadniczo inny, nowy typ regionu i regionalności; świat zmienia się, a razem z nim zmienia i odnawia się i zjawisko regionalizmu. Znany pod przezwiskiem "mister Strategia" japoński biznesman, polityk i publicysta K. Omae mówi o pojawieniu się nowego typu regionu - "regionu państwa". W książce "Upadek państwa narodowego: rozkwit gospodarek regionalnych" pokazuje, jak struktury makroregionalne coraz głośniej dają znać o sobie jako o nowych głównych czynnikach rozwoju świata postmodernistycznego, nowych motorach rozkwitu i jednostkach organizacji gospodarki, spychając na bok i struktury globalne, i państwa narodowe, granice których nierzadko brutalnie rozrywają. "Państwo-region" - to, na przykład, strefa San Diego - Tijuana w Ameryce Północnej, trójkąt Singapur - Dżahar - Batan w Azji południowo-wschodniej, region Sao Paulo w Brazylii i nawet Tajwan z gospodarczo związaną z nim południową częścią Chin kontynentalnych. Wszystko to - nowy typ regionu, zasługujący na bardziej szczegółowe omówienie.
Krócej, na przełomie wieków XX-XXI zwykła mapa świata nagle zaczęła się w określony sposób zmieniać. Wiele, dotąd wydające się być realnym, staje się kartograficzną iluzją. Poprzez polityczno-gospodarcze kontury kapitalistycznego (współczesnego) świata nagle przezierają rysy poprzedzających ten świat historyczno-kulturowych i handlowo-gospodarczych regionów. Wraz z nimi, a często i wewnątrz nich, jeszcze bardziej komplikując obraz, powstają regiony nowego, już nie przedkapitalistycznego, a późno- (i, skąd to wiedzieć, być może, post-) kapitalistycznego typu: "rozkwitające regiony-państwa" (ja bym powiedział: "regiony oazy"), z jednej strony, i "szare strefy" braku, "stalkerstwa", anemii, stałej walki o przeżycie i życia omal na granicy zoologiczności - z drugiej. Nieuchronność nadejścia tego dziwnego świata jest oczywista. Prawdopodobnie, "globalna wioska" odchodzi w przeszłość tak jak nie do końca urzeczywistnione marzenie, a na zmianę jej przychodzą regionalne i globalne realia. Czasem wydaje mi się, że uczony czy dziennikarz, pragnący przedstawić obraz współczesnego świata, powinien napisać coś podobnego do piątego tomu "Historii Rzymu" T. Mommsena - tom, poświęcony rzymskim prowincjom, tzn. "regionom", na które w konsekwencji rozpada się pierwsze światowe superpaństwo w ludzkiej historii. W skrajnym przypadku, ten punkt widzenia, takie podejście - przy całej powierzchowności analogii - są uprawnione.
Andriej Fursow,
Dyrektor Instytutu Historii Rosyjskiej (Moskwa)
Opublikowano w: Rosyjski Żurnal Historyczny. Tom 1, No 4, Jesień 1998 pod tytułem Środkowość Azji Środkowej: długofalowe spojrzenie na miejsce w Azji Centralnej w makroregionalnym systemie Starego Świata.
www.apn.kz
26 maj 2006
***
Od redakcji Rp:
Dla wygody czytelników podajemy wyjątki z Wikipedii:
Ordy historyczne były w zasadzie tworzone przez trzy duże grupy etniczne obecne na terenie Wielkiego Stepu .
Byli to:
- Ordy Hunów:
- Orda Hu-Wei - IV-II w. p.n.e. - opanowała całkowicie północne Chiny tworząc dynastię Wei
- Orda Hu-Li - I-III w. n.e. - ponownie opanowała północne Chiny, ale została rozbita przez wojska z Chin południowych, a jej niedobitki powędrowały na zachód rozpoczynając Wielką wędrówkę ludów .
- Orda Żonżonów - III-V w. n.e. - ściśle współpracowała z Chinami w obronie jej północnych granic aż do rozbicia przez Turków.
- Orda ugro-fińska - VI-VIII w n.e. - wypychana przez Turków na zachód utworzyła pod wodzą Attyli współczesne Węgry , Finlandię i Estonię .
- Ordy Tureckie
- Kaganat staroturecki - VI-VIII w. n.e. pierwsza w historii orda, która zdołała zawojować cały Wielki Step. Została rozbita przez Persów.
- Kaganat zachodni - VIII-X w. n.e. pobił w końcu Persję, a później sam uległ inwazji Arabów.
- Orda protobułgarska - VII-XI w. n.e. - odnoga kaganatu zachodniego, która zagroziła najpierw Bizancjum , a następnie odbiła na północny zachód podbijając na terenie współczesnej Bułgarii miejscową ludność słowiańską i tworząc wspólnie z nią pierwsze w historii w miarę trwałe państwo słowiańskie, które jednak w XI w. zostało rozbite przez Bizancjum.
- Kaganat wschodni - VIII-XI w. n.e. - "rządził" wschodnią częścią Wielkiego Stepu najpierw wspierany przez Chiny, a potem przez nie rozbity.
- Kaganat Połowiecki - IX-XII w. n.e. - "rządził" stepami czarnomorskimi, stale zagrażając Bizancjum aż do pobicia przez Złotą Ordę.
- Sułtanat Seldżucki - X-XIII w n.e. powstał z resztek Kaganatu zachodniego, zawładnął w końcu całym Bliskim Wschodem a potem rozpadł się na drobne państwa na skutek waśni wewnętrznych i niemożności ostatecznego pokonania Bizancjum. Został ostatecznie "dobity" przez Mongołów.
- Sułtanat Osmana - XIII-XX w n.e. - zjednoczył wszystkie państwa wywodzące się z sułtanatu seldżuckiego, podbił Bizancjum i stał się w końcu Imperium Osmańskim , z którego wywodzi się współczesna Turcja .
Ordy Mongolsko-Tatarskie
- Wielka Orda - XI-XII wiek n.e. czyli inaczej Orda Czyngiz-Chana lub Temudżina. Zawładnęła błyskawicznie całym Wielkim Stepem, a następnie zaatakowała dokładnie wszystkie ościenne państwa. Ze względu na swoje gigantyczne rozmiary, została podzielona po śmierci Temudżina na kilka mniejszych Ord.
- Orda Kubiłaj Chana - XII-XIV w. wschodnia część Ordy Temudżina, która podbiła całkowicie Chiny i ustanowiła tam własną dynastę cesarską.
- Orda Wielkich Mogołów - XII-XVII w. zajęła północne Indie i ustanowiła tam swoje państwo.
- Orda Perska - XII-XIV w. zniszczyła turecki Kaganat Zachodni i opanowała dzisiejsze terenu Iranu i Iraku. Uległa jednak w końcu potędze Imperium Osmańskiego.
- Złota Orda - XII-XV w. - opanowała stepy zachodu - zniszczyła Ruś Kijowską i niepokoiła przez ponad 200 lat całą środkową i wschodnią Europę. Rozbita w końcu przez Iwana Groźnego .
- Orda Tamerlana - XIII w. - na chwilę zagroziła Turkom Osmańskim, by po śmierci Tamerlana ulec samoistnemu rozpadowi.
- Chanat Tatarów Krymskich - XII-XIX w. powstał jako odnoga Złotej Ordy i dotrwał niemal do czasów współczesnych, współpracując ściśle z Rosją.
Hunowie - jeden ze starożytnych ludów Wielkiego Stepu . Był to koczowniczy lud wywodzący się ze wschodnich terenów Azji Środkowej . W IV w. pojawili się we Wschodniej Europie, gdzie w V w. utworzyli krótkotrwałe imperium. Hunowie charakteryzowali się doskonałym opanowaniem jazdy konnej, podobnie zresztą jak inni mieszkańcy stepów.
Hunowie nie pozostawili po sobie źródeł pisanych.